Zbędny Bóg

Boga nie ma. A nawet gdyby istniał, byłby raczej nieprzydatny...

 

Boga nie ma. A nawet gdyby istniał, byłby raczej nieprzydatny, bowiem znane nam prawa fizyki zupełnie wystarczą do objaśnienia fenomenu istnienia wszechświata i życia bez sił nadprzyrodzonych –oto wniosek z książki Stephena Hawkinga „The Grand Design”.

78107494c1575f999f93f2f3ca4b412a.jpg

Stephen Hawking to z całą pewnością najwybitniejszy żyjący fizyk teoretyczny i kosmolog. I jeden z największych naukowców w dziejach nauki. Straszna choroba, która wyniszcza jego ciało, zwielokrotniła potęgę umysłu i niedostępne dla przeciętnego człowieka możliwości analizy. Choć lekarze oświadczyli, że nie przeżyje roku 1970, on nie tylko żyje „siłą woli” i na przekór medycynie, ale i jego praca ma fundamentalne znaczenie dla astrofizyki. Jest także brytyjski uczony wspaniałym popularyzatorem nauki. 57cc1995fd20e5e1d5bf48788a6ca880.jpg

Jego słynna książka „Krótka historia czasu” pobiła rekord wszech czasów, nie schodząc z pierwszego miejsca listy światowych bestsellerów przez 237 tygodni! „The Grand Design” ma szanse poprawić ten wynik. „Wielki projekt” ukazał się właśnie w brytyjskich księgarniach i od razu stał się najgłośniejszą pozycją naukową i filozoficzną na rynku. Jedni ogłosili Hawkinga najodważniejszym geniuszem czasów nowożytnych, inni krzyczą, że to bluźnierca, którego Bóg już ukarał kalectwem, a teraz sprowadzi na niego inne nieszczęścia.

Co takiego jest w „Wielkim projekcie” (współautorem jest Leonard Mlodinow), że budzi aż tak skrajne emocje? Książka na polskim rynku ukaże się nie wcześniej niż w połowie przyszłego roku, ale na łamach „FiM” już teraz spieszymy zapoznać naszych Czytelników z jej treścią. Przede wszystkim autorzy zadają fundamentalne pytania dotyczące praw natury:
1. Czym są te prawa i czy ich charakter jest uniwersalny?;
2. Czy są wyjątki odtych praw? Dokładniej mówiąc: czy istnieją cuda?;
3. Czy zbiór praw natury jest jednolity, czy może istnieją alternatywne zbiory dla innych wszechświatów, dla osobnych rzeczywistości?

I na te trzy kwestie odpowiada książka. A odpowiada w skrócie tak: „Izaak Newton mylił się, twierdząc, że wszechświat musiał zostać stworzony przez jakiegoś Boga, bo nic nie powstaje z chaosu. Nieprawda, to właśnie chaos jest drożdżami wszystkiego!”. Powołując się na swoje wieloletnie badania, Hawking pisze, że „najnowsze ich wyniki, w tym symulacje matematyczne, pokazują, iż nie ma żadnego stwórcy wszechświata, a fizyka i mechanika kwantowa doskonale zastępują religię. Wszechświat najpewniej powstał z niczego. Spontanicznie. Taki jest po prostu bieg rzeczy: od nicości do komplikacji. Spontaniczne tworzenie też jest dowodem na istnienie czegoś, jakichś praw, których jeszcze nie znamy, nie rozumiemy ich, a jedynie domyślamy się ich istnienia. Oczywiście przez ową »nicość« należy rozumieć też jakąś jakość”. W tym miejscu należałoby posłużyć się zamieszczonym w książce superskomplikowanym dowodem z mechaniki kwantowej, ale coś takiego byłoby dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba, raczej niestrawne, więc możemy autorom uwierzyć na słowo.

1ac1d066c1394fb34cd6eaef3291c00e.jpgHawking twierdzi, że fundamentalne jest inne pytanie: „Dlaczego wszechświat istnieje, dlaczego my istniejemy? Czy można na to odpowiedzieć, nie posługując się parametrem absolutu, Boga, prastwórcy?”. Można – odpowiada na swoje pytanie Hawking. Pytanie „dlaczego istniejemy?” musimy zadawać ostrożnie i z pewną pokorą dla uniwersum, bowiem „współczesna nauka potrzebuje kilku nakładających się mechanizmów i teorii do opisania wszechświata. W środowisku, które zawiera czarne dziury, super czarne dziury, ciemną materię i ciemną energię, nie mamy prawa zakładać, że jesteśmy jedyni we wszechświecie. Nie wolno nam nawet twierdzić, że istnieje tylko jeden wszechświat. Przeciwnie, najprawdopodobniej, a właściwie już na pewno, istnieje wiele wszechświatów równoległych, być może z odmiennymi od naszych prawami fizyki”.

„Wielki projekt” rozpoczyna się od przeglądu historii koncepcji filozofii i nauki dotyczących powstania wszechświata.Z tego punktu widzenia najbliżsi współczesnej nauce wydają się starożytni Grecy (jońska filozofia przyrody), którzy twierdzili, że cała rzeczywistość rządzi się swoimi odwiecznymi prawami i żadni bogowie nie mają na to najmniejszego wpływu. Później było już tylko gorzej, bo centralne miejsce nauki zajął Stwórca. W chrześcijańskiej Europie Bóg stał się początkiem wszystkiego, a ziemia, którą stworzył – środkiem tego „wszystkiego”. Dopiero Kopernik zburzył ową koncepcję. Ale nie do końca, bo przecież w odmiennych wersjach Bóg – stwórca wszechrzeczy – przetrwał do dziś i nadal ma się dobrze. „To niedorzeczność – pisze Hawking. – Współczesna mechanika kwantowa opisująca ruch elektronów wystarczająco dokładnie objaśnia akt stworzenia. Na tyle dokładnie, że Boga możemy już włożyć między bajki”.

Niestety, te bajki powtarzane są odtysiącleci i ciągle padają na podatny grunt – także w świecie nauki. Warto przytoczyć tu pewien model myślowy zbudowany w roku 1952 przez zdeklarowanego ateistę Bertranda Russella. Pisał on tak: „Jeśli powiem, że gdzieś tam, między Marsem i Ziemią krąży po okołosłonecznej orbicie eliptycznej porcelanowy czajniczek, to nikt, absolutnie nikt nie umiałby udowodnić, że to twierdzenie jest nieprawdziwe (oczywiście musiałbym dodać, że malutki czajniczek jest niewidzialny dla najczulszych teleskopów). A jednak zostałbym słusznie wyśmiany za nonsensowność takiego twierdzenia. Gdyby jednak stało się ni stąd ni zowąd tak, że istnienie mojego czajniczka potwierdziłyby nagle odnalezione pradawne manuskrypty i jeśliby te księgi odczytywano przez stulecia co niedzielę w kościele, a ich treści nauczano dzieci od maleńkości, to niewiara w czajniczek nagle stałaby się przejawem dziwnej i godnej pogardy ekscentryczności. Dziś. Bo jeszcze pięć wieków temu niewierzących w czajniczek palono by na stosach. Oto cała prawda o religii”.

Porcelanowy czajniczek Russella jest tak samo dobry i wiarygodny jak Bóg Indian, Arabów czy chrześcijan. Hawking wiele miejsca w swoim dziele poświęca tak zwanej ogólnej teorii pola. Czyli teorii wszystkiego. Takiego jednego jedynego wzoru opisującego w elegancki sposób całą otaczającą nas rzeczywistość poszukiwaną od stuleci. Einstein tropił ogólną teorię pola przez całe życie. Przez chwilę wydawało się, że jest nią właśnie słynne E=mc2. Ale nie było. Czy taki wzór w ogóle istnieje? W sensie algebraicznym raczej nie – odpowiada Stephen Hawking i dodaje, że samo prawo grawitacji może być dowodem na to, że coś może powstać z niczego bez udziału nadprzyrodzonego czynnika, któremu na imię Bóg. Antagoniści takiej koncepcji (nie tacy, którzy nadal wierzą, że wszechświat powstał 6 tys. lat temu, ale ci, którzy próbują polemizować, posługując się racjonalnymi argumentami) pytają w tym momencie o Wielki Wybuch. Do aktu kreacji naszego wszechświata doszło (co wynika z modelowych obliczeń) około 14,5 miliarda lat temu. Co było wcześniej? – pytają i sami sobie odpowiadają – Nic. A granica pomiędzy Nic i Coś to jest właśnie tchnienie Stwórcy... Otóż nie – odpowiada Hawking: „Wielki Wybuch wcale nie był początkiem czegokolwiek, tylko jednym z nieskończonej liczby podobnych zdarzeń w niekończącej się historii czasu i przestrzeni. Co więcej, poszczególne wszechświaty nie istnieją (a raczej nie tylko istnieją) kolejno po sobie, ale egzystują sobie równolegle w wielowymiarowej przestrzeni. Ta przestrzeń ma najprawdopodobniej dziesięć wymiarów wzajemnie się przenikających. Maleńkimi bramkami pomiędzy wszechświatami są być może supermasywne byty materii o nazwie »czarne dziury«. W nich i w ich okolicy pojęcia przestrzeń, czas, materia i energia przestają istnieć jako odrębne wartości i stają się tożsame”.aadeef4f7fac49b4ee57b2380458081a.jpg
 
Jak już pisaliśmy, „Wielki projekt” wywołał prawdziwą furię nie tylko u ortodoksyjnych chrześcijan, ale nawet u naukowców, którzy do tej pory sytuowali się na pozycjach agnostyków. Powody są dwa: po pierwsze – od kilku lat Kościół przebąkiwał, że „wielki Hawking” jest bliski nawrócenia i ogłoszenia, iż „bez Boga nie byłoby niczego”; po drugie – „nauka rozczarowuje i bez pierwiastka absolutu nie potrafi wyjaśnić już niczego, czyli nie zrobi ani kroku dalej”. To coś w rodzaju słynnej „stałej kosmologicznej” stworzonej przez Einsteina. No i nagle taki cios w postaci „Wielkiego projektu”. Tymczasem – jak dowodzi Hawking – koncepcja paradoksu Boga nie jest niczym nowym. Jego istnienie jest przecież sprzeczne nie tylko ze współczesną nauką, ale także z czystą logiką. Aby to zrozumieć, trzeba tu przywołać istotne rozważania szkockiego filozofa Davida Hume’a, który już w roku 1779 tak pisał w „Dialogach o religii naturalnej”: „Hipoteza istnienia Boga jest sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem i logiką. Załóżmy bowiem na chwilę, że Bóg istnieje. No i co z tego? Cóż to wyjaśnia? Nic. Tylko tworzy kolejne, nieskończone pytania, na przykład o jego naturę. Ale nie przede wszystkim. Ustalenie, że cokolwiek istnieje, pozwala przecież przewidzieć jakieś przyszłe zjawiska. W tym przypadku nic podobnego nie ma miejsca. Nawet jeśli założymy istnienie jakiegoś Stwórcy, to nic o nim, absolutnie NIC nie potrafimy powiedzieć. Jeśli nie potrafimy, to znaczy, że takiego bytu nie ma”. Jedna z odważniejszych recenzji „Wielkiego projektu” ukazała się w „Los Angeles Times”. Michael Mootock – znany komentator tego, co dzieje się w świecie nauki – napisał tak: „Argumenty użyte w książce przekonują i przybliżają nas do postrzegania wszechświata – a być może wielu wszechświatów – w sposób nareszcie odbiegający od nadnaturalności. Podziwiam nowoczesne ujęcie nauki w całej jej złożoności i niejednoznaczności”.

Nie mniejszym fanem dzieła jest Richard Dawkins: „Darwin wyrzucił Boga z biologii, ale w jakiś sposób trzymał się on jeszcze w fizyce na zasadzie nieoznaczoności. Hawking zadał ostateczny cios tej koncepcji”. Antytezą dla entuzjastycznych recenzji była publikacja w konserwatywnym „The New York Times”, w której Dwight Garner napisał, że Hawking w „Wielkim projekcie” rozczarowuje „pustką intelektualną”. O co chodzi? O kwestię bardzo ważną. Oto ortodoksja religijna zaczyna przesuwać się na kolejne z góry upatrzone pozycje. Tak było po opublikowaniu przez Darwina dzieła „O pochodzeniu gatunków drogą doboru naturalnego”, tak jest i obecnie. Oto podniosły się głosy, że być może Hawking ma jakąś swoją rację, kiedy twierdzi, że do stworzenia tego wszechświata (i innych) nie był potrzebny Bóg, bo wystarczyły prawa fizyki, ale tu zaraz rodzi się kolejne pytanie: KTO STWORZYŁ PRAWA FIZYKI? I tak oto powstaje kolejny bastion, kolejne okopy Świętej Trójcy ufortyfikowane przez nieco światlejszych koryfeuszy religii. Z tym, że w taki sposób byty Boga i nauki można mnożyć w nieskończoność. Tak jak i samych bogów. Ale w dziele Hawkinga i Mlodinowa znajdziemy odpowiedź i na tak postawioną kwestię: „Prawa natury, które są wymagane dla powstania materii, a później form życia, wydają się istnieć we wszystkich przenikających się wszechświatach przez czysty przypadek. Po prostu są przypadkowo takie, a nie inne i być może wcale nie jednolite dla całego uniwersum”.

MAREK SZENBORN
współpraca:
ARIEL KOWALCZYK

Fakty i Mity 39/2010

Przedruk za zgodą redakcji.

 

Autor: MAREK SZENBORN