JustPaste.it

ℂℝ𝕀𝕄𝕊𝕆ℕ 𝔸𝕃𝕀𝔼ℕ𝔸𝕋𝕀𝕆ℕ #𝟟

7323b50f84a2407b15efd77c293d462a.png

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀𝟟.⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Ciemność, jak miał wrażenie, pełzała mu pod skórą, była tuż, tuż, na granicy widzialności. Nie miał jak się przed nią obronić, ani nie mógł też jej wygonić, bo ciemność była nierozłączna z duchem, którym był. Krył się w końcu w jej cieniach, mając ją za sojuszniczkę, ale to była obosieczna broń, która w tym momencie przystawiła ostrze do jego szyi. 
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Odsunął się od wyjścia i blokującego go łańcucha, kiedy poczuł dłoń na swoim ramieniu. Z zainteresowaniem patrzył na to, co Remy robił, oglądał, jak ogniwa łańcucha zaczęły pulsować lekkim blaskiem, a następnie jak łańcuch pękł pod wpływem ów energii z ręki jego towarzysza.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Pozer mruknął pod nosem, nie powstrzymując lekkiego uśmiechu, który wypełzł mu na twarz. Oczywiście poradziłby sobie z łańcuchem bez większych problemów, jego serum superżołnierza zdałoby test, tak samo zresztą, jak bioniczna ręka, ale nie było teraz czasu na przechwałki, tylko na działanie. Dlatego zdjął resztki łańcucha z drzwi, a później pchnął jedno skrzydło, wychodząc na zewnątrz. Tam przez chwilę czekał na Remy'ego i na zwabione przez niego androidy, aż ten w końcu pojawił się na horyzoncie, wybiegając zza rogu. Następnie za nim przybiegł jeden z przeciwników i Barnes, wykorzystując przewagę, jaką mieli, złapał go i od razu wbił mu ostrze noża prosto w skroń, pozbawiając go tym samym życia, czy jakkolwiek można było to nazwać. Dioda zaczęła migać najpierw na żółto, a później zastygła w śmiertelnej czerwieni. Bucky puścił ciało, które osunęło się na ziemię i gotowy był do kolejnego ataku.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Dwa pozostałe androidy nadbiegły chwilę później i stanęły jak wryci na widok swojego zabitego kompana. To postanowił wykorzystać Remy, który rzucił w nich naładowaną energią pokrywą śmietnika. Ta poleciała w ich kierunku, niczym wspomniane wcześniej przez LeBeau frisbee i wybuchła, odrzucając androidy w tył.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Dobry ruch pochwalił go Barnes i podszedł do leżącego w trawie wroga, wykończając go w ten sam sposób, co poprzedniego. Znowu dioda zabarwiła się na żółć, aż zmieniła się na czerwień, sygnalizując, że android był martwy, bądź wyłączony.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Właściwie zastanawiał się, czy takiego androida dałoby się jeszcze naprawić, skoro był maszyną, czy jednak, tak jak ludzie – mieli tylko jedno życie, którego nie dało się przywrócić po czymś podobnym.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀James spojrzał na swojego towarzysza, który rozprawiał się z ostatnim z androidów. Obserwował jego poczynania, jak ten próbował wykończyć androida na własny sposób, korzystając ze swoich mocy. Wyglądało na to, że się udało.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Wyprostował się, wypuszczając powietrze przez usta, przez co brązowe kosmyki włosów, które opadły mu na twarz, przefrunęły w bok. Spojrzał na czerwoną diodę na skroni ostatniego przeciwnika i wzruszył ramionami na słowa Remy'ego.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Pieprzyć to, ważne, że się nie rusza powiedział od razu. Następnie kiwnął głową na kolejne słowa LeBeau, miał rację, na nich była już pora.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Chwilę później zajął miejsce pasażera, zgadzając się na warunki rzucone przez Remy'ego. Co prawda, pewniej się czuł, kiedy to on sam prowadził, ale uznał, że może pójść na małe ustępstwo. W końcu, co złego mogło się stać?
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Dość szybko przekonali się obaj, że zło zdecydowanie na nich czyhało, bo zaledwie ruszyli z miejsca, a już byli gonieni przez dwa wrogie wozy, w których zapewne siedziały kolejne androidy, czające się na ich życie. Barnes nie wiedział, co byłoby, gdyby dali im się złapać, czy androidy zabiłyby ich na miejscu, czy może zabrali do jakiegoś swojego „szefa”, o ile taki ktoś w ogóle istniał, ale wolał nie sprawdzać tego na własnej skórze.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Jedź, do cholery! warknął w stronę Remy'ego, jednocześnie otwierając okno po swojej stronie i wystawił rękę z bronią, strzelając do ich celów. Wiedział, że na pewno jednego wroga udało mu się położyć, ale niestety był to zaledwie pasażer. Barnes skupił się bardziej, namierzając cel, ale w tym momencie Remy ostro skręcił, przez co Bucky stracił z oczu wroga. Warknął pod nosem, odpychając się od drzwi, na które wpadł i ponownie wystawił rękę z glockiem 19 przez okno, celując w kierowcę jednego z wozów. W końcu pociągnął za spust i trafił w samego kierowcę, przez co ich auto od razu skręciło gwałtownie, ale chwilę później któryś z siedzących w środku androidów musiał przejąć kierownicę, bo to wcale nie wyeliminowało ich z gry.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Shlyukha mruknął do siebie pod nosem, a następnie spojrzał na Remy'ego. Jest ich zdecydowanie za dużo!
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Wiedział, że dalsze strzelanie może tylko przyczynić się do tego, że stracą amunicję, a tego Bucky nie chciał, bowiem broń mogła im się jeszcze przydać, dlatego zamknął okno i wbił się w swój fotel, patrząc na drogę i licząc, że Gambit ich z tego wyciągnie. Ten jednak, kiedy chciał skręcić, musiał zrezygnować ze swojego planu, gdyż drogę zablokował im kolejny samochód. Nie mieli wyjścia, jak tylko skierować się na niedomknięty most. Barnes czuł, jak serce podeszło mu do samego gardła i chwycił się rączki zamieszczonej tuż nad oknem, chociaż wiedział, że niewiele mu to da, ale zawsze było to jakiekolwiek zabezpieczenie.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Gaz do dechy! krzyknął do swojego towarzysz, chociaż zapewne niepotrzebnie, ten zdawał się doskonale wiedzieć, co robić. Jeśli to przeżyjemy, to nigdy więcej nie dam mu prowadzić, pomyślał w momencie, kiedy chwilę później przelecieli nad spadem prosto w rwącą wodę. Na szczęście wylądowali po drugiej stronie mostu, przejechali jeszcze kawałek, aż wreszcie zatrzymali się. Barnes oddychał znacznie szybciej, jakby przed chwilą przebiegł maraton.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Nie wiem, kim jest Harry Potter, ale to było lepsze, niż rozjechanie nazistów w czterdziestym czwartym powiedział, po czym wziął głębszy wdech i powoli odwrócił głowę w stronę Remy'ego. Przypomnij mi później, żebym nigdy więcej nie pozwolił ci wsiąść za kółko. Grunt jednak, że dolecieliśmy w jednym kawałku. No i wygląda na to, że przeciwników na jakiś czas mamy z głowy. Odwrócił się do tyłu, zapierając o swój fotel i spojrzał przez tylną szybę. Aha, nie jadą za nami. Oby nie znali żadnego przejścia.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Chwilę później sięgnął po swój plecak, z którego wysupłał mapę i rozłożył ją na kolanach. Przez chwilę błądził palcem po papierze, aż w końcu namierzył, gdzie są.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Dobra, jeśli pojedziesz prosto i skręcisz w drugą uliczkę, to powinniśmy dojechać do jakiegoś muzeum powiedział, pukając palcem w odpowiedni punkt, zaznaczony na mapie. Kolejne jest po drugiej stronie miasta, ale będziemy tam mogli też zajrzeć, bo znajduje się tam kolejny punkt z naszej listy, dobrze się składa. A teraz jedź do tego bliższego muzeum.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Jeszcze przez chwilę patrzył na mapę, szukając jakiś charakterystycznych zaznaczeń, ale wyglądało na to, że w pobliżu nie znajdowało się więcej muzeów, prócz tych dwóch, które wskazał kompanowi. Remy zresztą chwilę później ruszył, na szczęście ich samochód wyszedł również bez szwanku z tego skoku, jak oni. Tylko tego by im brakowało, żeby auto się zepsuło. Co prawda, zapewne znaleźliby jakieś inne, ale byłoby to tylko marnotractwo czasu, którego przecież nie mieli w nadmiarze, szczególnie jeśli chcieli zajrzeć do jeszcze dwóch nadprogramowych miejsc.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀LeBeau skręcił w odpowiednią uliczkę i niedługo później zatrzymał się przy większym budynku, które już na pierwszy rzut oka przypominało muzeum.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Zaparkuj z tyłu, nie będziemy się rzucać w oczy poinstruował go i kiedy zajechali na tył budynku i Remy zatrzymał auto, Barnes pierwszy wyskoczył z samochodu. Wsunął dłonie do kieszeni i rozejrzał się czujnie po okolicy, ta jednak była całkowicie pusta. Dobra, możemy iść.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Na szczęście nie musieli obchodzić całego budynku, bo na tyłach znajdowało się wejście, zapewne awaryjne, bądź na zaplecze, ale postanowili z tego skorzystać. Barnes nacisnął klamkę, ale drzwi pozostały zamknięte, dlatego cofnął się o krok, a później wyważył drzwi jednym, solidnym kopnięciem.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Voila mruknął pod nosem, po części trochę przedżeźniając swojego kompana i gestem wskazał mu, żeby szedł pierwszy. On sam ruszył tuż za Remym i zaraz co zrobił, to rozejrzał się po miejscu, w którym się znaleźli. To rzeczywiście musiało być zaplecze, bo było tutaj wszystko, zaczynając od maskotek dinozaurów, przechodząc przez dziwnie wyglądające sprzęty, zapewne do konserwacji zabytków, kończąc na środkach czystości.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Rozdzielmy się, pójdzie szybciej powiedział, kiedy wyszli na korytarz. Ty pójdzie w prawo, ja w lewo. Wciąż masz słuchawkę ode mnie? zapytał, a gdy dostał odpowiedź twierdzącą, kiwnął głową. Dobra, to jak coś, to raportuj dodał, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył we wspomniany wcześniej kierunek.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Przez większość czasu po prostu chodził, szukając danego obiektu, ale nigdzie nie widział złotego słowika, za to natrafił na inne interesujące rzeczy. Wiedział jednak, że nie było czasu, żeby się im przyglądać, dlatego nie przystawał w miejscu, wiedząc, że to mogłoby go zgubić. Oglądał kolejne eksponaty i te na wielkich wystawach, jak i te w gablotach, ale wyglądało na to, że słowika nigdzie nie było.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Czas gnał przed siebie, nim się obejrzeli minęła dobra godzina od kiedy weszli do tego budynku. Ale Bucky był już przy samej końcówce, zbliżając się do końca galerii, gdzie na chwilę przystanął.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ U mnie pusto. Jak u ciebie? zapytał, wcześniej podnosząc rękę do słuchawki. Ale wyglądało na to, że to był ślepy zaułek, Remy również nie znalazł niczego interesującego, może poza paroma kośćmi dinozaurów, które rzeczywiście mogły przykuć uwagę. No nic, jak skończysz, to wracamy tą samą drogą, którą przyszliśmy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Sam ruszył w miejsce, w którym się rozdzielili, a że dotarł tam jako pierwszy, zajrzał jeszcze na zaplecze. Wyważone drzwi wciąż były przymknięte, tak jak je zostawili, ale i tak pokusił się o to, żeby wyjrzeć na zewnątrz. Na szczęście nikt nie kręcił się przy ich samochodzie, więc można było uznać, że są bezpieczni. Wrócił na miejsce zbiórki i chwilę później dołączył do niego Remy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ I jak? zapytał jeszcze, chociaż nie liczył na zbyt wiele i bardzo dobrze, bo przy odpowiedzi Remy'ego bardzo by się przeliczył. - Może w drugim muzeum będziemy mieli więcej szczęścia.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Wyszli na zewnątrz i w tym właśnie momencie ktoś strzelił im pod nogi. Od razu cofnęli się do budynku i zamknęli za sobą drzwi, które Barnes jeszcze dodatkowo trzymał.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Strzał nadszedł z góry, ten ktoś musi być na dachu sąsiedniego budynku powiedział cicho do swojego towarzysza. Zrobimy tak: wybiegniemy stąd, ty ruszysz do samochodu, nie zatrzymując się po drodze, a ja spróbuję go zdjąć. Nie mam przy sobie karabinu snajperskiego, ale powinienem poradzić sobie z tym, co mam. Kiedy on skupi się na mnie, ty bezpiecznie wsiądziesz do auta, ja jestem odporniejszy na pociski, nic mi nie będzie.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Spojrzał jeszcze na Remy'ego i odliczył od dziesięciu w dół, po czym z rozmachem otworzył drzwi. Wybiegł pierwszy i odbiegł kawałek, słysząc, że tuż za nim biegnie Remy. W pewnym momencie Barnes zatrzymał się i wydobył pistolet, namierzając wzrokiem ich wroga. Znalazł go, tak jak się spodziewał, na dachu budynku naprzeciwko muzeum. Wycelował i strzelił, ale android w ostatnim momencie schylił się, chowając głowę, w którą celował. Przeciwnik posłał w jego stronę serię strzałów, skupiając się całkowicie na nim, a zostawiając Remy'ego w spokoju. Barnes poczuł ból w boku, ale nie miał czasu nawet spojrzeć, czekając, aż przeciwnik znowu wychynie ze swojej kryjówki i kiedy tak się stało, od razu strzelił. Od zawsze, już w czasie wojny, był znakomitym snajperem i nawet teraz, nie operując odpowiednim do tego sprzętem, nie chybił. Trafił robota prosto w sam środek czoła. I w tym momencie podjechał do niego Remy, każąc mu wskakiwać do środka, Barnes musiał przyznać, że miał idealne wyczucie czasu, bo najwyraźniej snajper na dachu nie był sam. Strzelił jednak pod nogi, dzięki czemu Bucky mógł bez problemu wsiąść do auta.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Jedź! Musimy ich zgubić! warknął, przyciskając dłoń do boku, a kiedy oderwał ją do ciała, zobaczył na niej krew. Świetnie, kurwa. Dostałem mruknął bardziej do siebie, a później, widząc spojrzenie swojego towarzysza, dodał: Nic mi nie będzie. Za chwilę się zagoi. Tylko cholernie boli.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Przycisnął ponownie dłoń do boku i usiadł nieco wygodniej, biorąc głębszy, dość drżący wdech. Mówił jednak prawdę, dzięki serum superżołnierza, rany zasklepiały się na nim w ciągu kilku minut. Dlatego, kiedy dojechali w sumie dość bezpiecznie do następnego punktu z ich mapy, po ranie nie było już żadnego śladu, nie licząc krwi na ubraniu i na ręce, którą Barnes próbował wytrzeć w swoją bluzkę.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Dobra, co my tutaj mamy... mruknął pod nosem, wyciągając mapę i przy okazji listę miejsc, w które mieli się udać. Apteka. Nie liczę, że cokolwiek tutaj znajdziemy, ale warto się rozejrzeć powiedział, chwilę później wysiadając z samochodu. Bok jeszcze raz zakuł bólem, ale chwilę później było to tylko nieprzyjemnym wspomnieniem. Barnes rozejrzał się czujnie, jednak z żadnej strony nie dostrzegł niebezpieczeństwa, dlatego spojrzał na swojego towarzysza. Możesz zostać w środku, szybko to załatwię. Rozejrzę się tylko i wrócę. Możesz nie wyłączać silnika.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Ruszył do apteki i chwilę później wszedł do środka przez otwarte drzwi, które już na starcie mówiły o tym, żeby nie wiązać zbytnich nadziei w tym miejscu. Nie pomylił się, wszystkie półki były ogołocone, nie było tutaj kompletnie niczego. Wszystko, co można było ukraść, już dawno zostało zabrane. Mimo wszystko obszedł wszystkie półki, zajrzał za ladę, a później na zaplecze, ale nie znalazł kompletnie niczego. Dlatego chwilę później wyszedł z budynku i skierował się do samochodu. Obszedł go i otworzył drzwi kierowcy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Wysiadaj, teraz ja trochę prowadzę rzucił. Do muzeum nie jest daleko, ale podziękuję już za twoją szaleńczą jazdę.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Chwilę to trwało, ale w końcu przekonał Remy'ego do zamiany miejscami. Uśmiechnął się samymi kąciakami ust, kiedy ten usiadł na miejscu pasażera. On sam wsiadł na miejsce kierowcy i zaraz westchnął.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Bardzo zabawne, oddawaj kluczyki, złodzieju powiedział, rzucając Remy'emu wymowne spojrzenie. Kiedy ten oddał mu w końcu kluczyki, wsunął je w stacyjkę i odpalił silnik. Nie kłamał, do następnego muzeum z tego miejsca nie było daleko. Jechali może jakieś pięć minut, nim znaleźli się u celu. Tak, jak poprzednio Barnes zaparkował na tyłach budynku i obaj wysiedli z samochodu. Bucky rozejrzał się, ale nie widział żadnych niebezpieczeństw. Na wszelki wypadek tym razem spojrzał na dach muzeum, ale nie dostrzegł tam nikogo, wyglądało na to, że było czysto.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Dobra, robimy tak jak poprzednio powiedział do swojego kompana, kiedy okrążali budynek, ten był znacznie mniejszy i nie miał wejścia od tyłu. Wchodzimy i rozdzielamy się. Jeśli coś znajdziesz, to od razu mówisz. Może dopisze nam trochę szczęścia.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Na drzwiach znajdował się łańcuch, dlatego odsunął się o kilka kroków, robiąc miejsce Remy'emu, żeby mógł się tym zająć i chwilę później drzwi już były otwarte, a oni weszli do środka. Od razu rozdzielili się, jeden poszedł w jedną, a drugi w drogą stronę w poszukiwaniu zagubionego złotego słowika, który być może pozwoliłby im wrócić do domu.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀James wyszedł zza rogu i od razu schował się ponownie. Na szczęście kręcące się tutaj androidy nie zauważyły go. Docisnął plecy do ściany i westchnął, następnie przycisnął palce do słuchawki.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Uważaj, Remy. Kilku się tutaj kręci powiedział cicho, wiedząc jednak, że jego towarzysz usłyszy go bez problemu. Po tym wyciągnął nóż, swój niezawodny Gerber Mark II i wychylił się zza rogu, a następnie rzucił. Trafił jednego androida prosto w skroń i zacisnął dłoń w pięść z krótkim „o tak!”. Robot padł martwy na ziemię, a jego partner, wysoki blondyn, rozejrzał się uważnie, szukając tego, kto wykończył jego kumpla. Barnes wyszedł ze swojej kryjówki i biegiem znalazł się przy przeciwniku, który właśnie sięgał po broń. Bucky wymierzył mu mocne kopnięcie w klatkę piersiową, co posłało przeciwnika w powietrze, a następnie na ziemię. James szybko wyszarpnął nóż z poprzedniego androida i podszedł do drugiego, zaraz wbijając w jego skroń ostrze. Po tym wyprostował się i rozejrzał uważnie, nasłuchując. Panowała jednak cisza.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Ciemność, jak miał wrażenie, pełzała mu pod skórą, była tuż, tuż, na granicy widzialności. Nie miał jak się przed nią obronić, ani nie mógł też jej wygonić, bo ciemność była nierozłączna z duchem, którym był. Krył się w końcu w jej cieniach, mając ją za sojuszniczkę, ale to była obosieczna broń, która w tym momencie przystawiła ostrze do jego szyi. 
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ Dobra, dwóch wykończonych. Jak sytuacja u ciebie?

⠀⠀
4e49b7d4023b7799207ea15bc7d14778.png
⠀⠀

9a3bd4fdf8d771fb550edec1efeb444f.png

 

381357ce03ff5ded8fa7c944ac66db5a.png