JustPaste.it

kimicloudgora.jpg


                           Gdy Cloud zniknął w portalu, Kimimaro jeszcze na chwilę obejrzał się, obejmując wzrokiem scenę nadciągającej bitwy, przedziwne potwory wciąż, kompletnie niezniechęcone nagłym zniknięciem jednego przeciwnika, napierały w tę stronę, najwyraźniej gotowe pochwycić w swoje szpony każdy przejaw życia i zdusić go, zachowując balans tej umarłej krainy. On i Cloud byli w końcu intruzami, jakby znikąd, którzy ośmielili się postawić stopę w tym królestwie cieni, choć wcale niezamierzenie, ale mimo wszystko naruszając prawa, którymi się rządziło, nic więc dziwnego, że te stwory – nie do końca żywe, ale też i nie martwe – próbowały się ich pozbyć. Jednak żaden z nich o to nie prosił, nie chcieli się przecież tutaj znaleźć, a jednak byli, musząc sobie poradzić, albo zginąć, a choć szpony śmierci powoli zaciskały się na gardle Kimimaro, to nie zamierzał być jej sojusznikiem i przyspieszać spotkania z nią, chcąc chwycić się choćby i najcieńszej liny, po której będzie mógł się wspiąć, nawet jeśli ta lina boleśnie obetrze blade dłonie, a krew z ran skapywać będzie miarowo, jakby dla rozjuszenia, a także i w dziwnym jednostajnym tykaniu; tik-tak, tik-tak, kap-kap, kap-kap, odliczając sekundy pozostałego mu życia.
                           Nie wiedział, czy portal zamknie się, gdy tylko go przekroczy, ale pozostawało mu mieć nadzieję, że tak, nie dopuszczając nadciągające stwory do przeniesienia się wraz z nim. Tak samo mógł jedynie mieć nadzieję, że gdziekolwiek zaprowadzi go portal, to nie okaże się jeszcze gorszym miejscem, niż to, w którym był obecnie. Wreszcie ukucnął, przyciskając dłonie do ziemi i chwilę później, tuż przed nim, z podłoża wyłoniły się białe kości, tworząc barierę; być może nie powstrzyma to stworów na długo, ale może na tyle, by żadne z nich nie przedostało się przez portal od razu, nim albo ten się zamknie, albo oni nie oddalą się choć trochę, zyskując na czasie, w którym będą mogli się przygotować. Po tym odwrócił się i bez większego zawahania wskoczył w nieznane. Wylądował na czymś miękkim, ale ów coś wydało z siebie niepokojący odgłos, na szczęście wystarczyło mu szybkie zerknięcie, by upewnić się, że był to jedynie Cloud. Podniósł się i lekko kiwnął głową, jakby w geście przeprosin, ale również i na słowa chłopaka; widział, że nie zrobił mu większej krzywdy, więc nie zamierzał poczuwać się do jakiejś większej winy, szczególnie zważając na fakt, że obaj mieli zdecydowanie większe zmartwienia. Rozejrzał się po tej krainie, zdawała się być o wiele bardziej przyjazna, a przede wszystkim nadająca się do życia, soczysta zieleń trawy świadczyła, że musiał być gdzieś tutaj dostęp do wody, której prawdopodobnie będą mogli się napić, a co za tym szło, być może było tutaj też coś, co pozwoliłoby im zaspokoić głód, a może nawet i zrobić zapasy na jakiś czas, w końcu nie mogli wiedzieć, jak długo i gdzie przyjdzie im się jeszcze tułać, a zawsze lepiej było mieć w zanadrzu plan zapasowy, niż polegać na kapryśnym szczęściu, które raz uśmiechało się, by w następnej chwili zetrzeć swój uśmiech, pokazując o wiele ciemniejszą naturę. W powietrzu dało się również wyczuć orzeźwienie, które zaatakowało jego nozdrza, choć w dość przyjemny sposób, jednak dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak dusząca była poprzednia kraina, jak wiele znajdowało się w niej brudu i pyłu, który przedostawał się do dróg oddechowych. Powstrzymał się jednak przed mocniejszym zaciągnięciem, obawiając, że ta nagła zmiana wywoła kaszel. A mimo wszystko wolał nie pokazywać swoich słabości, nawet przed Cloudem, a być może przede wszystkim przed nim. Dotąd chłopak mógł dostrzec, że był niezgorszym sojusznikiem, gotowym do walki, więc wolał nie burzyć tej wizji, a przynajmniej nie teraz, dopóki sytuacja nie przyciśnie go do muru, odcinając każdą inną drogę ucieczki.
                           — Tak, też to widzę odpowiedział, a na jego ustach zaigrał lekki uśmiech. Poza tym był jeszcze jeden powód, dla którego mogli odetchnąć – portal zniknął, zamknął się za nimi, nie przepuszczając zagrażających im stworzeń. Była to miła odmiana, nieoczekiwany uśmiech od losu, który na pewno okazał się niezwykle pomocny i dający im trochę czasu na odpoczynek. Wiedział jednak, że następnym razem mogli nie mieć tyle szczęścia i w zasadzie nie liczył na to, przyzwyczaił się już, że los uwielbiał pogrywać sobie z ludźmi, traktując ich jak pionki w swojej rozgrywce.
                           Ruszył za Cloudem w milczeniu, zdawało się, że obaj nasłuchują odgłosów, jakby mimo wszystko spodziewali się ataku z nieznanej im strony. Pozostawali czujni, bo obaj zdawali sobie sprawę, że w razie kłopotów, zaskoczenie, wiążące się z nieprzygotowaniem, mogłoby okazać się na ich niekorzyść, być może prowadząc nawet do śmierci. Nawet jeśli ten świat wręcz zachęcał do opuszczenia gardy i rozkoszowania się tą nagłą sielanką, to nie zamierzali od tak z tego korzystać, zbyt dobrze znając możliwości z czyhających na nich pułapek. Kolejne słowa chłopaka wyrwały go z zamyślenia, więc skierował zielone oczy najpierw na niego, a później we wskazanym kierunku, chwilę później zmierzając za Cloudem. Z każdą chwilą nabierał pewności, że ten nie mylił się, a potwierdzeniem tego był niewielki strumyk, przed którym znaleźli się po nidługim marszu. Woda wyglądała na zdatną do picia lecz mimo wszystko Kimimaro odczekał, aż to najpierw Cloud się napije, w międzyczasie również rozglądając się. Wiedział, że jeśli woda rzeczywiście była pitna, to w pobliżu mogło istnieć jakieś życie, a żaden z nich nie miał jeszcze pewności, jak nastawione będzie na intruzów. Błądził wzrokiem po pobliskich krzakach, jakby spodziewał się dostrzec pomiędzy nimi nagły ruch, ale nic takiego się nie stało, nic nagle nie wyskoczyło, szarżując w ich stronę z morderczymi zamiarami, okolica mimo wszystko wyglądała na względnie bezpieczną. Przynajmniej na ten moment. Kimimaro wolał, żeby tak pozostało i nie wątpił, że i Cloud by sobie tego życzył.
                           Gdy chłopak skończył pić, to on przyklęknął nad brzegiem i zanurzył dłonie w przyjemnie chłodnej wodzie. Obmył je, za chwilę ochlapując również twarz, dopiero teraz mając wrażenie, że pył z poprzedniego świata osiadł i przylepił się do jego skóry lecz nawet jeśli było to tylko złudne wrażenie, to i tak poczuł się lepiej, gdy zimne kropelki przesuwały się po jego bladej twarzy. Następnie nabrał wodę w dłonie, chcąc się napić, jednak zawahał się, słysząc słowa Clouda. Wątpił, by był w stanie odpowiedzieć mu na to pytanie inaczej, niż wzruszeniem ramion, dlatego darował sobie, jakby kompletnie nie go nie usłyszał. Słowa, które przyciągnęły jego uwagę wypowiedziane zostały dosłownie chwilę później i one były powodem, dla którego zawahał się, a woda powoli zaczęła powoli przeciekać przez jego palce.
                           Przyjaciele.
                           Jacy przyjaciele mogli szukać Kimimaro, skoro nie miał żadnych? Jedynym przyjacielem w jego życiu był przepiękny kwiat, który rósł przed jego celą, w której był zamknięty w dzieciństwie. Oprócz tego nie miał nikogo, kogo mógłby nazwać w podobny sposób. Orochimaru był jego mistrzem, panem, któremu wiernie służył, bez wahania wykonując każde polecenie, nawet jeśli było ono sprzeczne z tym, czego on sam chciał i co odczuwał. Nie mógł nazwać go przyjacielem, nie śmiał nawet, a na samą myśl o czymś podobnym poczuł się źle; był zbyt mało ważny, zbyt cenił Orochimaru i darzył go ogromnym szacunkiem, to było zbyt niegodne dla niego, by nazywać mistrza w ten sposób.
                           Kimimaro przez chwilę wpatrywał się w swoje odbicie w wodzie, zieleń oczu odznaczała się na bladej twarzy, wydawały się być one w tym momencie jedynym żywym elementem w jego postaci. Wiedział jednak, że to kwestia czasu, nim i one zmatowieją, zamieniając się w dwa, martwe punkty. Ponownie zanurzył dłonie, zniekształcając swoje odbicie i nabrał trochę wody, w końcu zaczynając pić. Dopiero wtedy, gdy ugasił pragnienie, odsunął się i usiadł naprzeciwko chłopaka, wreszcie kierując wzrok w jego stronę.
                           Był ciekaw, jakich Cloud przyjaciół miał na myśli, gdy o nich wspomniał. Dotąd nie mieli okazji rzeczywiście ze sobą porozmawiać i właściwie wydawało się to w porządku, obaj zdawali się dość skryci, skoncentrowani na swoim celu.
                           Swoim celu.
                           Jaki on właściwie był? Jak mógł mieć przyjaciół, skoro nie mógł znaleźć nawet swojego własnego celu? Liczył, że Orochimaru wskaże mu odpowiednią drogę, ale gdy już nią podążał, stawiając kolejne kroki dokładnie tam, gdzie wskazał mu jego mistrz, wiedział, że nie była ona jego własną. Żył tak, jak chciał tego Orochimaru, ale był zaledwie jednym z wielu pionków w jego grze, którego strata – a ta nadciągała nieunikniona – zaboli o wiele mniej, niż sam Kimimaro mógłby przypuszczać.
                           Zastanawiał się, czemu Cloud w ogóle poruszył ten temat, jakikolwiek temat z ich prywatnego życia, w końcu mogło to być cokolwiek. Niezaprzeczalnie była to swego rodzaju zachęta do jakiejś rozmowy, nawiązania nici porozumienia, która nie wiązałaby ich tylko poprzez obecną sytuację. I choć Kimimaro doskonale to widział, to niekoniecznie zamierzał korzystać z ów zaproszenia, a przynajmniej nie obustronnie.
                           — Nie umiem odpowiedzieć ci na to pytanie, tak samo, jak i ty nie byłbyś w stanie — odparł, a lekki uśmiech nieco załagodził te słowa, sprawiając, że nie brzmiały, jak oskarżenie. — Możemy zastanawiać się, co nas czeka dalej i co jeszcze spotkamy na swojej drodze, ale wydaje mi się, że nie bylibyśmy nawet blisko rzeczywistości. Nie wiem, z czym jeszcze przyjdzie nam się mierzyć, ale wiem, że nie zamierzam się poddać, niezależnie od tego, kto będzie moim kolejnym przeciwnikiem, a liczenie na to, że przyjaciele przyjdą nas ocalić jest bezcelowe i może okazać się skrajnie głupie. Możemy liczyć tylko na siebie samych.
                           Nie wiedział, skąd wzięła się jego nagła irytacja. A może zwyczajnie nie chciał przyznać nawet przed sobą jej powodu. Podniósł się nagle z ziemi i spojrzał z góry na Clouda.
                           — Powinniśmy ruszać dalej. Zatrzymać się gdzieś niedaleko, ale nie nad samą wodą. Jeśli to jedyne miejsce, w którym można pić, to mogą tutaj przychodzić zamieszkujące ten świat stworzenia, a wolałbym nie zostać przez nie zaskoczony, nie wiedząc, z czym w ogóle mamy do czynienia. Oddalmy się trochę, by być w bezpieczniejszej odległości od niebezpieczeństwa, ale też na tyle blisko, by mieć źródło picia. Powinniśmy odpocząć, bo może być to jedna z niewielu okazji do tego i nie chciałbym jej przepuścić. Powinniśmy korzystać, dopóki mamy szansę.
                           Po tym odwrócił się i ruszył przed siebie. Rosnąca w pobliżu strumyka roślinność z każdym przebytym metrem gęstniała, dzięki czemu znalezienie odpowiedniego miejsca na odpoczynek nie powinno stanowić większego wyzwania. I jak szybko się okazało, rzeczywiście niebawem natrafił na coś, co mogło okazać się dla nich pomocne. Osłonięta z trzech stron niewielka przestrzeń, do której wystarczyło się dostać, wspinając się po nierównym terenie. Dzięki temu, że była umiejscowiona nieco wyżej dawała też możliwość rozglądania się po okolicy, a co za tym szło – zobaczenia przeciwnika, gdyby ten zaczął się zbliżać.
                           Kimimaro zatrzymał się i wskazał na ów miejsce Cloudowi, który na szczęście znajdował się w pobliżu.
                           — Tutaj. Wygląda na tyle bezpiecznie, że możemy odpocząć, a źródło wody znajduje się niedaleko. Gdy jeden z nas będzie spał, drugi będzie widział najbliższą okolicę. Na jedną noc powinno wystarczyć, a jutro pomyślimy, co robić dalej, zmęczeni i tak nie będziemy najbardziej wydajni. Jutro poszukamy też czegoś do jedzenia, może znajdziemy też coś, w co będziemy mogli zabrać wodę, nie wiemy w końcu, kiedy natrafimy na kolejny zbiornik, zdatny do picia.
                           Opuścił rękę i wreszcie spojrzał na chłopaka. Przez dłuższą chwilę wahał się, widząc, że najwyraźniej jego wcześniejsze słowa wprawiły go w nieco bardziej ponury nastrój, albo przynajmniej ochłodziły zamiar nawiązywania jakiegoś większego porozumienia.
                           — Odpocznij pierwszy — powiedział w końcu, tym razem znacznie łagodniej, jak gdyby miało być to coś w rodzaju, może niekoniecznie przeprosin, ale wyciągnięcia ręki w jego stronę i pokazania, że mimo wszystko siedzą w tym jednak razem, że wciąż współpracują ze sobą. Kimimaro nie nawykł do przepraszania, świat odebrał mu zbyt wiele, by poczuwał się do przeprosin za cokolwiek. Nawet Orochimaru nieczęsto słyszał z jego ust to słowo, przeważnie Kimimaro wypełniał wszystkie powierzone mu zadania bezbłędnie, zgodnie z oczekiwaniami mistrza.
                           Zaczął się wspinać, by dostać się do ich tymczasowego schronienia. Może i pagórek nie był aż tak wysoki, ale wystarczająco, by mieć wgląd na nieco większą połać terenu, niż z dołu, poza tym wątpił, by zostali tam dłużej, niż tylko przez kilka godzin, zamierzali w końcu jedynie odpocząć, a później powinni ruszyć dalej, z nadzieją, że mimo wszystko gdzieś znajduje się wyjście, prowadzące do ich światów. A teraz musieli zadowolić się skrawkiem twardej ziemi, choć podejrzewał, że i tak mieli sporo szczęścia, odnajdując podobne miejsce. Nie mówiąc już o tym świecie, zupełnie innym od poprzedniego.
                           — Obudzę cię, gdyby coś się działo — dodał jeszcze, gdy już obaj znaleźli się na szczycie. — Postaraj się odpocząć tyle, ile możesz. Nie mamy pewności, kiedy będziemy mieli do tego następną okazję.

kimidol.jpg