Znaczenie Jezusa Chrystusa w naszych czasach

Prawda nas wyzwoli... dlaczego więc zabrania się ludziom osobistego doświadczania i poznawania mistycznej koncepcji Jezusa?

 

Czas tłumów i wstawiennictwa za innych przemija. Musimy wreszcie jako ludzkość – dorosnąć, obudzić się na rzeczywistość!
Ziemia podlega ciąglej transformacji i ludzkość co jakiś czas jest zmuszona dostosować się do zachodzących zmian. Czy kto tego chce, czy nie - świat przechodzi z „masówki” do indywidualności. Nikt za nikogo już niczego nie załatwi. Zbawienia zbiorowego też raczej nie będzie. Z tego co da się zaobserwować gra drużynowa ludzkości również nie wchodzi w rachubę. Każdy będzie finiszował sam…
Chociaż wygodniej jest być w grupie. Nie trzeba samemu o wszystkim decydować i za wszystko odpowiadać. Łatwo też jest ukryć się w tłumie i wykręcić od odpowiedzialności. Nie widzimy tylko, jaką cenę za to płacimy, że jesteśmy niewolnikami i zakładnikami tłumu i że to droga do nikąd… Świat się jednak zmienia.

A do nowego etapu będzie możliwe przejście tylko dla tych po totalnym oczyszczeniu. Nie tylko ciała z toksyn, ale i duszy z programów wielopokoleniowych. Wszystkie religie od wieków zajmowały się masowym procesem oczyszczania, który na tym etapie należy zakończyć, bo jest za bardzo pobieżny i nieskuteczny.
Czyli czas wyjść z tłumu i postawić na samodzielność.

Myśli i świadomość tłumu naładowane są zazwyczaj niskimi energiami świadomości takimi jak żal, nienawiść osądzanie innych i narzekanie. To bardzo złe energie. Nietrudno zgadnąć, jaki może być skutek takiego skupionego myślenia wysyłanego z ziemi w kosmos i powracającego po odbiciu się od powłoki magnetycznej. Na pewno nic dobrego z tego nie powstaje!
I w tym kontekście zaczynam rozumieć przekazy informujące nas, że Jezus zdejmuje ręce i wycofuje swoje światło z chrześcijaństwa.

Nadchodzi czas przebudzenia się człowieka do nowej roli we wszechświecie. Wiek modlitw i kontemplacji kończy się. Człowiek musi się zbudzić do nowego życia. Zacząć dbać o czystość ciała, myśli i otoczenia. Wprowadzić zdrowy styl życia na bazie naturalnych produktów spożywczych, takich bez chemii i zmian genetycznych. Nie będzie to łatwe... ale trzeba zacząć przygotowywać się do przejścia i jak najszybciej zabrać się do oczyszczania swego otoczenia oraz siebie z brudów przeszłości. Nie oglądać się i przestać liczyć na pośredników. Stać się świadomym panem samego siebie i swojego życia.

Wiara katolicka oparta jest na tradycji i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, a często nawet i z samą biblią, na którą się powołuje. To wszystko to są mity, zabobony,  stara tradycja plus kościelna gigantyczna mistyfikacja.
Malujecie jajka na Wielkanoc, bo babcia tak robiła stawiacie choinkę, bo babcia stawiała, wierzycie w gusła, bo babcia wierzyła i przekazała wam stare egipskie mity i legendy, zresztą nawet nie Egipskie a sumeryjskie, przetransponowane do nowej religii.
Księża o tym wiedzą i sami nie wierzą w te bajki, ale wam tego nie powiedzą, bo nie jest to w ich interesie, bo niby, co mieliby  potem robić, jak niczego nie nauczono ich oprócz kościelnej wiedzy. Taką drogę życiową wybrali.
Zanim się zorientowali, jaka jest prawda, weszli w to tak głęboko że teraz nie mają już innego wyjścia, tylko pchać ten karawan do przodu za wszelką cenę...

Jezus to grecka forma (Iesous) hebrajskiego imienia męskiego JESZUA - piszemy IHShVH i oznacza to w języku hebrajskim "Zbawienie", lecz zrozumienie tego na poziomie  podstawowym nic nie daje, to jest już wyższa szkoła jazdy.
Imię Boga to IHVH - tzw. tetragrammaton - tak żydzi zapisują to imię bo mają zakaz zapisu i wymawiania PRAWDZIWEGO IMIENIA - więc zaginęło.
Czym jest litera Sh? Litera Sh to hebrajskie SHIN. Każda litera ma tutaj wartość liczbową. Ta ma 300. Żydowscy mistycy zauważyli, że taką samą wartość liczbową, czyli 300, ma zapis RVCh ALHIM (ruach elohim) co oznacza dosłownie TCHNIENIE "BOGA", lecz najczęściej tłumaczy się to jako DUCH BOŻY (por. Genesis) i teraz imię IHVH zostaje dopełnione DUCHEM BOŻYM w postaci litery Sh i powstaje nam IHShVH czyli Jeszua - Iesous – Jezus.
Jezus jest synoninem zapisu okultystycznego (z łac occultum znaczy - ukryty) zrozumiałym w pełni jedynie przez najwyższych magów…
Chrystus to greckie słowo CHRISTOS i oznacza dosłownie POMAZANIEC, czyli NAMASZCZONY, a w konsekwencji MESJASZ.

I teraz prztyczek w nos KK i chrześcijaństwa:
NIGDY NIE BYŁO KOGOŚ TAKIEGO JAK JEZUS CHRYSTUS.

Nie wiadomo jak miał na imię TAMTEN CZŁOWIEK. Słowa "Jezus Chrystus" to hebrajsko-grecki zapis JESZUA CHRISTOS i oznacza "ZBAWIENIE POMAZANIEC". Nikt temu nie zaprzeczy, bo takie jest znaczenie tych słów.

NIGDY NIE BYŁO ŻADNEGO JEZUSA I NIKOGO NIE UKRZYŻOWANO!!! Był Iesous (z greckiego tłumaczenia), a po hebrajsku Jeszua - a to nie JEZUS!!!  Nie było też żadnego ukrzyżowania. Jest za to opis kosmicznego duchowego misterium, którego żaden prosty umysł nigdy nie zrozumie. Jedyne, co z tego możemy zrozumieć, to odkryć piękną przypowieść o dojściu do najwyższej możliwej doskonałości - człowiek stał się BOGIEM - i tyle. Jest to opis przeżyć duchowych. Ci, którzy doświadczają religijnych uniesień, doskonale wiedzą, co jest przekazane w Biblii. Jest to jednak tak pomieszane, że normalnie jest ciężko odnaleźć w tym wszystkim jakiś głębszy sens, a który jest widoczny, jak się wie, czego szukać...

Konkluzja - JEZUS CHRYSTUS to pewna odwieczna koncepcja - dążenie do boskości oraz chęć zbawienia siebie i wszystkich!
Idąc dalej tym tokiem myślenia - "Jezus Chrystus" to także Kryszna, Budda i wszyscy reprezentujący te archetypy...

Według przekazów Plejadian "Jezus Chrystus" to fraza wymyślona w 189 r. n. e. Z tym, że samo brzmienie słowa "Christos" negatywnie oddziałuje na podświadomość (każde słowo, brzmienie, jakoś wpływa - to są wibracje dźwiękowe, które odbieramy); Immanuel był synem ziemianki Marii i jakiegoś Gabriela z innej planety. Możliwe że dzieckiem z probówki, a jego narodziny to była "wola Boga" w tym sensie, że bogami nazywano najbardziej rozwinięte jednostki ludzkie mieszkające po różnych planetach - tak mądre, że ich wolę powinno się respektować. Oryginalne nauki Immanuela spisane przez Judasza Iskariotę, które odkopał w latach 60-tych prawosławny duchowny Isa Rashid, który możliwe, że właśnie z tego powodu nie dożył starości - to, co udało się odtworzyć, funkcjonuje już m.in. po niemiecku i angielsku (jako "Talmud of Immanuel") http://www.wtl.us.edu.pl/pdf/zak/Ewangelia_Judasza.pdf

....41. "Dopiero za dwa razy po tysiąc lat nastanie czas, gdy moje nauki będą głoszone na nowo, nie będąc zafałszowanymi. Stanie się to wtedy, gdy fałszywe doktryny i błędne kulty, gdy kłamstwa i oszustwa, iluzje wywołujących zmarłych i duchy, wróżbiarzy i jasnowidzów, oraz wszelkich szarlatanów prawdy będą u szczytu."

42. "Do tego czasu jednak fałszywe kulty, oraz kłamcy, oszuści, szarlatani, wywołujący zmarłych i duchy, fałszywi wróżbici, jasnowidze i fałszywe media udające, że mówią za nadnaturalne, pozawymiarowe i pozaziemskie istoty z głębi kosmosu, będą w takiej liczebności, że dłużej nie da się ich policzyć".....

8737c613cab9dcab8b87f9e8324287b6.jpgChrzest Jezusa - obraz namalowany w 1486 roku przez Carlo Crivelliego.

 Z kolei jakie znaczenie ma"Jezus Chrystus" przedstawiany przez katolików jako martwy facet wiszący na krzyżu - ekhemm, przybity na dodatek do tegoż krzyża (piękny symbol, nie ma co!).  Czym jest kochanie zmarłego, jak nie nekrofilią (nekros - zmarły, filios - kochać)...? Tak to wymownie na zewnątrz wygląda… niestety i żadne tłumaczenia nie pomogą, że jest inaczej.

A tak na prawdę - Jezus dla każdego z nas może być kimś innym. Na pewno jest on bardziej symbolem niż człowiekiem. Natomiast sprawą zupełnie drugorzędną jest dochodzenie, czy taki mężczyzna żył faktycznie, czy nie ( tego nie wie nikt, my raczej też się tego nie dowiemy).

Dla mnie jest on symbolem Mistrza, który w zawoalowany sposób (poprzez przypowieści – znane też jako koany) przekazuje wiedzę o tym, jak dążyć do rozwoju (w zasadzie we wszystkich gałęziach życia). Dla innych będzie on Odkupicielem, Zbawcą, albo Świętym Graalem… Wskazuje na to choćby symbol przelania krwi - napełnianie Graala. Graal byłby tu symbolem przemiany, wstąpienia na ostatni poziom rozwoju duchowego. Ma to sens!

Obrażanie się zawsze jest blokadą, a rozważania i dochodzenie prawdy - rozwojem.
Dlaczego więc zabraniać ludziom osobistego doświadczania i poznawania mistycznej koncepcji Jezusa?

W zasadzie Jezus pokazuje nam prostą drogę do urzeczywistnienia się, czyli doświadczenia samego siebie. Jest to jasny  drogowskaz, jaką drogą podążać.
Z analizy jego słów jasno wynika, że wiedział on, że jesteśmy świadomością. Świadomością i niczym innym, a ciało jest tylko i wyłącznie naszym narzędziem doświadczenia i doświadczania.

Już pierwsze ruchy chrześcijaństwa zniekształciły obraz i niezwykły sens przekazu tego esseńczyka, a na przestrzeni dziejów katolicyzm zrobił z tego totalny bełkot.
Jezus jest dzisiaj taki, jak odpowiada to ludzkim ego (ich wyobrażeniom o świecie).
Gdyby dzisiaj w jednym zdaniu powiedzieć, co chciał Jezus przekazać, to brzmiałoby to tak: nie czekaj, nie trać czasu, zacznij wreszcie odkrywać swoje prawdziwe JA, prawdziwą świadomość, którą  w istocie Jesteśmy.
Dlatego Jezus powiedział, że „… gdy poznasz siebie, zostaniesz poznany.”
Pytania typu, czy Jezus istniał, czy nie istniał,  czy był ukrzyżowany, czy nie - są w ogóle nie istotne. To są tylko takie dziennikarskie triki, by coś udowodnić lub temu zaprzeczyć.
Ważne jest tylko to, co miał nam do zaoferowania i przekazania oraz jaka treść i jaka wartość dla nas pod tym się kryje.
Amen.