O ubóstwie...

Ubóstwo często jest rozumiane jako brak pieniędzy, ale nie o tym jest ten tekst, bo pieniądze to nie wszystko, ale o tym wszyscy ponoć wiedzą...

 

Pracuję w firmie która bardzo docenia pracowników pod względem finansowym, ale lekko mimo wszystko finansowo nie mam. W związku z tym nie wydaję pieniędzy na ksiuty, ale raczej na potrzebne rzeczy. Najbardziej żałuję, że nie mogę ich wydawać na ksiązki, a one wołają do mnie z lad księgarń i wystaw też. Co robić? Na szczęście istnieje jeszcze coś takiego jak biblioteka, szumnie w moim mieście nazywana książnicą. I niby fajnie jest. Dlaczego więc tekst ten jest o ubóstwie? Ponieważ rozmawiam z ludźmi, często, chętnie, żeby nie powiedzieć namiętnie. Moim sztampowym tematem jest: co czytasz? Wtedy też pojawia się problem. Koleżanka z pracy, która jest kadrową wyznała z zażenowaniem, że czyta tylko program telewizyjny, kolega z działu finansowego książki o II Wojnie Światowej i tylko takie, pani Krysia z sekretariatu nie ma czasu na takie głupoty, ech…Na jednym z portali zobaczyłam artykuł na temat stu książek, które muszę ponoć przeczytać przed śmiercią, mogę już chyba szykować się na tamten świat, bo zostało mi do przeczytania z tej listy dwanaście, ale nie sądzę bym je ruszyła, mimo mojej miłości do literatury Iliada i Ulisess mnie przerastają. Testowany przeze mnie kolega przeczytał z tej listy cztery ksiązki, pewnie dlatego, że były w kanonie lektur. Dlaczego się tak dzieje? Dlaczego nie czytamy? Czy dlatego, że inne przekaźniki informacji zabierają nam niezbędny do tego czas? Czy raczej chodzi o jakieś wrodzone lenistwo, a przyjmowanie na twarz papki z telewizora jest łatwiejsze? Ja nie powiem lubię obejrzeć dobry dokument, albo dobrą komedię w telewizorze, czasem informacje, ale już mniej chętnie. Ale największą frajdę sprawia mi wieczór przy książce. Dobrej, wciągającej, takiej od której trudno się oderwać.

Zauważyłam jednak pewną prawidłowość, nadal jednak przyznanie się do nie czytania obarczone jest wstydem, bądź chociaż lekkim zażenowaniem. Kto nie czyta ten jest uważany za mniej inteligentnego? Z tego to wynika? Pamiętam jak wieczorami widziałam swojego ojca, ciężko pracującego robotnika, czytającego książki z literatury japońskiej i piszącego z tego streszczenia dla mojej matki, która studiowała bibliotekarstwo. Pamiętam ten krąg światła nad jego głową i cichy stukot maszyny do szycia z pokoju obok, gdzie matka szyła na zamówienie ubrania, bo trzeba było jakoś utrzymać tę rodzinę i czasu na czytanie nie pozostawało za wiele. Rodzice czytali i czytają nadal. Bez wymówek.

Boli mnie przyznam szczerze, to dzisiejsze ubóstwo czytelnicze. Młodzi ludzie nie czytają, bo są do tego zmuszani - tak mi powtarzali moi gimnazjaliści. Starsi nie czytają, bo wzrok im wysiada, a Ci w średnim wieku nie czytają, bo nie mają czasu. Czy naprawdę? Przeczytanie kilkunastu stron dziennie zajmuje mniej niż obejrzenia Tańca z Gwiazdami. Apeluję do wszystkich Państwa, czytajcie ludzie, czytajcie. Podczas wojny na tajnych kompletach nasi dziadkowie wyrywali sobie polskie książki z rąk, teraz książki są niemalże pod naszymi nosami, a niewielu po nie sięga. Cała Polska czyta dzieciom, ale nie cała Polska czyta! Czyta tylko jej fragment, być może ten, który miłość do czytania wyniósł z domu rodzinnego, a może ten, który zakochał się w Jeżycjadzie i Pipi i uczucie to nie zniknęło wraz z młodzieńczym trądzikiem. Oby więcej było takich osób, by to ubóstwo czytelnicze zanikało, a młodzież i starsi poznali co potrafi ich wyobraźnia uczynić z przeczytanym tekstem, tego Wam czytelnicy i sobie życzę.