Zawstydzeni wiarą, wystraszeni polskością.

Odrodzenie w narodzie może nadejść razem z odrodzeniem prawdziwej wiary. Wiary, której fundamentem jest kontemplacja słów Chrystusa i naśladowanie jego czynów.

 

W czasach, w których dominuje wyśmiewanie się ze wszystkiego, co dla naszych przodków było święte i wielkie, potrzeba wielkiej odwagi, by móc głosić swe przywiązanie do wiary i Kościoła Katolickiego. Ta odwaga nie jest jednak czynem heroicznym, a obowiązkiem serca i jego szczerych intencji. Bo katolik wstydzący się swej wiary, pozwalający na zamknięcie jej w ścianach swojego domu bądź świątyni – jest katolikiem, który ustąpił miejsca słabości.

Mam świadomość, że Kościół nie zawsze postępował tak, jak postępować powinien. Owszem, czasami zabłądził i zamykał się na nauczanie Chrystusa. Ale zawsze był ostoją, która pozwalała ludziom zbliżyć się do Boga i kontemplować tajemnice, których nie można pojąć rozumowo. I kto jak kto, ale Polak nigdy nie powinien lekceważyć wpływu Kościoła na rozwój tożsamości narodowej i zachowanie polskości. Bo to Kościół Katolicki łączył Polaków, gdy ciążył nad nimi bat niewoli. To Kościół Katolicki bronił godności Polaków, gdy zaborcy próbowali złamać ducha naszych przodków. I szydzenie z Kościoła Katolickiego to przejaw skrajnej ignorancji, a jeśli czyni to Polak – to już mowa nie tyle o ignorancji, co o głupocie.

Kilka dni temu wzięliśmy udział w procesjach w ramach uroczystości Bożego Ciała. Niezliczone tłumy Polaków podążały za Najświętszym Sakramentem. Ja odczuwałem dumę, radość, ale i odzyskiwałem wiarę w przyszłość naszego narodu. Zastanawiałem się jak to możliwe, że tysiące moich rodaków nie wstydzi się swojej wiary, ale tylko wtedy, gdy podążają w grupie. W procesjach brały udział kobiety i mężczyźni w każdym wieku. Z matkami szły odświętnie ubrane dzieci. Z dziadkami podążali wnuczkowie. Gdzie wtedy była Polska? Nie mam wątpliwości, że na ulicach naszych miast i wsi. Polska pokazywała wtedy, że jest bastionem chrześcijaństwa i nie zamierza wyrzekać się swojej wiary. Mimo opluwania i pogardzania tych, którzy mylą nowoczesność z prymitywizmem uczuć i zachowań.

Żeby była jasność – nie twierdzę, że osoba niewierząca nie może kochać swojej Ojczyzny. Nie odbieram prawa do tej miłości także innowiercom. Ale Polska była, jest i będzie przesiąknięta na wskroś nauczaniem Kościoła Katolickiego i jego wielowiekową tradycją. Owszem – katolik, niewierzący i innowierca mogą żyć w jednym kraju, ale muszą okazywać sobie wzajemny szacunek i nie mogą odbierać Kościołowi jego zasług, o których wspomniałem wcześniej. I należy raz na zawsze skończyć z deprecjonowaniem polskiego katolicyzmu, a tu otwiera się pole do działania dla katolików. Tak – szydzić z Kościoła, to podążać za modą. Bronić Kościoła? To dla katolika za dużo. Przestrzegać nauczania Kościoła? Tego katolik nie lubi. Bo nasz katolik XXI wieku bardzo często wybierze z nauki Kościoła, to, co dla niego wygodne. Tam, gdzie Kościół stawia wymagania i mówi stanowcze „nie” – katolik XXI wieku powie, że Kościół się myli i musi się dostosować do współczesnego świata. A zapomina, że to nie Kościół ma się dopasować do świata, ale świat do Ewangelii. I winę za to, że w Polsce mnoży się kult wyszydzania Kościoła, ponosi w dużej mierze ten letni katolik, który nie widzi ani istoty Kościoła, ani Boga.

Odrodzenie w narodzie może nadejść razem z odrodzeniem prawdziwej wiary. Wiary, której fundamentem jest kontemplacja słów Chrystusa i naśladowanie jego czynów. Wiary, która wysoko podniesie krzyż i nie opuści go przed nawałnicą szyderstw. Taka wiara, może stać się fundamentem rodzącej się jedności narodowej. Jedności prawdziwej, a nie wprowadzanej pod przymusem i presją, albo jeszcze – ustawą. Dlatego na nowo muszą wybrzmieć słowa Romana Dmowskiego: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu.”

Dlatego, bycie katolikiem to nigdy nie jest powód do wstydu. Bycie katolikiem to przede wszystkim zobowiązanie do szlachetnego życia, w którym nasze ambicje konfrontują się z nauką Chrystusa i misją służenia drugiemu człowiekowi. Konfrontują się z nauką Chrystusa, ale w tej konfrontacji jest tylko jeden wygrany. I nie są to nasze ambicje.  Katolicyzm, to praca nad sobą. To rozwój własnego intelektu i własnego ducha. Walka o zachowanie godności człowieka. Katolicyzm to legitymacja do klękania tylko przed Bogiem. Katolicyzm, to polskość. A polskość, to szlachectwo słów i szlachectwo czynów.

Chwała Wielkiej Polsce!

 

Michał Sebastian Patyk –  student Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

Za:http://nowyekran.info/zawstydzeni-wiara-wystraszeni-polskoscia/

 

 

Autor: Michał Sebastian Patyk

Licencja: Domena publiczna