zróbmy sobie Boga ( rozdział pierwszy )

2017 rok. Świat zatopił się w ogromnym kryzysie. Codziennie na ulicach większości miast na świecie dochodzi do regularnych bitew. Nie o władzę czy pieniądze. Bitew o Boga i Wiarę.

 

29846d95708e827c93f22761c6fa3a6a.jpg

     1.

  Niespełna rok temu, dokładnie 17 grudnia, w godzinach porannych cały świat dowiedział się o pierwszym tego dnia zamachu terrorystycznym.  W Stambule, w ciągu zaledwie kilku minut zniknął z powierzchni ziemi słynny Meczet Sulejmana. Potężna eksplozja zamieniła tę budowlę w gruz. Wznoszące się nad miastem cztery minarety, oraz potężna kopuła która podtrzymywały filary nazywane słoniowymi nogami zniknęły w jednej chwili z architektury miasta. Pod gruzami leżało setki trupów, a jeszcze więcej błagało o pomoc, cierpiąc niewyobrażalny ból. Dosłownie kilka chwil po tym zdarzeniu, dochodzi do kolejnej tragedii. W Moskwie w powietrze zostaje wysadzony klasztor Daniłowski.  Najstarszy prawosławny klasztor w Moskwie, rezydencja patriarchy Moskwy i całej Rusi oraz siedziba Świętego Synodu Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Jego zielone dachy stają się trumienną pokrywą dla głowy kościoła prawosławnego który, jak donoszą rosyjskie media ginie pod gruzami. W tym samym czasie w Tyberiadzie jednym z czterech świętych miast judaizmu dochodzi do serii wybuchów. Zrównany z ziemią zostaje grobowiec autora "Miszny" rabina Meira Baal Hanesa, oraz  grobowce rabinów Akiwy i Izajasza Horowitza. Obiekty te miały ogromne religijne znaczenie dla wielu Żydów. Wielu z nich ginie tego dnia wraz z całymi rodzinami mając na ustach słowa modlitwy. Wielu z nich z bezsilnością wznosi oczy ku niebu trzymając w dłoniach swoje martwe dzieci. 

  Informacje te obiegają cały świat. W zaatakowanych miastach panuje strach. Media ostrzegają o możliwości ponownych ataków. Głowy zaatakowanych Państw wprowadzają w swoich krajach stan wyjątkowy. Zewsząd zaczynają napływać kondolencje. Większość stacji telewizyjnych przerywa program i emituje specjalne wydania wiadomości, na żywo prześcigując się w pokazywaniu coraz to brutalniejszych zdjęć z miejsc katastrofy. Cały świat pyta kto stoi za tymi zamachami? 

  Dokładnie w południe czasu europejskiego w wiecznym mieście rozległy się potężne wybuchy. Nieliczni, którzy przeżyli ten atak opowiadali, że pierwszy wybuch powalił rzymski obelisk znajdujący się w centralnym punkcie Placu św. Piotra. Prawie 40 metrowa kolumna na szczycie której umieszczony był symbol chrześcijaństwa runął w dół zabijając lub ciężko raniąc setki osób. W krótkich odstępach czasu wybuchały kolejne ładunki. Kaplica Sykstyńska ze wspaniałymi freskami Michała Anioła, Boticellego i kilku innych wielkich włoskich artystów zamieniła się w grobowiec kolejnych setek ludzi. Pałac Apostolski, Pałac Laterański leżały już w gruzach. O istnieniu kościoła św.Marcina i Sebastiana przypominały tylko resztki fresków Giuliego Mazzoniego przedstawiające Boga ojca....

Serce chrześcijaństwa zamieniło się w grób dla setek jeśli nie tysięcy pielgrzymów. Pod gruzami leżał również Ojciec Święty. Watykan ociekał krwią, Watykan nigdy nie nie mierzył się z takim cierpieniem. I nigdy już się nie zmierzy. Stolica Piotrowa przestała istnieć.

Świat zamarł. Na wieść o zniszczeniu Watykanu, symbolu ekumenizmu większość prezenterów prowadzących telewizyjne wydania specjalne wiadomości w swoich stacjach zwyczajnie zamilkła. Kiedy włoska telewizja RaiUno, dotarła na miejsce, zaczęła wysyłać w świat zdjęcia z miejsca, które niczym nie przypominały Watykanu, wśród sterty gruzów i dosłownie rzeki krwi, gdzieś tam na drugim planie można było zauważyć krzyż, który jeszcze tego dnia rano w centralnym punkcie Placu św Piotra z dumą i powagą przypominał o świętości tego miejsca. Teraz, czterdzieści metrów niżej, lekko pochylony, stanowił mogilny krzyż nad zbiorowym grobem. 

  Nikt już tego dnia nie pracował. Ludzie wyszli z biur, fabryk, urzędów i instytucji. Wszyscy chcieli być z bliskimi. Prawie cały świat pogrążył się w nieudawanej żałobie. Żałobie, która za chwilę miała przerodzić się w gniew, a ten miał przynieść światu więcej cierpień.