
𝐈𝐭'𝐬 𝐛𝐞𝐞𝐧 𝐚 𝐥𝐨𝐧𝐠 𝐝𝐚𝐲 𝐰𝐢𝐭𝐡𝐨𝐮𝐭 𝐲𝐨𝐮, 𝐦𝐲 𝐟𝐫𝐢𝐞𝐧𝐝
𝐚𝐧𝐝 𝐈'𝐥𝐥 𝐭𝐞𝐥𝐥 𝐲𝐨𝐮 𝐚𝐥𝐥 𝐚𝐛𝐨𝐮𝐭 𝐢𝐭 𝐰𝐡𝐞𝐧 𝐈 𝐬𝐞𝐞 𝐲𝐨𝐮 𝐚𝐠𝐚𝐢𝐧
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
𝐰𝐞'𝐯𝐞 𝐜𝐨𝐦𝐞 𝐚 𝐥𝐨𝐧𝐠 𝐰𝐚𝐲 𝐟𝐫𝐨𝐦 𝐰𝐡𝐞𝐫𝐞 𝐰𝐞 𝐛𝐞𝐠𝐚𝐧
𝐈'𝐥𝐥 𝐭𝐞𝐥𝐥 𝐲𝐨𝐮 𝐚𝐥𝐥 𝐚𝐛𝐨𝐮𝐭 𝐢𝐭 𝐰𝐡𝐞𝐧 𝐈 𝐬𝐞𝐞 𝐲𝐨𝐮 𝐚𝐠𝐚𝐢𝐧
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
w𝐡𝐞𝐧 𝐈 𝐬𝐞𝐞 𝐲𝐨𝐮 𝐚𝐠𝐚𝐢𝐧.

⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀𝐑ogers niespiesznie skrzyżował ramiona.
⠀⠀⠀⠀───⠀Powinieneś uważać, wiesz⠀──⠀rzucił lakonicznie akurat w momencie, w którym Barnes zgarniał ze stołu teczkę z potrzebnymi dokumentami.
⠀⠀⠀⠀───⠀Ta, dzięki.
⠀⠀⠀⠀Odruchowo zmarszczył czoło. Nie odezwał się jednak więcej. Zamiast tego uważnie śledził spojrzeniem każdy jeden ruch przyjaciela, przynajmniej do momentu, aż ten nie zniknął całkowicie za drzwiami prowadzącymi na celowo przesadnie rozświetlony korytarz; dopiero wówczas Kapitan zdecydował się odpuścić i pozwolił sobie na powolne oraz równie niechętne wypuszczenie dotąd wstrzymywanego w płucach powietrza.
⠀⠀⠀⠀Miał złe przeczucia.
⠀⠀⠀⠀Działający w zgodzie z dzikimi zasadami własnego kodeksu moralnego, relatywnymi przeczuciami czy wszelakimi innymi wypadkowymi Barnes nie był tak naprawdę niczym zaskakującym i każdy, kto miał sposobność współpracować z nim dłużej niż pięć normalnych, niepoświęconych bynajmniej na próby wzajemnego uśmiercenia się minut, nader dobrze o tym wiedział. Bo taki właśnie był jego charakter – bo takim właśnie był on sam. Nie miało zatem żadnego znaczenia czy Steve próbowałby go zatrzymać. Czasami najlepszym rozwiązaniem okazywało się teoretycznie niezgodne z rozsądkiem odpuszczenie, szczególnie że Barnes niejednokrotnie udowodnił już i to zresztą dość dobitnie, że tak czy inaczej zamierzał działać po swojemu i nic, tym bardziej nikt nie posiadał choćby najmniejszego wpływu na obrane przezeń założenia. Również Bóg – prawdę mówiąc jednak Rogers szczerze wątpił, ażeby Bóg, nawet posiadając takową możliwość, kiedykolwiek próbował wpłynąć na o(stateczny)sąd Bucky'ego. Dopóki więc przyjaciel nie wykazywał oznak zrezygnowania ze swojego jak dotąd lekkomyślnego postępowania, dopóty Kapitan nie powinien traktować tego jako następnej cegiełki do bądź co bądź dostatecznie przytłaczającego szeregu zmartwień.
⠀⠀⠀⠀Właśnie dlatego miał złe przeczucia.
⠀⠀⠀⠀Bardzo złe.
⠀⠀⠀⠀W zasadzie najgorsze z możliwie najgorszych, które na domiar złego sukcesywnie powiększały się wraz z postępującym biegiem bezsilności.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀───⠀Dlaczego pan Barnes niczego nie robi?
⠀⠀⠀⠀Nieśmiało zadane pytanie praktycznie natychmiast wyrwało go z zamyślenia. Rogers mimochodem zerknął na zmieszanego agenta – około dwudziestoparoletniego chłopaka, którego nazwisko brzmiało co prawda dziwnie znajomo; Rusell?, Carter?, Graham?; aczkolwiek zarazem dziwnie niedostatecznie. Naraz poczuł się wewnętrznie zdeprymowany. Jego podstawowym obowiązkiem nie tylko jako żołnierza, lecz przede wszystkim jako Kapitana było wszakże zwracanie szczególnej uwagi na otoczenie – tymczasem nazwisko po prostu uciekło mu sprzed pamięci. Steve zacisnął usta w wąską linię. Niedługo potem spojrzał ponownie na znajdujących się w pokoju przesłuchań mężczyzn.
⠀⠀⠀⠀Barnes faktycznie jednak zdawał się niczego nie robić. Stanowił całkowite przeciwieństwo wobec poprzedniego przesłuchania – i to dosłownie zresztą, ponieważ o ile agent próbował jeszcze zadawać jakiekolwiek pytania, tak Bucky bezceremonialnie ograniczył całą swoją aktywność w głównej mierze wyłącznie do sterczenia w jednym miejscu. Rogers zmarszczył czoło w zastanowieniu. To zachowanie nie pasowało mu w żadnym razie do charakteru przyjaciela, którego notabene znał przecież całkiem dobrze.
⠀⠀⠀⠀Chociaż nie.
⠀⠀⠀⠀Całkiem dobrze stanowiło właściwie spore niedomówienie.
⠀⠀⠀⠀Tak naprawdę znał go nawet lepiej niż siebie samego.
⠀⠀⠀⠀Dlatego pomimo obsesyjnych starań sowieckich sukinsynów, ażeby ukształtować Barnesa na nowo na wzór diabelskich wiatrów znad nieprzystępnych terenów Syberii, Kapitan w dalszym ciągu bezproblemowo dostrzegał w nim niegdysiejszego Bucky'ego – jedynego w swoim rodzaju cholernika z Brooklynu. Cholernika, który każdorazowo musiał przewieszać się przynajmniej do połowy przez żeliwne barierki na mostach i krzyczeć.
⠀⠀⠀⠀Krzyczeć, ile tylko miał sił w płucach.
⠀⠀⠀⠀Krzyczeć nawet w momencie, kiedy zostawał siłą ściągnięty z powrotem na chodnik.
⠀⠀⠀⠀Krzyczeć nawet wówczas, kiedy należało uciekać, ponieważ nowojorska policja niekoniecznie orientowała się w rygorystycznych zasadach młodzieńczej potrzeby wygarnięcia światu prosto w twarz, by przestał świrować i poszedł się jebać za złamanego centa.
⠀⠀⠀⠀Dlatego pomimo pojawienia się ciężaru następnych obaw – szczególnie że Barnes ewidentnie górował przecież nad przesłuchiwanym mężczyzną, aczkolwiek nie wykorzystywał tego w żaden sposób oraz nie próbował osaczać go poprzez błyskawiczne zadawanie pytań – Rogers zobowiązał się do pozostania spokojnie na swoim miejscu. Intuicja podpowiadała mu bowiem nade zawzięcie, że przyjaciel na pewno musiał mieć w zanadrzu jakiś plan. Czepianie się niemalże o każdą metodę działania agenta, ażeby ostatecznie, kiedy otrzymało się możliwość swobodnego postępowania – dosłownie zresztą swobodnego, ponieważ gdyby przyszło mu do głowy skatować Leo na kwaśne jabłko, przypuszczalnie nikt nie robiłby mu z tego powodu problemów i uznałby to za niefortunny zbieg okoliczności – miażdżyć drugiego człowieka swoją obecnością w absolutnej ciszy, zdawało się być bezsensownym zachowaniem nawet jak na irracjonalne standardy Barnesa.
⠀⠀⠀⠀Dlatego coś musiało znajdować się na rozwiązaniu.
⠀⠀⠀⠀Rogers opadł bokiem na ścianę. Jego spojrzenie w dalszym ciągu ulokowane było na przebywających wewnątrz pokoju przesłuchań mężczyznach, którzy według słów Barnesa – współpracowali ze sobą w przeszłości.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀Mężczyzna naprzeciwko sprawiał wrażenie niemożebnie zadowolonego z siebie. Zawadiacki uśmieszek nie schodził z jego wyraźnie rozluźnionych mięśni twarzy nawet na chwilę, ramiona natomiast – dotąd wystarczająco szerokie oraz przysadziste, żeby z naturalną łatwością budować całkiem wiarygodną narrację przebywającego na przepustce Marines, jednocześnie jednak dostatecznie smukłe oraz powszechne, żeby z równie naturalną łatwością rozpłynąć się w najmniejszym nawet tłumie – wyglądały na przynajmniej raz jeszcze szersze i przynajmniej raz jeszcze masywniejsze.
⠀⠀⠀⠀Leonid Novokov.
⠀⠀⠀⠀Rogers nieznacznie przechylił głowę. Nie kłopotał się nawet udawaniem, że wcale bacznie nie lustrował zachowania Leo. Koniec końców i tak przecież nie miało to większego znaczenia
⠀⠀⠀⠀Zgadza się?
⠀⠀⠀⠀Wolę jak towarzysze mówią na mnie „Leo”.
⠀⠀⠀⠀ponieważ niezależnie od okoliczności czy innych składowych, na zasadność których przekładała się bądź co bądź także ich kilkuletnia wspólna służba, jego wyczulona natura wciąż i wciąż nakazywała mu zachowanie ostrożności. Kapitan natomiast nie miał w zwyczaju ignorowania własnych przeczuć. Wiedział zresztą, na które miejsca należało zwracać uwagę. Miejsca, na powierzchni których każdorazowo punkt zwrotny zaliczał swój jakże widowiskowy początek. Miejsca, na powierzchni których każdorazowo znajdowało się epicentrum licznych, rozchodzących się w kształt pajęczyny pęknięć. Miejsca, na powierzchni których każdorazowo fałszywe zadowolenie skrupulatnie oraz paralelnie do poświęconego czasu przeistaczało się w nomen omen złowieszcze wyzwanie. Aż wreszcie – miejsca, na powierzchni których każdorazowo szaleństwo objawiało swe samozwańcze ego.
⠀⠀⠀⠀───⠀Хороший или плохой полицейский. Какой из них вы, Ро́джерс? // Dobry lub zły glina. Którym z nich jesteś, Rogers?
⠀⠀⠀⠀Szydercze parsknięcie nie przeszło wobec niego obojętnie. Wbrew oczekiwaniom jednak Rogers zdecydował się powstrzymać od odpowiedzi. Bezowocne marnotrawienie czasu, albo nadszarpywanie świętego spokoju własnego sumienia niewątpliwie zbędną kłótnią o równie zbędne pierdoły bynajmniej nie zaliczało się do kwestii, na których mogłoby mu obecnie zależeć lub do których planowałby w ogóle doprowadzić swoimi działaniami. Bezpieczniejszym rozwiązaniem było więc zachowanie wszelkiej czujności – na wszelki wypadek. Szczególnie że wyraźnie napięte ramiona mężczyzny, na które Steve niemalże natychmiast zwrócił uwagę, w dalszym ciągu mogły stanowić niebotyczne zagrożenie i to mimo dłoni skutych kajdanami.
⠀⠀⠀⠀───⠀A może nie po to tutaj jesteś, co? Może chcesz mimo wszystko spróbować nawrócić mnie jedną ze swoich jakże sławetnych, pełnych w pizdę mać humanitarnych farmazonów gadek?⠀──⠀Novokov gwałtownie przechylił głowę, aż w pomieszczeniu rozszedł się doskonale znajomy trzask.⠀──⠀Nawet nie próbuj, блять // kurwa. Uszy odpadły mi po pierwszym razie.
⠀⠀⠀⠀Zachowanie mężczyzny uległo diametralnej zmianie właściwie tuż po tym jak Rogers wszedł do pomieszczenia. Z biegiem czasu natomiast jego pozory człowieka kompletnie zrelaksowanego zdawały się coraz to rzeczywistsze – wkrótce zatem nie było już ni śladu po jeszcze nie tak dawno temu wściekłym, przerażonym, bądź nawet zaszczutym druzgoczącą obecnością swojego mentora przestępcy. W jego miejsce pojawił się za to pewny siebie żołnierz.
⠀⠀⠀⠀Pech chciał, że Steve znał tę postawę aż za dobrze. Jeszcze większy chciał, że wiedział jak skutecznie sobie z nią poradzić.
⠀⠀⠀⠀───⠀Skoro jednak wreszcie rozmawiamy bez ogródek, Rogers, to odstawiłeś szopkę z wyborem Wilsona. Podkreślam, gdybyś miał problemy ze zrozumieniem – pierdoloną szopkę jakich mało, psia krew⠀──⠀kontynuował tymczasem Leo. Odchylił się na krześle na tyle, na ile pozwalała mu długość kajdan, po czym zmierzył go pełnym zdegustowania spojrzeniem.⠀──⠀A właśnie, co tam nowego u ptaszka? Żadnych kolejnych wybuchów w planach? Bo między nami, szkoda że nie sczeznął. Jego łażenie za mną, śledzenie na każdym możliwym kroku, inwigilowanie, patrzenie ponad ramieniem, Боже мой! // mój Boże!⠀──⠀Ostatnie słowa podkreślił donośnym łupnięciem przednich nóg krzesła o podłogę.⠀──⠀Myślałem, że prędzej mu łeb odstrzelę, niż wytrzymam.
⠀⠀⠀⠀Bezczelny sukinsyn.
⠀⠀⠀⠀Taki właśnie jednak był Leo na co dzień. Jego pewność siebie nie raz nie dwa zdumiewała Kapitana, zwłaszcza kiedy bezceremonialnie przerywał mu podczas omawiania przyszłych działań na odprawach i proponował własne, o dziwo równie skuteczne rozwiązania, wysnute najczęściej wyłącznie na podstawie kilku spędzonych w terenie minut lub po równie kilkuminutowym przejrzeniu dokumentów. Był w nim naturalny potencjał. Ciężki do przeoczenia czy chociażby zakwestionowania potencjał, którego Novokov tłumaczył przeważnie wojskowym, acz jednocześnie hobbystycznie pozyskanym doświadczeniem, wojskowymi genami z dalszych części rodziny lub wcześniejszych pokoleń, oraz obowiązkowo prężnie wzrastającą zajawką na punkcie wojskowości. Niejednokrotnie zresztą członkowie komanda niby mimochodem, niby żartobliwie rzucali z tego powodu w eter stwierdzenie, jakoby Leo nie tylko przypominał im, lecz według nich był dosłownie ruskim plagiatem Rogersa. Ewidentnie bezczelny sukinsyn, przeszło mu ponownie przez myśl. Niemniej taki właśnie był Leo na co dzień. Rogers uratował go przed kilkoma laty zmarzniętego na ulicy i wbrew pojawiającemu się co jakiś czas (proroczemu) przeczuciu, ostatecznie zdecydował się zaufać – ponieważ był w nim naturalny potencjał. Ciężki do przeoczenia czy chociażby zakwestionowania prawdziwie naturalny potencjał. Potencjał, którego spektakularna zasadność wynikała w rzeczywistości z posiadanego serum superżołnierza, fachowego szkolenia pod okiem samego legendarnego Zimowego Żołnierza oraz drastycznej przeszłości, w czasie której grabienie z honoru i uprzedmiotowianie stanowiło najlżejszy element codzienność.
⠀⠀⠀⠀Przedłużające się milczenie Rogersa w końcu zaczęło wybijać mężczyznę z rytmu. Novokov zmarszczył czoło i poruszył się niespokojnie.
⠀⠀⠀⠀───⠀Nie zamierzasz mnie przesłuchiwać?
⠀⠀⠀⠀───⠀Nie⠀──⠀odpowiedział zgodnie z prawdą Steve, czym skonfundował go jeszcze mocniej.⠀──⠀Domyślam się, że nie uważasz mnie za wybitnie intelektualnego, niemniej zapewniam cię, nie trzeba osiągnąć specjalnych wyżyn, żeby zorientować się w twoich poczynaniach. Dlaczego miałbym zatem marnować czas i ponownie maglować cię pytaniami, które przed momentem zadawał ci Buck?
⠀⠀⠀⠀Wyprostował się i skrzyżowawszy ramiona, przechylił nieznacznie głowę. Zauważył, że dotychczas agresywna aż pewność siebie Leo poczęła drastycznie topnieć – nie spodziewał się zapewne zerowej reakcji na swoje słowa, co jednocześnie utwierdziło Rogersa w mniemaniu, że nie mógł jako ostatni pociągać za sznurki.
⠀⠀⠀⠀───⠀Dostałeś w końcu możliwość normalnego życia⠀──⠀kontynuował zatem spokojnie, ani na sekundę nie spuszczając spojrzenia z twarzy mężczyzny⠀──⠀dlaczego nie mogłeś z niej skorzystać? Wojna skończyła się dawno temu, żołnierzu, wszyscy wróciliśmy już do naszych domów.
⠀⠀⠀⠀───⠀Moja wojna nadal trwa.
⠀⠀⠀⠀───⠀Skończyła się, żołnierzu⠀──⠀powtórzył z wyraźnym naciskiem. Zmarszczył czoło w zastanowieniu, zauważywszy ledwie widoczne drgnięcie lewej powieki Leo, po czym westchnął ciężko.⠀──⠀Twoja, moja, nasza. Właściwie nie ma to większego znaczenia, ponieważ wojna dobiegła końca. Superżołnierze nie są już więcej potrzebni. Podobnie zresztą czasy eksperymentów na masowo porywanych z wiosek ludziach czy późniejsze masowe eksterminacje nieudanych obiektów do wspólnych grobów, one także nie są już więcej potrzebne, one także dobiegły końca i na całe szczęście – zrobiły to bezpowrotnie. Twój plan dotyczący stworzenia armii superżołnierzy nie ma po prostu logicznego sensu. Nie rozumiem więc, dlaczego tak bardzo uparłeś się, żeby w to brnąć.⠀──⠀Steve przyglądał mu się dłuższą chwilę w kompletnej ciszy, licząc że mężczyzna podejmie się rzuconych słów, niemniej kiedy ostatecznie nic takiego nie miało miejsca, zdecydował się kontynuować.⠀──⠀Co tobą kieruje, Leo?
⠀⠀⠀⠀───⠀Моя война... // Moja wojna...
⠀⠀⠀⠀───⠀Фамилии. // Nazwiska.
⠀⠀⠀⠀───⠀Иди на хуй. // Pierdol się.
⠀⠀⠀⠀───⠀С удовольствием. // Z przyjemnością.
⠀⠀⠀⠀Novokov otworzył usta, niemniej zawahał się. Nieoczekiwanie po jego twarzy przemknął grymas ewidentnego niezadowolenia, za sprawą którego momentalnie zacisnął wargi w wąską linię oraz gwałtownie szarpnął łańcuchem. Rogers tymczasem uśmiechnął się półgębkiem. Stosunkowo szybko jednak spoważniał. Nawet jeżeli nie udało mu się osiągnąć niczego ponad, to przynajmniej mógł przypisać sobie punkt za skuteczne zdekoncentrowanie.
⠀⠀⠀⠀───⠀Jesteś tak naiwny, sądząc że cokolwiek ci powiem? Sądząc że gdyby ktokolwiek istniał, podałbym ci nazwiska niczym na tacy?⠀──⠀Leo podjął lodowatym tonem po dłuższej chwili namysłu. Rozsiadł się znacznie wygodniej na krześle, raz po raz unosząc oraz opuszczając ramiona, ażeby dźwięk przytwierdzonych bezpośrednio do podłoża kajdan przewiercał się w niemiłosierny sposób poprzez niewielkie pomieszczenie.⠀──⠀Po co w ogóle miałbym to zrobić? W imię przyjaźni i amerykańskiego rzygania tęczą?
⠀⠀⠀⠀───⠀Owszem, jestem naiwny⠀──⠀przytaknął natychmiast.⠀──⠀I powiem nawet więcej. Jestem naiwnie przekonany, że istnieje ktoś, kto pociąga za sznurki. Żaden Zimowy Żołnierz nie potrafi funkcjonować bez właściciela, musi mieć kogoś, kto kontroluje jego działania oraz w razie czego zresetuje jego umysł. Tak właśnie działacie wy – maszyny.
⠀⠀⠀⠀───⠀Mówisz z doświadczenia, co? Pieseczek nie zdołał cię zabić, bo łańcuch okazał się za krótki⠀──⠀Leo odsłonił przednie zęby w parodii uśmiechu i niespiesznie przejechał po nich językiem, specjalnie parokrotnie szarpiąc kajdanami⠀──⠀czy właściciel ma za twardą rękę?
⠀⠀⠀⠀Rogers niespiesznie pochylił się do przodu, po czym zniżył głos.
⠀⠀⠀⠀───⠀Gdyby nie piesek, Novokov, osobiście pozdrowiłbyś ode mnie Stalina.
⠀⠀⠀⠀Podniósł się powoli z krzesła i zerknąwszy na leżące na stole dokumenty, podsunął je niby od niechcenia bliżej mężczyzny. Nie dał po sobie nic a nic poznać, że dostrzegł jak Novokov przeniósł na nie spojrzenie.
⠀⠀⠀⠀───⠀Masz rację, po co niby miałbyś zdradzać nazwiska swoich przełożonych? Zamknąłeś się przecież w przekonaniu, że zimna wojna wciąż trwa w najlepsze, a wasza obecność na arenie międzynarodowej jest niezbędna, ponieważ wasze posiadanie rzutuje na jej przyszły wynik. Rozczaruję cię jednak, przyjacielu. Nawet jeżeli okaże się on pozytywny, to nie będzie w stanie zagwarantować wam wolności.⠀──⠀Kręcąc głową z niezadowoleniem, Rogers skierował się w stronę drzwi.⠀──⠀Masz rację, ponownie zresztą. Po co miałbyś zdradzać nazwiska swoich przełożonych, skoro zapewne nie masz w ogóle pojęcia, że jacykolwiek istnieją i jesteś wykorzystywany. Miałem co do ciebie większe nadzieje, wygląda jednak na to, że otrzymawszy szansę na prawdziwą wolność, postanowiłeś spalić ją na panewce.
⠀⠀⠀⠀───⠀Ja chciałbym, żeby tak to wyglądało. Świat stanął w płomieniach i dopełniło się to, czego chcieli moi panowie. Ale muszę poczekać.
⠀⠀⠀⠀Zatrzymał się z dłonią wyciągniętą w kierunku czytnika. Wypowiedziane przez Leo słowa kompletnie nie pasowały do dotychczasowego tonu rozmowy, niemniej Rogers nie miał czasu na dokładniejsze przeanalizowanie zasłyszanego stwierdzenia, bo tym samym momencie do środka wparował niczym strzała Barnes.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀Brooklyn w gruncie rzeczy nigdy nie starał się wychowywać. Jego fundamentalne zadania sprowadzały się wyłącznie do nauczenia dostosowywania się do chronicznie zmieniających się warunków, pokazania sposobów na przetrwanie oraz upewnienia się, że każdy jeden błąkający się samotnie po zatęchłych uliczkach szczur wiedział, że należało walczyć o swoje aż do upadłego. Bez tego żaden nie poradziłby sobie w przyszłości. Dlatego właśnie jedynym powodem dłuższego zawahania Rogersa bynajmniej nie była obawa o potencjalne konsekwencje – w końcu nie bez kozery zrezygnował z oficjalnych dróg działania, aby koniec końców nadal zamartwiać się stopującymi ich zasadami czy opinią publiczną – lecz jak zwykle chęć trzymania dawnego przyjaciela z daleka od wszelkich kłopotów. Dużo prostszym rozwiązaniem byłoby wykręcenie mu ramienia, przeproszenie oraz następnie znokautowanie – podświadomie wiedział jednak, że było to daremne działanie. Barnes wróciłby prędzej czy później ze zdwojoną determinacją, wykorzystując w dodatku każdą napotkaną po drodze szczelinę.
⠀⠀⠀⠀Pod tym względem był najprawdziwszym brooklińskim szczurem.
⠀⠀⠀⠀Zresztą, nie tylko on.
⠀⠀⠀⠀───⠀Jak zawsze na twojej szóstej, brachu⠀──⠀odpowiedział po czasie, ostatecznie decydując się na mocne uściśnięcie wyciągniętej ku sobie dłoni.
⠀⠀⠀⠀Znał odpowiedź na długo przed tym jak usłyszał pytanie. W zasadzie Steve znał ją od samego początku, ponieważ mimo upływu lat oraz zmieniających się okoliczności, ona jako jedyna pozostawała tak naprawdę stałym elementem szarzejącej rzeczywistości – i chociaż ręka przyjaciela jawiła się niczym droga bez powrotu, Rogers nie mógł pozbyć się wrażenia, że takie właśnie były dawne czasy.

⠀⠀⠀⠀Nadchodzący wieczór stopniowo pogrążał okolicę w przyjemnym chłodzie nicości. Gdzieniegdzie rozżarzone szeregiem dopiero co zapalonych lamp ulicznych zakamarki jawiły się niczym drzemiące zagrożenie, którego świdrujące na wskroś ślepia zdawały się obligować każdego napotkanego przechodnia do buńczucznego porzucenia desperacko zachowanych resztek ostrożności. Rogers odruchowo poprawił się na fotelu pasażera. Będąc zupełnie szczerym – żałował, że nie miał sposobności wyjścia na zewnątrz. Potrzeba rozprostowania kości czy przewietrzenia zatęchłego we własnym mniemaniu umysłu zdawała się przynajmniej raz silniejsza niż jego własne, albo nawet wypracowane na przestrzeni obowiązkowego okresu służby trzeźwe myślenie; dlatego też pomimo niezliczonych ilości najszczerszych prób, nie potrafił zadowolić się wyłącznie nieznacznie uchylonym oknem. Potrzebował przestrzeni.
⠀⠀⠀⠀Desperacko potrzebował.
⠀⠀⠀⠀Mleczne światło przetaczało się nader ociężale wzdłuż zastawionych samochodami krawędzi jezdni. Powodowało jednocześnie, że Nowy Jork zaczynał coraz wyraźniej kontrastować jako horyzont paradoksu, którego kluczowe stwierdzenie sprowadzało się tak naprawdę do zasadności – im dłużej bowiem przebywało się w chaotycznej atmosferze miasta, tym mniej zwracało się uwagę na jego nomen omen despotyczne zachowania. Bo taka właśnie była wolnościowa kolebka bezsenności – żadnym razie nie pałała sympatią do jakichkolwiek form stagnacji. Bo w takich właśnie miejscach, gdzie lekarstwem na samotność okazywało się wyłącznie postępujące szaleństwo, nie istniało nic prócz złudnego przekonania, że w dalszym ciągu posiadało się szansę na wyrwanie z okowów niebezpieczeństwa – i to nawet wówczas, kiedy w rzeczywistości przesiąknęło się do imentu jałową specyfiką tuż po pierwszym wdechu. Rogers niespiesznie skrzyżował ramiona i ponownie poprawił się na fotelu.
⠀⠀⠀⠀Niedługo potem zdecydował się jednak zamknąć okno.
⠀⠀⠀⠀W ciągu ostatnich dwudziestu paru minut zmienił pozycję przynajmniej ze sześć razy. Licząc oczywiście na oko – podobnie zresztą jak sam czas. Wszystkiemu winna była świadomość, że nie musiał zmuszać organizmu do zachowywania kluczowej lub raczej wojskowej wstrzemięźliwości, zamiast tego mógł pozwolić sobie na chociaż odrobinę ludzkiego zrzędzenia. W końcu wnętrze samochodu było zdecydowanie przyjemniejszym środowiskiem niż wilgotne tereny leśne, wznoszące się pagórki czy specjalnie wyżłobione w wodzie doły – nawet jeżeli od dłuższego czasu panowała w nim dojmująca cisza. Instynktownie przechylił głowę, po czym niewiele myśląc znowu uchylił okno. Mimo że niewątpliwie stanowiło to dla niego trudność, musiał wreszcie spróbować nauczyć się pamiętać, że wbrew podobnym okolicznościom nie zawsze znajdował się na wojnie oraz nie zawsze potrzebował obligatoryjnie przywdziewać maskę Kapitana Ameryki. Zamiast tego mógł pozostać sobą – o ile bycie sobą posiadało jeszcze jakiekolwiek znaczenie.
⠀⠀⠀⠀Ale mógł.
⠀⠀⠀⠀Steve ponownie zamknął okno.
⠀⠀⠀⠀Niektórzy bowiem nie posiadali nawet i takich luksusów.
⠀⠀⠀⠀Chwilę później ponownie je uchylił.
⠀⠀⠀⠀Jego spojrzenie jednak ani na ułamek sekundy nie oderwało się od znajdującego się w znacznej odległości obiektu – zaparkowanego bezpośrednio pod samym wejściem do okolicznej restauracji podłużnego mercedesa.
⠀⠀⠀⠀Swoim zachowaniem zaczął najwyraźniej doprowadzać siedzącego tuż obok Barnesa na skraj wytrzymałości. Usłyszawszy czepliwe pytanie, Steve zerknął na niego kątem oka. Nie musiał się jednak nic odzywać. Rytmicznie zaciskające się oraz rozluźniające na kierownicy dłonie przyjaciela posłużyły za dostateczną odpowiedź – niewiele później zresztą Bucky musiał dojść do podobnego wniosku, ponieważ mruknął jedynie coś niezrozumiałego pod nosem.
⠀⠀⠀⠀Więc nie tylko mnie zżera od środka myśl, że coś jest kurwa nie tak.
⠀⠀⠀⠀───⠀Zgaduję więc, że twój misterny plan ponownie⠀──⠀celowo zrobił nacisk na ostatnie słowo, mimo wszystko mówiąc spokojnym, trochę nawet sennym głosem⠀──⠀sprowadza się do równie legendarnego w-z-w, co nie?
⠀⠀⠀⠀Barnes ponownie mruknął coś niezrozumiałego.
⠀⠀⠀⠀───⠀Wchodzimy-zabijamy-wychodzimy⠀──⠀kontynuował tymczasem ze stoickim zaangażowaniem, aż za dobrze świadom jak niebezpiecznie blisko granicy cierpliwości przyjaciela począł lawirować. Miał nawet osobliwe wrażenie, że tak naprawdę wystarczyło wyciągnąć rękę, ażeby poczuć jej nade wrzącą krawędź. Rogers chrząknął jednoznacznie.⠀──⠀Tak tylko przypomnę, że to ty współpracujesz ze mną, nie odwrotnie. Powinienem mieć głos decydujący.
⠀⠀⠀⠀Tym razem zamiast ewidentnie przygłuszonego bełkotu, wewnątrz samochodu rozeszło się charakterystyczne, nazbyt podłużne skrzypnięcie. Chcąc nie chcąc Kapitan odwrócił głowę w kierunku przyjaciela, widząc jednak jego reakcję, powstrzymał się od dalszych wciąż cisnących się na usta komentarzy, niedługo potem natomiast powracając do przerwanego obserwowania mercedesa.
⠀⠀⠀⠀Chociaż niechętnie, koniec końców nie miał innego rozwiązania jak przyznać wreszcie przed samym sobą, że konsekwencje niedawnych wydarzeń dały mu zdecydowanie sporo do myślenia i jakoś tak bardzo zapobiegawczo wolał nie ryzykować ugrzęźnięciem wewnątrz zamkniętego samochodu razem z obruszonym przyjacielem, którego metodyczne skupienie mogłoby nieoczekiwanie przeobrazić się (powtórnie zresztą) w równie niezrównoważony wybuch wściekłości. Szczególnie że Barnes także zdawał się czymś wyraźnie zacietrzewiony. Przypuszczalnie w dalszym ciągu mogły zżerać go wyrzuty sumienia. Przypuszczalnie w dalszym ciągu nie był w stanie w pełni dojść do siebie. Przypuszczalnie w dalszym ciągu mógł czegoś się obawiać. Przypuszczalnie w dalszym ciągu mogło trzymać go w szachu irracjonalne oraz nacechowane domysłami zachowanie Leo. Przypuszczalnie w dalszym ciągu mógł walczyć z bezkresem kompletnie niezrozumiałych lub nowych pozostałości Zimowego Żołnierza, których tym razem na nie-szczęście nie zwalczy żadne bestialskie czyszczenie umysłu. Przypuszczalnie w dalszym ciągu mogło – snuć się nade wiele spekulacji, gdzie każda kolejna byłaby zapewne znacznie gorsza od poprzedniej. Tak naprawdę Steve nie miał pojęcia. Próbował co prawda dotrzeć do nad wyraz skomplikowanego sedna zmartwień przyjaciela, niemniej z każdym kolejnym razem Barnes zdawał się coraz głębiej oraz również ochoczej chować za własnym nomen omen bezpiecznym murem wiecznych mruknięć, machnięć ręką, bagatelizujących odpowiedzi czy raptownych zmian tematów. Dlatego wkrótce Rogersowi nie pozostało już nic innego jak wyłącznie analizować jego poszczególne reakcje.
⠀⠀⠀⠀No i tak zupełnie po ludzku – nie uśmiechało mu się ponowne kopanie rowu, ponieważ tym razem zapewne przykułoby to ogrom bez wątpienia niechcianej uwagi.
⠀⠀⠀⠀Bezwiednie ułożył palec na przycisku odpowiedzialnym za zamknięcie okna, niemniej powstrzymał się od wciśnięcia go. Zastanawiał się właśnie czy kolejny błysk światła, który dostrzegł na jednym z okolicznych wieżowców, mógł podchodzić bezpośrednio od rozstawianej lub akuratnie przemieszczanej lunety karabinu snajperskiego czy był zwykłym zbiegiem okoliczności, kiedy nieoczekiwanie doszedł go dość jednoznaczny dźwięk blokowanych szyb. Steve posłał przyjacielowi pełne niedowierzania spojrzenie. Znając jednak aż za dobrze powód, finalnie poprawił się po prostu na siedzeniu oraz profilaktycznie skrzyżował ramiona.
⠀⠀⠀⠀Nieoczekiwanie z restauracji wyszedł śledzony przez nich od przeszło kilkunastu godzin mężczyzna. Rogers skinął głową na nade trafną uwagę przyjaciela, przez cały czas jednak uważnie podążając wzrokiem za flegmatycznie poruszającą się sylwetką, która po dłuższym czasie gestykulowania w stronę towarzyszących mu ochroniarzy, zniknęła ostatecznie wewnątrz limuzyny.
⠀⠀⠀⠀───⠀Powinniśmy grać na zwłokę⠀──⠀mruknął w zamyśleniu. Steve nieświadomie zmarszczył czoło, naraz czując dziwne swędzenie w kącikach oczu.⠀──⠀Nie podoba mi się jego zachowanie, mówiąc zupełnie szczerze. Nigdy przedtem nie widziałem go w tak paranoicznym stanie, przypomnę natomiast, że chcąc nie chcąc miałem wątpliwą przyjemność współpracować z nim lub bezpośrednio pod jego dyrektywą praktycznie odkąd tylko oficjalnie wstąpiłem w szeregi TARCZY. Zwiększona ochrona w najbliższym otoczeniu, budynki zabezpieczone na długo nim faktycznie do nich wejdzie, zauważyłeś też pewnie pojedyncze błyski lunet na okolicznych wieżowcach...⠀──⠀zawahał się na dłuższy moment, po czym westchnął ciężko.⠀──⠀Jestem absolutnie przekonany, że Stern czegoś się obawia. Pytanie brzmi jednak – nas czy coś jeszcze zalęgło mu się na sumieniu.
⠀⠀⠀⠀Zastanowił się nad słowami Barnesa.
⠀⠀⠀⠀───⠀Kilka dni maksymalnie, nie więcej. Albo zdoła się uspokoić, bo nie dostrzeże naszej aktywności i uzna, że jeszcze o nim nie wiemy, ewentualnie jeszcze nie mamy go na celowniku, albo jego potencjalne zagrożenie wypełznie z cienia. Tak czy inaczej – kilka dni.
⠀⠀⠀⠀Limuzyna ruszyła opieszale spod widowiskowo rozświetlonego budynku. Wkrótce potem zniknęła w gąszczu ślamazarnie poruszających się pojazdów, których błyskające od czasu do czasu czerwienią tylne światła rozpraszały kłębiący się stadialnie półmrok. Na miejscu jednak kręciło się w dalszym ciągu kilkunastu przypuszczalnie celowo pozostawionych przez senatora Sterna ochroniarzy. Masywne sylwetki w ciemnych garniturach przemykały naprzemiennie poprzez drzwi obrotowe na wejściu, krzątając się tym samym jednocześnie w porozrzucanych wewnątrz lub na zewnątrz restauracji grupach. Ewidentna chaotyczność ich zachowania skrywała w sobie paradoksalnie skrupulatnie skondensowany porządek – z każdym kolejnym przebiegiem bowiem część z nich zaczynała stopniowo, acz dzięki temu naturalnie rozpierzchać się coraz bardziej w kierunku zaparkowanych niedaleko samochodów czy niknąć między akuratnie tłoczącymi się w pobliżu falami przechodniów.
⠀⠀⠀⠀───⠀Odpuściłbym. Za duże ryzyko. Zdecydowanie za duże⠀──⠀odezwał się nagle.
⠀⠀⠀⠀Przeczucie podpowiadało mu, że tak samo jak on denerwował się oraz niemalże na każdym kroku upewniał czy na pewno nic im nie zagrażało, tak samo Barnes denerwował się oraz zapewne poszukiwał sposobu na podjęcie natychmiastowych działań. Zapewne też niezależnie od ryzyka, bądź nawet późniejszych konsekwencji. Perspektywa oddalającego się celu musiała działać na niego negatywnie – niemniej spalenie tropu nadmiernym pospiechem bynajmniej nie wchodziło w rachubę. Szczególnie że senator okazał się nie tylko ich pierwszym, lecz przede wszystkim oczywistym strzałem.
⠀⠀⠀⠀Spostrzegłszy przynajmniej trójkę nieoczekiwanie zwracających się prosto w ich kierunku ochroniarzy, Rogers odruchowo obleciał spojrzeniem przednie szyby. Ciężkie westchnienie wyrwało się z jego gardła. Nawet jeżeli land rover nie spełniał absolutnie żadnych dodatkowych wymogów bezpieczeństwa – czego świadomość notorycznie doprowadzała go do szewskiej pasji – to chcąc (bardziej) nie chcąc musiał podziękować w duchu chociaż za to, że fabrycznie przyciemnione szyby okazały się nielicznym gwarantem pomyślności ich naprędce skleconego planu. Improwizowanego zresztą również. Mocno improwizowanego. W zasadzie podobnie jak sam pojazd – który do niedawna jeszcze stał samopas na podziemnym parkingu TARCZY.
⠀⠀⠀⠀Nagłe poruszenie wśród ochroniarzy zwróciło ich uwagę. Steve zmarszczył czoło, obserwując jak dotąd rozproszone względnie dookoła budynku sylwetki zbierają się w otoczeniu wychodzącej ze środka kobiety, po czym niczym cień ruszają w ślad za nią.
⠀⠀⠀⠀───⠀Czemu mam wrażenie, że niedługo także i nam przyjdzie ją poznać. Ach, no tak. Bo tak właśnie zawsze jest⠀──⠀mruknął z nieukrywanym sarkazmem. Przytknął łokieć do drzwi samochodu, a następnie oparł bok głowy na nieznacznie ugiętej dłoni⠀──⠀Poszukam jakichś brudów⠀──⠀naraz odezwał się w tym samym momencie co przyjaciel.
⠀⠀⠀⠀Usłyszawszy zaraz potem komentarz Bucka, odruchowo zmarszczył czoło.
⠀⠀⠀⠀───⠀Jestem uzbrojony w pusty kubek po cholernie gorzkiej oraz czarnej kawie, która na pewno nie podejdzie ci smakowo, więc jeszcze słowo, a autentycznie ciepnę nim w twoją facjatę⠀──⠀zagroził, choć tak naprawdę cień rozbawienia przebiegł po jego raptownie rozluźnionej twarzy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀Problem pozyskiwania informacji każdorazowo sprowadzał się zasadniczo albo do ograniczonych ilości miejsc, albo do ograniczonych powtarzalności dostępu. Tak czy inaczej kluczowym elementem okazywała się ostrożność. Korzystanie więcej niż dwa razy z tego samego źródła zawsze sprowadzało się do masy kłopotów, z których wyjście przy pomocy uśmiechu głupka niekoniecznie było możliwe. Rogers chcąc nie chcąc przekonał się o tym na własnej skórze. Zamiast jednak bezmyślnie próbować wciąż tego samego, wypracował sobie odruch zapobiegawczego kolekcjonowania alternatywnych metod działania. Jeżeli odpadały archaiczne źródła, należało posiadać przynajmniej jeden multimedialny, jeżeli natomiast odpadał multimedialny – należało posiadać przynajmniej jeden ludzki. Jeżeli koniec końców odpadał również ludzki – no cóż, mruknął do siebie lata temu, kiedy po raz pierwszy zabrakło mu człowieczego czynnika w skrzętnie przygotowanym równaniu, a kiedy rzeczywistość okazała się na tyle przebiegła, żeby zręcznie wykorzystywać na każdym kroku nadmiar empatii Kapitana Ameryki; jeżeli nie ten, to następny – nie stanowiło to właściwie żadnej różnicy.
⠀⠀⠀⠀Archiwa TARCZY zdecydowanie nie wchodziły więcej w rachubę. Szczerze wątpił, żeby po tak długim czasie oraz notabene zrzeknięciu się tytułu, który niejednokrotnie przecież stanowił idealne wytłumaczenie na wiele jego teoretycznie nonsensownych działań, chroniąc jednocześnie przed w najgorszym wypadku sądem polowym – wciąż dysponował dostępem do ściśle tajnych informacji o senatorze. Poza tym nie miał nawet pewności czy one także nie zostały usunięte.
⠀⠀⠀⠀Zbyt duże ryzyko, mruknął do siebie w myślach i rozkręciwszy obudowę laptopa, sprawnym ruchem wymontował baterię.

⠀⠀⠀⠀Spojrzawszy jeszcze raz nade krytycznym spojrzeniem na okalające przegub urządzenie, Rogers zmarszczył w zastanowieniu czoło, aż finalnie nie pozostało mu już nic innego jak wyłącznie ciężko westchnąć. W dalszym ciągu nie był do niego przekonany. Był w końcu staromodnym człowiekiem i lubował się w równie staromodnych rzeczach – energetyczna tarcza natomiast, mimo że nie raz udowodniła już swoją przydatność, wciąż stanowiła zbyt agresywnie wystosowane zaproszenie do dwudziestego pierwszego wieku. Nie miał nic przeciwko technologii. Wręcz przeciwnie – lubił, szanował, dostrzegał niezachwiany potencjał w bezustannie funkcjonującej kolebce przyszłości; nie przepadał po prostu za uczuciem wyobcowania, które towarzyszyło mu, ilekroć musiał zrezygnować z własnych metod na poczet ulepszeń. Jego dawna tarcza nie była wyłącznie symbolem Kapitana Ameryki – stanowiła również remedium na jego wątpliwości. Była podarunkiem od przyjaciela z przeszłości, była niejako kluczem do dawnych czasów, do dawnych utrapień, przypomnieniem kim był oraz czym bezwarunkowo powinien kierować się w życiu. Tarcza energetyczna tego nie posiadała. Była niepokojąco pusta.
⠀⠀⠀⠀Mimo wszystko zacisnął palce w pięść. Obserwował z wyraźnym zainteresowaniem jak impulsy stopniowo, acz jednocześnie intensywnie kształtowały się w charakterystycznie owalny korpus, kiedy nieoczekiwanie budzący się do życia ekran telefonu zwrócił jego uwagę. Rogers zmarszczył czoło. Wyciągnął przed siebie dłoń i powoli wyprostował palce, pozwalając tym samym, by niewielkie pole elektryczne powróciło do swojego pierwotnego, niezagrażającego nikomu oraz przede wszystkim niczemu stanu; dopiero wówczas sięgnął po komórkę.
⠀⠀⠀⠀Niedługo potem jego spojrzenie spoczęło na swoim zaparkowanym niedaleko samochodzie.
⠀⠀⠀⠀Podstawowe credo każdego wojskowego sprowadzało się nomen omen do posiadania wystarczająco szerokiego marginesu błędu na wypadek wystąpienia ewidentnie gównianych sytuacji – skoro zatem jego margines błędu sprowadzał się do zażegnania konfliktu z ciągłym posiadaniem przynajmniej jeden sprawnej głowy na równie sprawnym karku, Rogers nie krępował się z traktowaniem tego niczym pełnego sukcesu. Mimo wszystko jedno oraz drugie sprowadzało się do tego samego. W obecnym przypadku jednak ciężko było mu wyzbyć się obiekcji. Wcale nie z powodu braku zaufania. Wcale nie z powodu opieszale sunącego wzdłuż wyraźnie napiętych mięśni ramion poczucia niepokoju. Wcale nie z powodu natarczywych przebłysków intuicji, sprawiających jednocześnie wrażenie co najmniej raz silniejszych niż jego własne, bądź nawet wypracowane na przestrzeni obowiązkowego okresu służby trzeźwe myślenie.
⠀⠀⠀⠀Smutnego Johna poznał około trzy lata temu. Był byłym żołnierzem piechoty. Kiedy zaciągał się do wojska, nie spodziewał się, że przeznaczenie lub rzeczywistość ostatecznie rzucą w niego niewymiarowym gównem, ciężaru którego bynajmniej nie będzie w stanie udźwignąć na swoich zmordowanych przez wyrzuty sumienia ramionach. Finalnie to właśnie on – w żadnym razie świat, dowódcy czy ubrani w najdroższe garnitury przedstawiciele organizacji humanitarnych – cierpiał na zespół pourazowy, jego ukochana strzelba natomiast, którą pieszczotliwie określił imieniem „Bóg”, posiadała w jego mniemaniu własną osobowość i od czasu do czasu kierowała go poprzez trudy normalnego życia. Podejmowane w ten sposób decyzje zawsze sprowadzały na niego nie lada problemy – głównie dlatego, że jego strzelba zdawała się nie znać innego rozwiązania niż przemoc; dla Smutnego jednak te decyzje były czymś zdecydowanie najlepszym. Aczkolwiek najważniejszym był fakt, że Smutny był pieruńsko dokładny. Nie było więc mowy o pomyłce, ponieważ jeżeli Smutny nazywał jakiś kolor „białym” – to nawet najgłębsza czerń zaczynała kwestionować swoje dotychczas stabilne jestestwo, wkrótce potem rozpoczynając nader skomplikowany proces wybielania. Smutny stanowił co prawda niekwestionowanego eksperta w swojej dziedzinie, wygrzebane przezeń informacje były natomiast zdecydowanie lepsze, niż Steve mógł przypuszczać, że komukolwiek uda się znaleźć – lecz w tym właśnie tkwiło sedno problemu. Kapitan nie wierzył, że dotarcie do nich mogło być tak łatwe. Nie miał jednak powodów, aby sądzić, że Smutny próbował go oszukać.
⠀⠀⠀⠀Z drugiej strony nie miał nic do stracenia. Lepszym rozwiązaniem było wszakże posiadanie czegoś niż niczego, zwłaszcza że on sam nie znalazł niczego ponad to, co już wiedział.
⠀⠀⠀⠀Nadal jednak miał złe przeczucia.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀Wiadomość zawierała co prawda wyłącznie koordynaty uprzednio zaplanowanego spotkania, niemniej Rogers nie był w stanie zmusić się do jej wysłania. Intuicja powtarzała mu, że przeoczył coś ważnego – naprawdę ważnego. Nie wiedział tylko co oraz gdzie w ogóle powinien zacząć domniemane poszukiwania. Zmełł zawzięcie cisnące się na usta przekleństwo, po czym przejechał dłonią po przymkniętych powiekach.
⠀⠀⠀⠀Nie znajdując innego powodu niż nieuzasadnionego poczucia obcości, Kapitanowi nie pozostało tak naprawdę nic inszego jak postawić wszystko na jedną kartę.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀Wschodzące słońce zaczynało niemrawo piętrzyć się na horyzoncie. Chłodny wiatr dął nader delikatnie pomiędzy szumiącymi koronami drzew. Ze zbocza wzniesienia rozpościerał się widok na otoczone zewsząd kotliną niewielkie miasteczko – jedyny skrawek cywilizacji na obrzeżach zapomnianego nawet przez Boga pustkowia.
⠀⠀⠀⠀Usłyszawszy rozchodzący się w oddali chrobot silnika, Rogers spojrzał na zegarek oraz uśmiechnął się półgębkiem. Barnes zjawił się praktycznie o wschodzie słońca – dokładnie tak jak zapowiedział zresztą w wiadomości zwrotnej. Kiedy dźwięk począł się nasilać, a wkrótce potem dołączył do niego również chrzęst poruszających się na kamieniach opon, Steve bezmyślnie uniósł dłoń na powitanie i zaczekawszy, aż przyjaciel zatrzyma się nieopodal, mozolnie podniósł się z maski samochodu, na której przez cały ten czas leżał.
⠀⠀⠀⠀Wprowadziwszy Bucky'ego w szczegóły oraz udoskonaliwszy strategię o niezbędne uwagi, Steve finalnie wskazał kciukiem drzwi na tylne siedzenia. Widząc zdezorientowane spojrzenie Barnesa, uśmiechnął się półgębkiem.
⠀⠀⠀⠀───⠀Działamy po mojemu, bo ty już się wystarczająco popisałeś⠀──⠀odezwał się, jednocześnie zaglądając do wnętrza samochodu i wyciągając z niego zwinięty kawałek materiału, który następnie podał Bucky'emu.⠀──⠀Ubieraj na sztuczną rękę, nie powinno ci jej uszkodzić. To nasze zabezpieczenie w razie, gdyby senator miał kamery na podczerwień.

⠀⠀⠀⠀Terrence był przerażony.
⠀⠀⠀⠀Nie był świeżakiem. Pracował na swoim stanowisku od przeszło sześciu lat, aspekt informatyczny posiadając natomiast w małym palcu. Studia na najlepszych światowych uczelniach, doświadczenie zdobywane pod okiem niekwestionowanych ekspertów, znajomości ze światowymi liderami rynku technologicznego. Był najlepszy – dlatego to właśnie on otrzymał propozycję objęcia posady głównego informatyka, nie żaden z jego niedawnych znajomych, którzy próbowali (nieudolnie zresztą) szczycić się podobnymi kwalifikacjami. Nie sięgali mu nawet do pięt. Stanowił czołówkę wśród geniuszy, których umiejętności przekraczały granicę ludzkich pojęć – i to wszystko przed osiągnięciem tak zwanego progu skrzętnego wypalenia, czyli trzydziestki.
⠀⠀⠀⠀Dlatego był przerażony.
⠀⠀⠀⠀───⠀Gdzie ten sukinsyn się podział?⠀──⠀Usłyszał tuż obok siebie pytanie senatora.
⠀⠀⠀⠀Terrence nie kwapił się nawet sekundowym zerknięciem na mężczyznę. Całą swoją uwagę poświęcił wyłącznie na próbę odzyskania kontroli nad własnoręcznie stworzonym systemem, którego kod znał zresztą na pamięć, a którego nieliczne tylne wejścia czy specyficzne zabezpieczenia stanowiły paradoksalnie zmorę wielu jego nieprzespanych nocy. Utworzona w ten sposób funkcjonalność stanowiła niewątpliwy powód do dumy Terrence'a. Obecnie jednak nie potrafił w żaden sposób nad nim zapanować. Wpisywane hasła generowały kolejne rzesze błędów, poszczególne komendy przekładały się na niemożliwe do opanowania awarie czy nawet zwarcia w miejscach, o istnieniu których Terrence nie miał bladego pojęcia, nie wspominając już absolutnie nic o posiadaniu nad nimi kontroli. Najstraszniejszy okazał się jednak dla niego fakt wyłączenia każdej kamery po kolei. Terrence próbował ręcznie wymusić na systemie zrestartowanie się, niemniej koniec końców nie przyniosło to żadnych oczekiwanych rezultatów. Wręcz przeciwnie – miał wrażenie, że przez to było tylko gorzej. W akcie najprawdziwszej desperacji zdecydował się nawet na przywrócenie systemu do parametrów fabrycznych, niemniej w tym samym momencie został wyrzucony z funkcji operacyjnych.
⠀⠀⠀⠀───⠀Znajdź go. Natychmiast!⠀──⠀rozkazał senator.
⠀⠀⠀⠀Chociaż korciło go niemiłosiernie, żeby rzucić, że przecież właśnie nad tym pracował, Terrence powstrzymał się od odpowiedzi. Wolał po prostu nie ryzykować. Problemem senatora Sterna była nadmierna agresja, która przekładała się zawsze na niewiarygodnie ciężką rękę.
⠀⠀⠀⠀Przekonał się o tym raz – i przez kolejne trzy miesiące nosił ortezę na bark.
⠀⠀⠀⠀Podskoczył na krześle, kiedy nieoczekiwanie senator uderzył zaciśniętą dłonią w biurko. W tym samym momencie jedna z kamer włączyła się samoistnie. Terrence natychmiast zrozumiał, że musiało być to działanie celowe. Kamera skierowana była na mężczyznę w czapce z daszkiem, którego dolna połowa twarzy owinięta była czarną chustą. Dookoła niego leżeli ewidentnie rozbrojeni ochroniarze.
⠀⠀⠀⠀Nagle nieznajomy uniósł obie ręce.
⠀⠀⠀⠀Senator zbliżył się, niemalże dociskając nos do monitora.
⠀⠀⠀⠀───⠀Co on, do kurwy nędzy, wyprawia?
⠀⠀⠀⠀Terrence chrząknął cicho. Znał te gesty. W zasadzie znał aż za dobrze.
⠀⠀⠀⠀───⠀Mówi, że proponuje spotkanie w pańskim gabinecie⠀──⠀odezwał się nieśmiało.
⠀⠀⠀⠀Stern wyprostował się. Po jego twarzy przebiegł cień zamyślenia.
⠀⠀⠀⠀───⠀Ten drugi. Miał dwie czy jedną rękę?
⠀⠀⠀⠀───⠀Dwie.
⠀⠀⠀⠀───⠀Więc nie mam czego się obawiać.

⠀⠀⠀⠀Senator sprawiał wrażenie nadmiernie pewnego siebie. Wszedł do pomieszczenia bez żadnego zabezpieczenia, bez żadnego ówczesnego sprawdzenia otoczenia, nawet bez żadnych dodatkowych ludzi – po prostu on sam, zmierzający bezpośrednio do paszczy lwa bez ewidentnie żadnego pomyślunku po drodze.
⠀⠀⠀⠀Głupota, przeszło mu przez myśl.
⠀⠀⠀⠀Nie spodziewał się jednak absolutnie niczego innego.
⠀⠀⠀⠀Z każdym następnym krokiem mężczyzna wyłącznie utwierdzał go w przekonaniu, że nadmiar władzy szkodził również, albo raczej przede wszystkim tym, którzy nie potrafili poradzić sobie z niszczycielskim nastawieniem. Senator nie przejął się celowo pozostawionym półmrokiem, nie próbował włączyć światła, nie próbował rozglądać się, nie próbował zastanowić, nie próbował przeanalizować sytuacji, w której niechybnie przyszło mu się znaleźć. Po prostu parł przed siebie – cała jego uwaga skoncentrowana była bowiem na postaci naprzeciwko niego, która (widocznie po przebiegłym po jego twarzy grymasie) miała wątpliwą czelność dotknąć jego biurka. Bez zastanowienia. Bez pomyślunku. Bez poczucia strachu.
⠀⠀⠀⠀Bo w końcu to właśnie on dotąd rozdawał karty.
⠀⠀⠀⠀Po pomieszczeniu nieoczekiwanie rozszedł się przeciągły świst powietrza. Zbyt cichy dla senatora do usłyszenia – acz wystarczająco głośny dla niego. Mężczyzna zatrzymał się, najwyraźniej wyczuwając specyficzne ukłucie w okolicach karku, po czym sięgnął do niego dłonią oraz wyrwał podłużny przedmiot. Obrócił go kilkukrotnie w palcach. Jego zaskoczony umysł potrzebował najwidoczniej o wiele więcej czasu, niż otrzymał, ponieważ zanim doszło do niego co się stało, zatoczył się na chwiejnych nogach, a kilka sekund później uderzył nieprzytomnym cielskiem o podłogę.
⠀⠀⠀⠀Rogers momentalnie zerwał się z miejsca. Po drugiej stronie gabinetu Barnes blokował drzwi wszystkim, co akuratnie wpadło mu w ręce. Chociaż nie spodziewali się, że ktokolwiek z otumanionych ochroniarzy będzie w stanie zbudzić się nie prędzej niż przed kilkoma następnymi godzinami, dodatkowa porcja bezpieczeństwa jeszcze nikomu nie wyrządziła specjalnej krzywdy.
⠀⠀⠀⠀───⠀Ale serio, żeby nie mieć nawet snajperów na zewnątrz?⠀──⠀marudził, przerzucając bezwładne ciało przez ramię i przenosząc je na pobliskie krzesło. Steve w dalszym ciągu nie potrafił przeboleć tego faktu, a poinformowany o nim przez Bucka po raz pierwszy, mało co nie złapał się za głowę.⠀──⠀No serio?⠀──⠀rzucił obruszony do przyjaciela, podobnie zresztą jak za pierwszym razem.⠀──⠀Co za totalna głupota.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
⠀⠀⠀⠀Usiadłszy naprzeciwko nieprzytomnego mężczyzny, zaczekał aż świadomość zaczęła stopniowo do niego powracać. Zaaplikowany środek miał celowo słabsze działanie niż dawka, którą wspaniałomyślnie poczęstowali pozostałe przebywające w budynku osoby, aczkolwiek w dalszym ciągu potrzebował przynajmniej kilkudziesięciu minut na ustąpienie z organizmu. Kiedy senator wreszcie zaczął się wybudzać, Rogers przerzucił dłonie poprzez oparcie zwróconego w stronę mężczyzny krzesła, zakołysał trzymaną w dłoniach butelką, po czym bezceremonialnie chlusnął nią w jego twarz. Stern szarpnął się, zakrztusił. Szok spowodowany w pierwszej kolejności wybudzeniem, następnie nieoczekiwanym atakiem przełożył się na dezorientację oraz brak umiejętności prawidłowego zaczerpnięcia powietrza. Był niczym dziecko. Chociaż nadal nie spotkało go tak naprawdę nic strasznego – przebywając na terenie III Rzeszy Kapitan poznał bowiem wiele znacznie gorszych tortur. Steve nie był jednak taki.
⠀⠀⠀⠀Poza tym potrzebował senatora żywego – przynajmniej przez jakiś czas.
⠀⠀⠀⠀Zapach bimbru wypełnił pomieszczenie. Senator jeszcze przez chwilę walczył o powietrze, w czym absolutnie Rogers mu nie pomagał, od czasu do czasu specjalnie chlustając w niego następną porcją alkoholu. Przestał dopiero w momencie, kiedy miał pustą butelkę. Bez zastanowienia rzucił ją za siebie, dźwięk tłuczonego szkła spowodował natomiast, że Stern momentalnie podskoczył na krześle. Nie był w żaden sposób związany. Chociaż rozważali to przez chwilę z Buckym, ostatecznie Rogers zdecydował się postawić na swoim – byli ludźmi oraz postępowali humanitarnie, poza tym to było jego przedstawienie, dlatego nawet takie niuanse musiały pasować właśnie pod jego charakter.
⠀⠀⠀⠀Barnes oczywiście nie był szczególnie zachwycony.
⠀⠀⠀⠀Wkrótce otrzeźwione spojrzenie senatora spoczęło na Rogersie.
⠀⠀⠀⠀───⠀Ty sukinsynie.⠀──⠀Stern splunął przez zaciśnięte zęby.
⠀⠀⠀⠀Kapitan uśmiechnął się na powitanie, po czym sięgnął po kolejną, znajdującą się tuż obok jego nogi butelkę alkoholu. Musiał przyznać, że zapas pozostawiony w barku sięgał naprawdę imponujących rozmiarów, dlatego też zmniejszenie jego ilości o parę drogich marek nie powinno nikomu wyjść na złe. Pasowało to w końcu do wykutego przez media obrazu prawilnego Kapitana Ameryki, walczącego z postępującym alkoholizmem u osoby, która zapewne nie miała nawet o tym pojęcia.
⠀⠀⠀⠀───⠀Gratulacje wyciągnięcia wreszcie kija z dupska, Rogers. Szkoda tylko, że zacząłeś nim napierdalać wszystkich dookoła.
⠀⠀⠀⠀Uśmiechnął się jeszcze szerzej, niemniej w dalszym ciągu nie kwapił się do udzielenia choćby lakonicznej odpowiedzi. Zamiast tego otworzył butelkę i powąchawszy ewidentnie gorzkawą zawartość, spojrzał ponownie na senatora – który w tym samym czasie zaczął masować obolały kark oraz ostrożnie kręcić głową na boki. Spostrzegłszy w końcu, że nie był związany, mężczyzna spróbował wstać, aczkolwiek Rogers był znacznie szybszy. Bez ostrzeżenia chlusnął w niego następną porcją alkoholu.
⠀⠀⠀⠀───⠀Dzięki za docenienie, staram się⠀──⠀rzucił sarkastycznie.
⠀⠀⠀⠀Tym razem jednak Stern sprawiał wrażenie przygotowanego. Nie zakrztusił się, nie szarpnął – jedynie skrzywił w geście wściekłości.
⠀⠀⠀⠀───⠀Nie przyszedłem wymieniać kurtuazji⠀──⠀kontynuował spokojnie Rogers, od czasu do czasu kręcąc szkłem. Około piętnastoletnie wino rozsiewało dookoła nutę dzikiej róży.⠀──⠀Przyszedłem po informacje, które wiem, że posiadasz. W twojej kwestii leży sposób wyciągnięcia ich z ciebie. Mogę być miły ze względu na naszą niedawną, wieloletnią współpracę⠀──⠀nie przerywając kręcenia, skierował szyjkę w kierunku senatora, aczkolwiek powstrzymał się od chlaśnięcia⠀──⠀albo mogę spowodować, że twój koszmar stanie się rzeczywistością.
⠀⠀⠀⠀Stern parsknął śmiechem.
⠀⠀⠀⠀───⠀Zrzeknięcie się tytułu upodliło cię do tego stopnia, że uciekasz się do stosowania przemocy?
⠀⠀⠀⠀Rogers pokręcił głową w zamyśleniu.
⠀⠀⠀⠀───⠀Wiesz, tak naprawdę brzydzę się przemocą. W latach czterdziestych moją prawą ręką był Bucky Barnes. To on dbał, żeby nieskazitelna opinia o Kapitanie Ameryce wciąż pozostawała nieskazitelna przy jednoczesnym wzroście pomyślnych przesłuchań.⠀──⠀Steve umilkł na dłuższy moment. Jego dłoń w dalszym ciągu jednak kręciła butelką.⠀──⠀Na szczęście dwudziesty pierwszy wiek oferuje znacznie więcej sposobności niż wyłącznie przebudzenie Zimowego Żołnierza.
⠀⠀⠀⠀W tym momencie za plecami mężczyzny skrzypnęła drewniana podłoga. Rogers widział jak senator momentalnie znieruchomiał, zrozumiawszy aluzję.
⠀⠀⠀⠀───⠀Tak lepiej⠀──⠀skomentował.⠀──⠀Choć prawdę mówiąc, jeszcze nie skończyłem. Nie byłbym w końcu nazbyt przekonywującym graczem, gdybym na czas potencjalnych negocjacji przyszedł wyłącznie z Zimowym Żołnierzem, zgadza się?
⠀⠀⠀⠀Drugą ręką wyciągnął z kieszeni spodni telefon i niespiesznie wybrał połączenie z ostatnim numerem, a następnie przełączył na tryb głośnomówiący. W pomieszczeniu rozszedł się dźwięk wybieranego połączenia, po chwili natomiast – dziewczęcy śmiech. Rogers nie musiał nawet spoglądać na senatora, aby zauważyć nagłe otępienie w jego zachowaniu.
⠀⠀⠀⠀───⠀Dotarcie do niej zajęło mi sporo czasu⠀──⠀odezwał się po drugiej stronie męski głos. Dziewczęcy śmiech umilkł, dało się jednak usłyszeć dochodzące jakby z oddali „proszę?”⠀──⠀A skoro dzwonisz, rozumiem że już się zaczęło. Boże, wszyscy będziemy smażyć się w piekle. Pomóż mi z nią, Ines.
⠀⠀⠀⠀Stern spróbował zerwać się z miejsca, niemniej wyraźnie cięższy krok za plecami skutecznie powstrzymał jego nagle wzrastającą odwagę. Obejrzał się na stojącego znacznie bliżej Barnesa. Przyglądanie się jak świadomość obecności Zimowego Żołnierza wpływała na senatora było nader interesującym zajęciem. Dotąd przez cały czas nie ruszył się z miejsca. Siedział o dziwo grzecznie na krześle, wodził jedynie spojrzeniem pomiędzy ich dwójką i wcale nie przypominał tego szalonego człowieka, który z największą ochotą przeprowadziłby kalibrację na niesprawnym systemie ulubionej zabawki. Wkrótce Stern powrócił spojrzeniem do Rogersa, który właśnie uniósł palec wskazujący i pokazał na telefon z bezgłośnym „teraz uważaj”.
⠀⠀⠀⠀───⠀Też chcę szpilki!
⠀⠀⠀⠀───⠀Dostaniesz, min kjærlighet // moje kochanie. Możesz się położyć, proszę? To twój szczeniak?
⠀⠀⠀⠀───⠀Tak! Dostałam od taty!
⠀⠀⠀⠀───⠀Możesz położyć się razem z nim?
⠀⠀⠀⠀───⠀Jasne!
⠀⠀⠀⠀Kiedy rozszedł się przeraźliwy pisk, Rogers natychmiast zakończył połączenie.
⠀⠀⠀⠀───⠀Ty sukinsynie...
⠀⠀⠀⠀───⠀Powtarzasz się⠀──⠀przerwał mu lodowatym tonem. Dostrzegając jednak, że senator był zbyt otępiały, ażeby w ogóle spróbować wdać się w dalszą polemikę, Steve bez zastanowienia chlusnął w niego winem.⠀──⠀Możesz jedynie pogratulować sobie doboru upodobań. Spuszczanie się na twarz oraz deptanie szczeniaków? Myślałem, że bardziej chorego gówna nie da się już znaleźć w szeregach HYDRY, tymczasem ty postanowiłeś wyjść na przekór wszelkim moim domysłom. Zabawne jednak jak denerwujący może być mały kutas, prawda?
⠀⠀⠀⠀Senator milczał przez długi czas. Kapitan zaczął zastanawiać się czy przypadkiem ich pomysł nie zakończy się fiaskiem, szczególnie że jego nadmierna agresywność, bynajmniej niepasująca do dotychczas względnie pokojowego usposobienia, mogła przekreślić wszystko. Wreszcie mężczyzna postanowił się odezwać.
⠀⠀⠀⠀───⠀Czego chcesz?
⠀⠀⠀⠀───⠀Tego, co każdy. Władzy, pieniędzy, kontaktów⠀──⠀odpowiedział, nieznacznie przechylając głowę w wyraźnie zastanowienia nad kolejnymi słowami.⠀──⠀Zapomniałem, tego nie możesz nam dać. Ale masz dać nam informacje. Kluczowe informacje. I może zastanowię się, aby nie zagrać ci na nosie i nie zacząć zaraz wrzeszczeć zastrzel go, zastrzel go.
⠀⠀⠀⠀───⠀Zachowujesz się jak rozkapryszony dzieciak.
⠀⠀⠀⠀───⠀Dziękuję za docenienie starań, odkąd pozbyłem się szczoty z dupska, świat nagle stał się przyjemniejszy w obyciu. Odkładając jednak żarty na bok. Chcę wiedzieć, kto kieruje tym kurwidołkiem.
⠀⠀⠀⠀Senator rozciągnął usta w uśmiechu.
⠀⠀⠀⠀───⠀I tak po prostu mam ci powiedzieć.
⠀⠀⠀⠀───⠀Możesz przy okazji dorzucić, kto wydał rozkaz stworzenia nowych Zimowych Żołnierzy.
⠀⠀⠀⠀Niespodziewane zachowanie Barnesa na sekundę wyrzuciło go z obranej roli. Rogers zmarszczył czoło, aczkolwiek nie zareagował w żaden sposób – nawet wówczas, kiedy zauważywszy machinalnie zbliżającą się sylwetkę Zimowego Żołnierza, senator wrzasnął na całe gardło. Wzrastające poczucie przerażenia uniemożliwiało mu poprawne mówienie, dlatego też niedługo prośby o powstrzymanie potwora zmieniły się w niezrozumiały, spowodowany nadmierną bliskością Bucky'ego bełkot.
⠀⠀⠀⠀Barnes nagle wyprostował się – i tak samo nagle jak podszedł, nagle zaczął się wycofywać.
⠀⠀⠀⠀Steve skinął głową w odpowiedzi na jego słowa.
⠀⠀⠀⠀───⠀W takim razie nie będzie nam potrzebny.
⠀⠀⠀⠀───⠀Co ty...
⠀⠀⠀⠀───⠀Chociaż możesz uratować swoją nędzną skórę⠀──⠀zaczął jednak powoli, czym niemalże natychmiast przykuł uwagę spanikowanego mężczyzny.⠀──⠀Zrezygnuj z posady senatora na rzecz Nicolasa Fury'ego.
⠀⠀⠀⠀───⠀A jeżeli się nie zgodzę?
⠀⠀⠀⠀───⠀Wtedy pozwolę, żeby zastrzelił cię Zimowy Żołnierz i tak czy siak dopnę swego. Masz dwie minuty na zastanowienie się. Sekunda dłużej⠀──⠀Steve przytknął palec wskazujący do lewej skroni⠀──⠀i bam.
