Bezdomność, a rzeczywistość

Każdy, spotykając bezdomnego zadał sobie pytanie, dlaczego???

 

  Sprowadzę temat do pewnego rodzaju monologu.

Przeżyłem, będąc bezdomnym trzy lata, lata pełne znieczulicy społecznej, pogardy, braku zrozumienia, spania po noclegowniach,opuszczonych budynkach, wagonach, dworcach PKP,  czy też przebywania w schroniskach dla bezdomnych, jedzenia tego co wpadnie w ręce lub znajdzie się w koszu na śmieci......

  Ale od początku...

Byłem normalnym facetem, posiadającym rodzinę, pracę, można by powiedzieć nie brakowało mi już nic do szczęścia, jednak niespodziewałem się, że ta sielanka może skończyć się tak szybko, przekształcić w koszmar, który nie wiem jakim cudem, dałem radę przeżyć.

Po siedmiu latach małżeństwa nasz związek się rozpadł, nie szukam winnych bo wina leży zawsze po oby dwóch stronach, ona znalazła sobie innego towarzysza życia, ja stałem się ślepy na potrzeby bliskich, liczyła się tylko pogoń za pieniądzem. Zabrała dziecko, pozostawiając mnie ze wszystkimi problemami. Miasto w którym mieszkaliśmy stało się dla nas dwojga za małe, wyprowadziłem się na drugi koniec Polski, chcąc zacząć wszystko od początku.

Jednak to wcale nie było takie proste. Tęsknota, brak bliskich powodowało chęć ucieczki, ucieczki do nikąd. Zacząłem błąkać się po całym kraju szukając odpowiedzi, której tak naprawdę nie było, przejechałem tysiące kilometrów pociągiem, na stopa, czasami szedłem piechotą wiele kilometrów, pieniądze szybko się kończyły, aż w końcu w portfelu ujrzałem dno. Jednak podróżowanie stało się jak narkotyk, zacząłem brać bilety kredytowe albo poprostu miałem wypisywany mandat za jazdę "na gapę". Narosło tego około 15 tysięcy. Jednak trzeba było coś jeść. Niepotrafiłem się przełamać, aby poprosić kogoś o jałmużnę. W moim rozumowaniu było to największe poniżenie jakiego mogłem doznać. Aż wreszcie nastąpił ten pierwszy raz. Pamiętam, w Krakowie upatrzyłem dobrze ubranego gościa, zresztą też wyglądałem nienajgorzej, ogolony, umyty, w miarę czyste ciuchy, po chwili niepewności podeszłem i poprosiłem o parę złotych na jedzenie i gorącą kawę. Zawachał się, ale sięgnął do kieszeni i wyjął dychę. Na jego twarzy było widać tylko napis-" NA WÓDĘ LUB NARKOTYKI ". Wziąłem, podziękowałem i szybko poszedłem kupić wspomnianą kawę i dwa pączki oraz tanią paczkę papierosów. Natychmiast wróciłem, aby pokazać, że pieniądze poszły na szczytny cel. Facet nie mógł wyjść ze zdumienia. Stwierdził tylko, że jest mile zaskoczony. Rozmawialiśmy jeszcze z godzinę po czym stwierdził, że już czas na niego. Odchodząc sięgnął do kieszeni, wyciągnął 50zł, podając dłoń na pożegnanie pieniądze pozostawił w mojej ręcę dodająć słowa- " Na szczęście ". Po czym odszedł i zniknął w dzwiach budynku dworca.

Jednak takie sytuacje zdarzały się sporadycznie, wpadło czasami 2 złote, 5 złotych, rzadziej 10, ale z reguły była odmowa lub nawet czasami obelgi. Człowiek nie zauważał, że powoli stał się częścią tej społeczności. Podniesienie niedopałka z ulicy lub też wyciągnięcie go z dworcowej popielniczki niestanowiło już problemu. Znając wszystkie większe miasta w Polsce wiedziałem już, gdzie iść na darmową zupę, gdzie dają jeść darmo, zacząłem dochodzić do wniosku, że jest to w jakiś sposób wygodne, brak obowiązków, zmartwień, bez podatków. Jednak brakowało czegoś, ciepła domu, rodziny......

  Postanowiłem coś z tym zrobić i w końcu znalazłem się w ośrodku dla bezdomnych. Było tam około 200 osób w sytuacji podobnej do mojej. Przyjęto mnie bardzo gorąco, dano mi łóżko do spania, ciepły posiłek. Rozmawiano ze mną o moich problemach, potrzebach, pragnieniach, zaczęto zlecać różne prace do wykonania. Pracowałem jak inni, czułem się znowu komuś potrzebny. Jednak to było złudne. W ciągu kilku tygodni przejrzałem na oczy, dowiadywałem się, że niektórzy są tu po pięć lub więcej lat, że niezrobiono nic,  aby wskazać im jakąś drogę. Wśród bezdomnych przebywali również uzależnieni od prochów lub wódy. Ci jednak nie pracowali, uczestniczyli tylko w jakiś chorych terapiach, organizowano im wycieczki, ogniska lub zajęcia sportowe. Zrozumiałem po co trzymają osoby bezdomne. Tania siła robocza.

Dałem sobie spokój i odeszłem z tamtąd. 

Dalej kontynuowałem swą podróż po kraju, będąc nieraz narażonym  na szykany policji straży miejskiej lub SOK, aż w końcu znalazłem się w Poznaniu. Poznałem tu prawa rządzące dworcem PKP, poznałem ludzi, którzy stracili nadzieję, postanawiając spędzić resztę życia wśród brudnych wagonów, przypadkowych podróżnych, prosząc o pare złotych na kromkę chleba lub też na tanią nalewkę ( bo cóż też im pozostało ). Obserwując ten padół zrozumiałem, że czas zacząć działać, że jeszcze nie jest za póżno, że oni się już poddali. Ale zrozumiałem jeszcze jedno, że są moimi przyjaciółmi, że potrafią podzielić się ze wszystkimi, wszystkim co posiadają, mając niewiele...........

 Po tym wszystkim postarałem się o pracę, poznałem kobietę, zamieszkaliśmy razem, jest ciężko bo wychowujemy czwórkę dzieci, ale wspólnie stawiamy  czoła przeciwnościom losu, zrozumiałem co znaczy samotność i odrzucenie.......

  Spróbujcie zrozumieć te słowa                                                                                                           E.S.

          "Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą..."  J. Twardowski