Odwrócił się plecami do swojego towarzysza, chcąc dać mu choć minimalne poczucie prywatności, może nie było to wiele, ale musiało wystarczyć, wolał też się zbytnio nie oddalać, bo mogło to grozić wpadnięciem w pułapkę i rozdzieleniem, a skoro już połączyli siły i błąkali się po tym dziwnym świecie razem, to nie zamierzał nagle zostawać sam. Może i Cloud również niewiele wiedział o tym świecie, jeśli chodziło o wiedzę, to byli na równym poziomie i jeden drugiemu nie mógł w tej kwestii pomóc, ale odnośnie siły, to był dobrym towarzyszem. A żaden z nich nie mógł wiedzieć, co jeszcze czeka na ich drodze, z jakimi potworami przyjdzie im się mierzyć i jakie niebezpieczeństwa na nich czekały, a zważając na postępującą chorobę, to wolał nie zostawać zupełnie sam z hordą przeciwników. Oczywiście, nie zamierzał wycofywać się z walki, niczym tchórz, nie tego był uczony, w końcu tym właśnie był dla swojego klanu – bronią, którą można zwyczajnie wykorzystać, asem w rękawie, którego nie spodziewali się przeciwnicy, a i także dla swojego Mistrza gotów był na walkę na śmierć i życie, gdyby padł podobny rozkaz. Ale nie zamierzał też tutaj zginąć w tak głupi sposób. Jeśli jakiejś walki dało się uniknąć jedynie wybierając inny kierunek, w momencie, w którym i tak nie miał pojęcia, dokąd zmierzać, to była to znacznie rozsądniejsza opcja, niż z obłędem rzucać się na każdą żyjącą tutaj istotę, jednocześnie w większości nie mając pojęcia, czym wróg może dysponować. Olbrzymia góra lodowa, która poruszała się i która przede wszystkim zdawała się być jednym z żyjących tutaj stworzeń, wyglądała naprawdę groźnie i jasno pokazywała, że ten świat ma w zanadrzu naprawdę potwornych przeciwników, których czasem lepiej było zwyczajnie zostawić w spokoju. Szczególnie, że jak się okazywało, wcale nie wyszli na tym źle. Znaleźli się co prawda w innym miejscu i nie wiedział jeszcze, czy to oddalało ich do ich własnych światów, czy może jednak przybliżało, ale udało im się zaspokoić pragnienie, a teraz nawet mogli zaznać chwili odpoczynku. A żaden z nich nie mógł być pewny, jak szybko i czy w ogóle, trafi się podobna okazja. Chociaż oczywiście miał nadzieję, że ten świat, dotychczas wydający się najbardziej przyjazny, pozwoli im jeszcze na podobny postój, podczas którego będą mogli zregenerować siły. Kimimaro już teraz czuł osiadające ciężko na jego barkach zmęczenie, a każde używanie swoich umiejętności tylko zbliżało go do kolejnego napadu krwawego kaszlu i jeszcze większego zmęczenia, a nie zamierzał być ciężarem dla Clouda, nie chciał go stawiać w tak niekomfortowej sytuacji. Pomimo wcześniejszego dość jasnego zarysowania granic ich partnerstwa, tak wrodzona empatia podpowiadała mu, że mogłoby to być dla chłopaka dość kłopotliwe.
Słyszał za plecami, jak jego towarzysz kręci się, najwyraźniej nie mogą znaleźć wygodnej pozycji do spania na twardej ziemi. Postanowił jednak zachować milczenie, nie chcąc go rozpraszać, uznając, że da mu odpocząć tak długo, jak to było możliwe. Oczywiście, nie zamierzał przekładać swojego snu nad teraz luksus odpoczynku drugiej osoby, byłoby to głupotą, szczególnie zważając na fakt późniejszego zmęczenia, a tylko wtedy, gdy obaj odpoczną w miarę swoich możliwości, na tyle, na ile będą mogli, to będą w stanie kontynuować swoją podróż oraz nie zmusi ich to do sytuacji, gdzie to jedna osoba będzie musiała wziąć większość przeciwników na siebie. Zamierzał go obudzić za kilka godzin w razie gdyby Cloud sam jeszcze nie wstał, a do tego czasu musiał skupić się na swoim zadaniu. Ciemność jednak nadeszła dość szybko, a wysokie korony drzew skutecznie przesłaniały jedyne źródło nikłego światła, jakim był wiszący na niebie księżyc, co tym bardziej utrudniało widoczność, ale polegał nie tylko na swoim wzroku, ale również i słuchu, jednak przez większość czasu nie działo się nic niepokojącego. Dość szybko nauczył się rozróżniać poszczególne dźwięki, świadczące o zwyczajnym nocnym życiu tego miejsca, przemykające w oddali zwierzęta trzymały się na dystans, o ile to rzeczywiście były zwierzęta, co do tego nie mógł mieć pewności, jednak dopóki były daleko, to nie widział w tym żadnych oznak do większych obaw. Musiał zwyczajnie pozostać czujny, w tym momencie było to jego najważniejsze zadanie, dlatego zepchnął zmęczenie na bok, z cichą obietnicą, że za jakiś czas będzie mógł pozwolić mu dopaść go w swoje sidła i oddać się krainie sennych marzeń.
Zgodnie z jego cichymi prośbami przez cały czas jego warty nie stało się nic niepokojącego, dlatego też słysząc, że chłopak podnosi się, zwrócił się w jego kierunku. W milczeniu kiwnął głową, po czym odsunął się, by zrobić miejsce dla Clouda, a sam położył się. W przeciwieństwie do chłopaka twarda ziemia wcale mu nie przeszkadzała. W dzieciństwie przecież to ona była podłożem, na którym spał w swojej niewielkiej celi, a wygoda odpoczynku w łóżku przyszła dopiero w momencie, kiedy Orochimaru wziął go pod swoje skrzydła. Dlatego zwinął się, dociskając ręce do siebie, by w ten sposób zachować jak najwięcej ciepła i zamknął oczy. Jeszcze przez krótką chwilę nasłuchiwał znajomych mu już odgłosów, ale zaraz zmorzył go sen. Błądził po labiryncie co chwilę zmieniających się korytarzy, szukając drogi wyjścia z tego dziwnego miejsca, jednocześnie unikając licznych niebezpieczeństw, które często pojawiały się znikąd, ot, w jednym momencie korytarz wydawał się pusty, ale wystarczyło zaledwie mrugnięcie, by wypełnił się krwiożerczymi potworami. Nie różniło się to zbytnio od rzeczywistej sytuacji i niewątpliwie to właśnie ona miała wpływ na podobne mary, które postanowiły zaatakować nawet w momencie odpoczynku, kiedy dziwne i często nielogiczne zasady, jakimi rządziła się kraina snów, nie pozwalały na tak skuteczną obronę, jaka zapewne miałaby miejsce na jawie. W głowie nieustannie kołatała mu się myśl, że powinien jak najszybciej wrócić do swojego Mistrza, a rosnące obawy przeradzały się tylko w kolejne niepokojące wizje, podczas których Orochimaru był przekonany o jego zdradzie, o tym, że zwyczajnie zdezerterował, odwracając się od swojego Mistrza, gotów rozpowiedzieć jego wykradzione sekrety niepożądanym osobom, które momentalnie stałyby się wrogami. A Kimimaro przecież nigdy nie mógłby go zdradzić, nie było nic, żadnej rzeczy, która mogłaby go przekonać do podobnego czynu. Przecież obiecał, że zawsze będzie mu wierny i dotąd zawsze jego Mistrz mógł na nim polegać, w końcu dawał z siebie wszystko, pomimo łamania swoich wewnętrznych zasad, które były jednak znacznie mniej ważne od poleceń Orochimaru. Wypełniał każdy jego rozkaz, nie zadając zbędnych pytań, nie kwestionując żadnego słowa, ani żadnej misji. Gotów byłby oddać życie, gdyby zaszła taka potrzeba i zrobiłby to równie pewnie i bez najdrobniejszego zawahania, jak każdy inny rozkaz.
Obudziło go nagłe szturchnięcie. Momentalnie otworzył oczy, nad wyraz czujny i powoli podniósł się do siadu, przyswajając informację, którą podzielił się z nim Cloud. Spojrzał na niego z zaskoczeniem, nieco marszcząc czoło, ale chłopak wskazał mu kierunek i Kimimaro rzeczywiście zdołał dojrzeć poruszającą się między drzewami sylwetkę. W tym też momencie cała senność opuściła go i rozbudził się całkowicie. Przykładając palec do ust nakazał swojemu towarzyszowi zachowanie ciszy, a następnie, nie robiąc przy tym żadnego hałasu, wstał z ziemi. Być może była to jedyna okazja, kiedy natknęli się na człowieka, więc nie zamierzał jej zmarnować, w głowie momentalnie opracował plan działania, który dawał im najwięcej szans na schwytanie intruza. Zbliżył się do Clouda, by szepnąć mu na ucho, co mają robić.
— Zejdę na dół, nie usłyszy mnie. Ty zostań tutaj do czasu, aż nie odgrodzę mu drogi ucieczki. Wtedy obaj zaatakujemy.
Po tym, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź chłopaka, odsunął się i zgodnie ze swoimi słowami, bezszelestnie zszedł ze wzgórza, trzymając się blisko podłoża, by rozłożyć swój ciężar, ale nie na tyle, by utrudniało mu to swobodne poruszanie się. Potrzebował po prostu znaleźć się bliżej, by nieznajomy na pewno znalazł się w zasięgu jego ataku. Wolał rozegrać to na spokojnie i z ukrycia, korzystając z przewagi, że nie zostali jeszcze zobaczeni, w końcu nie mieli pewności, czy postać rzeczywiście była tylko zwykłym człowiekiem, czy może jednak za ludzką twarzą skrywało się jeszcze potworniejsze monstrum, niż te, z którymi dotychczas mieli do czynienia. Co prawda, ciemność nocy już nie była aż tak gęsta, ale wciąż nie było na tyle jasno, jak w środku dnia, a to zapewniało mu jakąś, choć minimalną ochronę przed wykryciem. Każdy krok stawiał rozważnie, jednak wolność poruszania się rekompensował fakt, że postanowił skierować się w stronę, która ewentualnie mogłaby przeciąć się z wędrówką nieznajomego, dzięki czemu rzeczywiście przybliżał się do niego, nie pozwalając mu uciec i powoli zapędzając w pułapkę. W przeciwieństwie do Kimimaro, postać robiła całkiem sporo hałasu, więc nawet jeśli na chwilę tracił ją z oczu, to bez problemu mógł namierzyć ją po dźwiękach kroków.
Wreszcie zatrzymał się i ukucnął, zaraz rzucając szybkie spojrzenie przez ramię, jakby chcąc upewnić się, że Cloud jest gotów. Co prawda, niewiele zobaczył na niewielkim wzniesieniu, stąd wnioskował, że chłopak musiał przypaść bardziej do ziemi, co było sprytnym posunięciem, ale miał nadzieję, że przez to nie stracił go z oczu. Wziął głębszy wdech, ponownie koncentrując całą swoją uwagę na intruzie i przyłożył dłonie płasko do ziemi. Czuł przepływającą przez jego ciało energię, tak charakterystyczną, kumulującą się w jednym miejscu, by chwilę później pchnąć ją całą w stronę dłoni. W tym też momencie przed intruzem wyrosły ostro zakończone kości, wyższe od niego, odgradzając mu drogę, którą podążał. Chwilę minęło, nim ten otrząsnął się z nagłego szoku, ale był to czas, którego potrzebowali. Usłyszał poruszenie za swoimi plecami, które świadczyło, że Cloud właśnie zmierzał do ataku, dlatego też i on ruszył w kierunku postaci. Jednocześnie wykonał energiczny ruch ręką, a opuszki palców rozerwały się, gdy wystrzeliły z nich kości paliczków i pomknęły w kierunku ich celu, trafiły jednak w ziemię, tuż przy stopie nieznajomego, który właśnie na tyle zorientował się w sytuacji, by podjąć decyzję o ucieczce. Ten atak sprawił, że momentalnie cofnął nogę, uświadamiając sobie, że najwyraźniej znalazł się w pułapce, zważając na fakt, że Cloud właśnie podbiegał do niego z drugiej strony, tym samym odcinając mu każdą możliwą opcję. Kimimaro nie zwalniał biegu, chcąc dopaść mężczyznę, bo bez wątpienia widział teraz, że był to mężczyzna, ale zdołał dojrzeć jedynie jeszcze jego skryte pod kapturem dziwnie wyglądające oczy, kiedy ten nagle rozpłynął się w powietrzu. Wszystko, co nieznajomy miał ze sobą, łącznie z jego plecakiem oraz połataną bluzą, wylądowało na ziemi. Tak, jakby właśnie jakaś dziwna iluzja pękła, niczym bańka mydlana w momencie, kiedy tylko ich spojrzenia się spotkały.
Kimimaro jednak zatrzymał się dopiero w miejscu, w którym tajemnicza postać wyparowała. Przez chwilę wpatrywał się w jego zostawione rzeczy, jakby spodziewając się, że i one znikną, ale zaraz podniósł głowę i spojrzał na swojego towarzysza. Wyraz jego twarzy świadczył o tym, że i on również jest zaskoczony tym, czego właśnie byli świadkami. Przez krótką chwilę obaj nie odezwali się słowem, najwyraźniej układając w głowie to, co widzieli, ale ten świat najwyraźniej zamierzał zaskakiwać ich niemal na każdym kroku, stosując zupełnie nowe sztuczki, których nawet nie mieli szans się spodziewać, ani tym bardziej – zareagować.
— Zobaczmy chociaż, czy miał przy sobie coś, co może nam się przydać — odezwał się wreszcie, przerywając ciszę. Ponownie przykucnął i ostrożnie sięgnął po ubranie, które częściowo leżało na plecaku. Powoli odsunął je na bok, uznając, że raczej żaden z nich nie zdecyduje się, by je zabrać. Co prawda, mogło okazać się przydatne na chłody, ale nie był pewny, czy rzeczywiście chciałby nosić bluzę, którą miał na sobie nieznajomy. Sprawdził tylko jeszcze, czy znajdowały się w niej kieszenie, ale gdy nie znalazł żadnych, zostawił ją w spokoju i skoncentrował swoją uwagę na plecaku, liczył bowiem, że to w nim znajdą coś przydatnego. Postępował jednak równie ostrożnie, najpierw szturchając palcami przedmiot, jak gdyby spodziewał się, że to, co się mogło w nim znajdować, okaże się żywe i teraz poruszy się, jednak nic podobnego się nie stało, dlatego też powoli odsunął zamek i zajrzał do środka. Na twarzy Kimimaro pojawił się lekki uśmiech triumfu, gdy zobaczył zawartość, a przynajmniej część, którą zdołał dojrzeć. Był to prowiant, a także kilka butelek wody. Oczywiście wciąż musieli zachować czujność, w końcu nie wiadomo było, czy to, co miał przy sobie ten dziwny mężczyzna, będzie zdatne dla nich do zjedzenia, ale na pierwszy rzut oka nie wyglądało ono nijak podejrzanie.
Chwilę później podsunął plecak swojemu towarzyszowi, żeby ten mógł zapoznać się z jego zawartością i przejrzeć pozostałe rzeczy, a sam wyprostował się i rozejrzał po okolicy. Dzień powoli nadciągał coraz śmielej, co również świadczyło o tym, że niedługo powinni ruszyć w dalszą drogę.
— Zwróciłeś uwagę na jego oczy? — zapytał nagle, z powrotem kierując spojrzenie na chłopaka. — Widziałeś kiedykolwiek wcześniej podobne? Czy on mógł pochodzić z twojego świata? Zastanawia mnie, kim on mógł być i jakim sposobem tak nagle zniknął. Oraz… gdzie zniknął.

