Znak Jonasza

Naród niewierny trwoży się przestrasza, na znak Jonasza Alleluja

Naród niewierny trwoży się przestrasza, na znak Jonasza Alleluja

 

32. W CEZAREI FILIPOWEJ

Napisane 28 listopada 1945. A, 7123-7138.

Miasto to zostało chyba niedawno zbudowane, podobnie jak Tyberiada i Aszkalon. Wzniesione zostało na płaskiej pochyłości, nad którą dominuje twierdza, usiana wieżami, otoczona cyklopowymi murami, strzeżona przez głębokie fosy. Wpływa do nich część wody z dwóch strumieni, które zlewają się pod kątem, a następnie się oddalają. Jeden płynie poza miasto, a drugi – do jego wnętrza. Piękne ulice, place, fontanny, konstrukcje na modłę Rzymu mówią, że także tutaj ujawnia się niewolnicze posłuszeństwo Tetrarchów, depczące wszelki szacunek dla zwyczajów Ojczyzny.

Miasto wypełniają poruszający się ludzie. Z pewnością dlatego że jest tu węzeł wielkich dróg, którymi podążają karawany do Damaszku, Tyru, Safod lub Tyberiady, jak wskazują to oznakowania na wszystkich bramach. Piesi, jeźdźcy, karawany osłów i wielbłądów krzyżują się na szerokich i zadbanych ulicach. Na placach, pod krużgankami, blisko zbytkownych domów, w których są być może też i termy, stoją grupy kupców lub bezczynnych ludzi. Mówią pewnie o interesach lub zabijają czas rozmowami bez znaczenia.

«Czy wiesz, gdzie możemy ich znaleźć?» – pyta Jezus Piotra.

«Tak. Ci, których pytałem, powiedzieli, że uczniowie Rabbiego zazwyczaj gromadzą się na posiłki w domu wiernych Izraelitów, blisko twierdzy. I opisali mi ją. Nie mogę się pomylić. To dom Izraelitów nawet w swym zewnętrznym wyglądzie, z fasadą bez zewnętrznych okien, z wysoką bramą z wziernikiem i małym źródłem na boku. Ogród otaczają wysokie mury, które z dwóch stron przedłużają uliczki... Taras na dachu, z mnóstwem gołębi.»

«Dobrze. Chodźmy tam więc...»

Idą przez całe miasto aż do twierdzy. Dochodzą do domu, którego szukali. Pukają. Przez otwór w bramie wychyla się pomarszczona twarz starej kobiety. Jezus podchodzi i wita ją:

«Pokój z tobą, niewiasto. Czy przyszli uczniowie Rabbiego?»

«Nie, mężu. Są od strony “Wielkiego Źródła”, z innymi, którzy przybyli znad drugiego brzegu po to, żeby znaleźć Rabbiego. Wszyscy na Niego czekają. Też do nich należysz?»

«Nie. Ja szukam uczniów» [– odpowiada jej Jezus.]

«Zatem patrz: widzisz tę ulicę, która jest prawie naprzeciw źródła? Idź nią, aż dojdziesz do wysokiego kamiennego muru. Stamtąd wpływa woda do czegoś w rodzaju zbiornika i formuje potem mały strumyk. Znajdziesz ich całkiem blisko. Ale czy przybywasz z daleka? Chcesz się ochłodzić, wejść tutaj, żeby na nich zaczekać? Jeśli chcesz, zawołam gospodarzy. To dobrzy Izraelici, wiesz? Oni wierzą w Mesjasza. Są uczniami, choć widzieli Go tylko w Jerozolimie, w Świątyni. Ale teraz uczniowie Mesjasza pouczyli ich o Nim i dokonali tu cudów, bo...»

«Dobrze, dzielna niewiasto. Później powrócę z uczniami. Pokój z tobą. Wróć do swoich zajęć» – powiedział Jezus z dobrocią, lecz także stanowczo, żeby zatrzymać potok jej słów...

Udają się ponownie w drogę. Najmłodsi apostołowie tak śmieją się z całego serca ze sceny ze staruszką, że nawet Jezus się uśmiecha.

«Nauczycielu – odzywa się Jan – ona sama wydawała się “Wielkim Źródłem”, nie sądzisz? Słowa płynęły z niej jak fale i zrobiła z nas naczynia, które się przelewają od potoków słów...»

«Tak [– potwierdza Tadeusz. –] Mam nadzieję, że uczniowie nie wyleczyli cudownie jej języka... Musielibyśmy im wtedy powiedzieć: dokonaliście zbyt wielu cudów.»

Wbrew swemu zwyczajowi też się śmieje.

«Najpiękniejsze będzie, kiedy niewiasta zobaczy, że wracamy i że to był Nauczyciel! Kt ją wtedy uciszy?» – pyta Jakub, syn Zebedeusza.

«Nie, przeciwnie, zaniemówi ze zdumienia» – mówi Mateusz, dołączając się do rozmowy młodych.

«Będę za to wychwalał Najwyższego, jeśli zaskoczenie porazi jej język. Kręci mi się w głowie. Może dlatego że jestem niemal na czczo, ale pewnie i dlatego, że szumi mi w głowie od jej słów» - odzywa się Piotr.

«A jak ona krzyczała! Może jest głucha?» – zastanawia się Tomasz.

«Nie. Ona myślała, że my jesteśmy głusi» – odpowiada mu Iskariota.

«Zostawcie w spokoju biedną staruszkę! Jest dobra i wierząca. A serce ma szczodre, tak samo jak język» - mówi Jezus pełen miłosierdzia.

«O! To w takim razie, mój Nauczycielu, ta staruszka [ma tę cnotę w stopniu] heroicznym, jeśli jest tak szczodra» – mówi Jan, który dalej się śmieje.

Widać już mur kamienny i wapienny i słychać szmer wody spadającej do zbiornika.

«Oto strumień. Pójdziemy wzdłuż niego... Oto źródło... a tam... Beniaminie! Danielu! Ablu! Filipie! Hermastesie! Tutaj jesteśmy! Nauczyciel jest tutaj!» – woła Jan do dość dużej grupy mężczyzn, którzy zgromadzili się wokół kogoś, kogo nie widać.

«Milcz, chłopcze, albo staniesz się podobny do tej starej kokoszki» – radzi mu Piotr.

Uczniowie odwrócili się i zobaczyli [ich]. Ujrzeli i natychmiast pospieszyli się, skacząc w dół z tarasu. Teraz, gdy grupa się rozprasza, widzę, że do dawnych licznych uczniów przyłączyli się mieszkańcy Cedes oraz wioski głuchoniemego. Musieli iść prostą drogą, bo przybyli przed Nauczycielem. Radość jest wielka. Wiele pytań i odpowiedzi... Jezus cierpliwie słucha i odpowiada, aż z dwoma innymi dochodzi do Niego wychudzony i uśmiechnięty Izaak, niosący żywność.

«Chodźmy do gościnnego domu, mój Panie, i tam powiesz nam to, czego my nie mogliśmy powiedzieć, gdyż jeszcze tego nie wiemy. Ci tam, to ostatni przybyli. Są z n nami od kilku godzin. Chcą wiedzieć, co to jest ten znak Jonasza, obiecany przez Ciebie temu zepsutemu pokoleniu, które Cię prześladuje» – mówi Izaak.

«Wszystko wyjaśnię w drodze...» [– odpowiada Jezus.]

W drodze!.. Ale jak tu iść! Ze wszystkich bowiem stron biegną ludzie, przyłączając się do tych, którzy już są blisko Jezusa. Przypominają pszczoły, które w wielkiej liczbie lecą do kwiatu, którego zapach rozchodzi się w powietrzu.

«To nasi przyjaciele – wyjaśnia Izaak – To ludzie, którzy uwierzyli i czekali na Ciebie...»

«Jesteśmy ludźmi, którzy otrzymali od tych [uczniów], a szczególnie [– tłum woła, wskazując na Izaaka –] od niego łaski...»

Izaak rumieni się i, jakby tłumacząc się, mówi: «Ja jestem sługą. On jest Nauczycielem. Wy, którzy czekacie... oto Nauczyciel, Jezus!»

A wtedy!!!... O, tak! Ten dotąd spokojny zakątek Cezarei, położony nieco na uboczu, oddalony od centrum miasta, staje się bardziej ożywiony i bardziej hałaśliwy niż targowisko. Okrzyki: “Hosanna!” Błagania! Wszystko! Jezus idzie naprzód bardzo wolno, objęty tymi miłującymi kleszczami. Ale uśmiecha się i błogosławi. Idzie tak wolno, że niektórzy mają czas na to, żeby szybko się oddalić, zanieść nowinę [o Jego przybyciu] i powrócić z przyjaciółmi lub krewnymi. Trzymają w ramionach, wysoko w górze, dzieci, żeby mogły bez szkody dotrzeć do Jezusa, żeby je pogłaskał i pobłogosławił.

Dochodzą tak do domu, z którego wyszli, i pukają. Stara służąca, którą widzieli przed chwilą, słyszy głosy i otwiera bez wahania. Ale wtedy... widzi Jezusa pośrodku wznoszącego okrzyki tłumu i pojmuje... Upada na kolana, jęcząc: «Litości, mój Panie! Twoja służebnica nie rozpoznała Cię i nie uczciła!»

«Nie stało się nic złego, niewiasto. Nie znałaś tego Człowieka, lecz wierzyłaś w Niego. Tego potrzeba, żeby być kochanym przez Boga. Wstań i poprowadź mnie do właścicieli [domu]...»

Staruszka jest posłuszna, drży z szacunku. Widzi swoich gospodarzy, którzy także korzą się z szacunku, przyciśnięci do muru w głębi mrocznej sieni. Pokazuje ich: «Oto oni.»

«Pokój wam i temu domowi. Niech Pan was pobłogosławi za waszą wiarę w Chrystusa i za waszą miłość do Jego uczniów» – mówi Jezus, wychodząc na spotkanie dwojga starych małżonków, a może rodzeństwa.

Oddają Mu cześć i towarzyszą do przestronnej werandy, gdzie pod ciężką zasłoną znajdują się przygotowane liczne stoły. Roztacza się stąd widok na Cezareę oraz na otaczające ich zewsząd góry. Gołębie latają pomiędzy tarasem a pełnym kwiatów ogrodem.

Podczas gdy stary sługa robi miejsce dla nowoprzybyłych, Izaak wyjaśnia: «Beniamin i Anna przyjmują nie tylko nas, ale także przychodzących w poszukiwaniu Ciebie. Czynią to w Twoje Imię.»

«Niech ich za każdym razem Niebo pobłogosławi» [– mówi Jezus.]

«O! Mamy środki, a nie mamy dziedziców. Przy końcu naszego życia przyjmujemy jako dziedziców ubogich Pana» – mówi z prostotą mała staruszka.

Jezus kładzie dłoń na jej posiwiałej głowie, mówiąc:

«I dzięki temu jesteś matką: bardziej – niż gdybyś poczęła siedem razy po siedem razy. Teraz jednak pozwólcie Mi wyjaśnić to, co tamci chcieli wiedzieć, aby móc potem pożegnać mieszkańców i zasiąść do stołu.»

Taras coraz bardziej napełnia się ludźmi. Wchodzą cały czas i tłoczą się, gdzie tylko jest miejsce. Jezus siedzi w otoczeniu dzieci, które patrzą na Niego w zachwycie swymi niewinnymi oczami. Zwraca się więc plecami do stołu i uśmiecha się do nich, choć podejmuje tak poważny temat. Wydaje się, że z ich niewinnych twarzyczek wyczytuje słowa prawdy, o której wyjaśnienie Go proszą.

[por. Mt 12,39-42] «Posłuchajcie. Obiecałem dać przewrotnym znak Jonasza. Wam także go obiecuję, ale nie dlatego, że jesteście źli. [Wy otrzymacie go po to], żeby dojść do doskonałości wiary, kiedy ujrzycie jak się wypełnia. Oto ten znak:

Jak Jonasz pozostał trzy dni w brzuchu morskiego potwora, a potem został oddany ziemi, żeby nawrócić i ocalić Niniwę, tak samo będzie z Synem Człowieczym. Dla uspokojenia wielkiej szatańskiej burzy wielcy z Izraela uznają za pożyteczne złożenie ofiary z Niewinnego. Lecz doprowadzą jedynie do jeszcze większego niebezpieczeństwa, gdyż oprócz nękającego ich szatana będą mieli Boga, który ich ukarze po tej zbrodni. Mogliby uniknąć szatańskiej burzy, gdyby uwierzyli we Mnie, lecz oni tego nie czynią. Widzą bowiem we Mnie przyczynę swych udręk, lęków, zagrożeń i zaprzeczenie ich nieszczerej świętości. Kiedy jednak nadejdzie godzina, wtedy nienasycony potwór – jakim jest brzuch ziemi, który pochłania umierającego człowieka - otworzy się, żeby przywrócić Światło światu, który się go wyparł.

Oto [wyjaśnienie]: tak samo jak Jonasz był dla mieszkańców Niniwy znakiem mocy i miłosierdzia Pana, tak Syn Człowieczy będzie nim dla tego pokolenia. Jest jednak różnica: Niniwa się nawróciła, a Jerozolima się nie nawróci. Jest bowiem pełna złego pokolenia, o jakim mówiłem. Dlatego Królowa z Południa powstanie w dniu Sądu przeciw ludziom tego pokolenia i potępi je. Ona bowiem, w swej epoce, przybyła z krańców ziemi, żeby posłuchać mądrości Salomona. Tymczasem to pokolenie, które Mnie posiada, nie chce Mnie słuchać i prześladuje Mnie. Przegania Mnie jak trędowatego i grzesznika – Mnie, kogoś o wiele większego od Salomona. Mieszkańcy Niniwy także powstaną w dniu Sądu przeciw temu złemu pokoleniu, które się nie nawraca do Pana, swego Boga. Oni bowiem nawrócili się, słysząc przemawiającego człowieka. Ja zaś jestem kimś więcej niż człowiek, którym był Jonasz czy jakiś inny prorok.

Dam więc ten znak Jonasza temu, kto wymaga znaku: znak niezaprzeczalny. Ten jeden jedyny znak dam tym, którzy nie chcą pochylić swego zuchwałego czoła przed danymi już dowodami: życia, które wielokrotnie powróciło dzięki Mojej woli. Dam różne znaki. I znak ciała w rozkładzie, które powraca do życia żywe i nietknięte, i znak Ciała, które samo z Siebie się wskrzesza, gdyż Jego Duchowi dana jest wszelka władza. Ale nie będą to łaski [dla wymagających znaku]. To bowiem nie sprawi, że ich sytuacja będzie mniej uciążliwa tu, [na ziemi,] czy też w wiecznych księgach. Co jest napisane, to jest napisane. I zostaną zgromadzone dowody jak kamienie na bliskie ukamienowanie. Przeciw Mnie, aby Mi zaszkodzić, lecz daremnie. Przeciw nim, bo ich powali na wieki potępienie Boże, przygotowane niedowierzającym niegodziwcom.

Oto znak Jonasza, o którym mówiłem. Czy chcecie jeszcze o coś zapytać?» [– pyta na koniec Jezus.]

«Nie, Nauczycielu. Doniesiemy o tym przewodniczącemu naszej synagogi, który był bardzo bliski prawdy w swym zrozumieniu obiecanego znaku.»

«Maciej jest sprawiedliwy. Prawda ujawnia się sprawiedliwym, jak się ukazuje tym niewinnym, którzy lepiej od wszystkich innych wiedzą, kim jestem. Zanim was pożegnam, pozwólcie Mi usłyszeć, jak uwielbiają miłosierdzie Boże aniołowie na ziemi. Chodźcie tu, dzieci» [– prosi Jezus.]

Dzieci, które z trudem zachowywały spokój, teraz podbiegają do Niego. [Jezus mówi do nich:]

«Powiedzcie Mi, dzieci bez podstępu, co dla was jest Moim znakiem?»

«Że jesteś dobry.»

«Że uzdrowiłeś Swoim Imieniem moją mamę.»

«Że kochasz bardzo wszystkich ludzi.»

«Że jesteś najpiękniejszy z ludzi.»

«Że czynisz dobrym nawet kogoś, kto był zły jak mój ojciec.»

Każda dziecięca buzia ogłasza słodką cechę Jezusa i ujawnia troski, które Jezus przemienił w uśmiechy.

Jednak najmilszy ze wszystkich jest malec, może czteroletni, który wspina się na kolana Jezusa i obejmuje Go za szyję, mówiąc:

«Twój znak jest taki, że Ty kochasz wszystkie dzieci i że dzieci bardzo Ciebie kochają. One tak Cię kochają...»

I otwiera swoje pulchne ramionka i ze śmiechem tuli się do szyi Jezusa. Pociera swym dziecięcym policzkiem policzek Jezusa, który go tuli, pytając: «Ale dlaczego Mnie kochasz? Przecież nigdy przedtem Mnie nie widziałeś?»

«Bo wydajesz się Aniołem Pana» [– odpowiada chłopiec.]

«Nigdy go nie widziałeś, Mój mały...» – mówi Jezus z uśmiechem, żeby go wypróbować.

Dziecko pozostaje przez chwilę bez słowa, ale potem się śmieje, ukazując swe małe ząbki, i mówi:

«Ale moja dusza już go widziała! Mama mówi, że dusza jest we mnie... ona jest tutaj i Bóg ją widzi... i dusza widziała Boga i aniołów... i ona ich widzi. I moja dusza Ciebie zna, bo Ty jesteś Panem.»

Jezus całuje malca w czoło mówiąc: «Niech przez ten pocałunek wzrasta [mądrość] twego umysłu.»

I stawia go na ziemi. Dziecko biegnie w podskokach ku swemu ojcu i wyciąga rękę, wskazując na swoim czole miejsce pocałowane [przez Jezusa], i woła:

«Do mamy, do mamy! Niech też pocałuje to samo miejsce, co Pan, a powróci jej głos i już nie będzie płakać.»

Wyjaśniają Jezusowi, że chodzi o niewiastę, która odczuwa ból gardła i pragnie cudu, ale uczniowie jej nie uzdrowili. Nie mogli tej choroby dosięgnąć, bo jest zbyt głęboko.

«Zostanie uzdrowiona przez najmniejszego ucznia, swego synka. Idź w pokoju, mężu. I miej wiarę jak twój syn» – mówi Jezus, żegnając się z ojcem [chłopca].

Całuje pozostałe dzieci, które też pragną otrzymać pocałunek w czoło, i żegna mieszkańców. Pozostają uczniowie, ludzie z Cedes i z innej miejscowości.

W czasie przygotowywania posiłku Jezus zarządza odejście nazajutrz wszystkich uczniów. Mają Go wyprzedzić w drodze do Kafarnaum, aby się połączyć z przybywającymi z innych miejsc.

«Idąc do Nazaretu weźmiecie ze sobą Salome, małżonkę oraz córki Natanaela i Filipa, Joannę i Zuzannę. Z Nazaretu weźmiecie Moją Matkę oraz matkę Moich braci. Będziecie im towarzyszyć do Betanii do domu, w którym – na ziemiach Łazarza - znajduje się Józef. My zaś pójdziemy przez Dekapol.»

«A Margcjam?» – pyta Piotr.

«Powiedziałem: “Poprzedźcie Mnie do Kafarnaum”. Nie powiedziałem: “Idźcie [sami]”. A z Kafarnaum można będzie uprzedzić niewiasty o naszym przybyciu, aby były już gotowe, kiedy pójdziemy do Jerozolimy przez Dekapol. Margcjam, który jest teraz młodym mężczyzną, pójdzie z uczniami, towarzysząc niewiastom...»

«To znaczy... [– odzywa się Piotr – ] Ja też chciałem zabrać moją małżonkę do Jerozolimy, biedną... Ona zawsze tego pragnęła, a... nigdy nie poszła, bo nie chciałem mieć zmartwień... Ale chciałbym jej zrobić przyjemność w tym roku. Ona a jest taka dobra!»

«Dobrze, Szymonie. To jeszcze jeden dodatkowy powód, żeby Margcjam poszedł z nią. Odbędziemy tę podróż powoli i spotkamy się tam...»

Stary gospodarz domu mówi: «Tak krótko u mnie?»

[Jezus mu odpowiada:] «Ojcze, mam jeszcze wiele do zrobienia i chcę być w Jerozolimie co najmniej osiem dni przed Paschą. Zauważ, że już skończyła się pierwsza faza miesiąca Adar...»

«To prawda... Ale... tak tego pragnąłem!... Mieć Ciebie to jakby przebywać w Światłości nieba... i światło zgaśnie wraz z Twoim odejściem.»

«Nie, ojcze. Pozostawię je w twoim sercu... i w sercu twojej małżonki... W całym tym gościnnym dom/font>...»

Zasiadają do stołów. Jezus ofiarowuje i błogosławi żywność, którą sługa roznosi potem na różne stoły.