Zawód - dziennikarz

Siedem najcięższych grzechów polskich dziennikarzy mediów elektronicznych

 

Oto siedem najcięższych grzechów polskich dziennikarzy:

1. Uzależnienie od wydawcy.

Łatwo zgadnąć, jakie poglądy będzie w debacie telewizyjnej czy radiowej prezentował redaktor Rzeczpospolitej, Gazety Polskiej czy innych prawicowych gazet, a jakie dziennikarz Gazety Wyborczej, TVN24, Polsatu. Temat jest nieważny. Choćby Smoleńsk. Ci pierwsi będą zawsze mnożyć wątpliwości, puszczając oko do widza, że my wiemy - to był zamach. Jednak w dyskursie mainstreamowym nie bardzo wypada o tym głośno mówić. Ci drudzy, nawet jeśli faktycznie wątpliwości są uzasadnione, będą trzymać się wersji, iż był to zwykły wypadek i w  związku z tym nie ma o czym mówić. Poglądy polityczne wydawcy mają decydujące znaczenie. Dziennikarz, który spróbuje myśleć samodzielnie, wypada z obiegu. Dlatego właśnie nie ma dzisiaj asów w tym zawodzie. Zostają mierni, ale wierni - oczywiście linii programowej.

2. Brak profesjonalizmu.

Ten grzech jest coraz bardziej widoczny. Dziennikarz telewizyjny czy radiowy nie podejmie istotnego problemu, ponieważ to wymaga od niego starannego przygotowania, przejrzenia źródeł, dokładnego reaserchu, zrozumienia problemu. Najłatwiej jest zaprosić do programu Niesiołowskiego i Kurskiego i tylko słuchać jak się okładają cepami. Ma to i tę zaletę, że dziennikarz wypada przy takich gościach bardziej korzystnie.

Olejnik, Pochanke, Rymanowski i inni do perfekcji opanowali sztukę rozmawiania o niczym, biorąc najczęściej tematy z nagłówków gazet. Widziałem zaraz po katastrofie smoleńskiej popłoch i niepokój - "a jeśli oni (tzn. politycy) nie będą się już kłócić"? Trzeba było zobaczyć minę redaktora Rymanowskiego w pierwszy dzień po żałobie, kiedy jego goście zaczęli okładać się kłonicami. Jaka ulga! Jak radość w oczach.

3. Zblatowanie z politykami.

Na cywilizowanym zachodzie komitywa pomiędzy dziennikarzami a politykami jest nie do pojęcia. Przedstawiciele obu zawodów są od siebie zależni, tworząc przy okazji samowystarczalne getto. Ich problemy nie mają nic wspólnego z normalnymi troskami Kowalskiego, który musi zatankować benzynę, zrobić zakupy i policzyć, czy wystarczy mu do pierwszego. 

4. Reżim oglądalności.

Pamiętam taki program, kiedy Tomasz Lis ogłosił, że w rozmowie Kurski odniósł się do jakiegoś swojego pomysłu, iż "ciemny lud to kupi". Wypomniał mu to na wizji. W tej sytuacji albo polityk, jeśli czuje się pomówiony, odmawia ponownego zaproszenia do programu, albo dziennikarz decyduje się takiego polityka do studia już nigdy nie zapraszać. Tymczasem...nie minęło parę miesięcy, a Pan Jacek "ciemny lud to kupi" Kurski ponownie zasiada w fotelu naprzeciwko prowadzącego. Lis wie, że bezczelny i chamski Kurski gwarantuje wysoką oglądalność. I prywatnie może nim gardzić, zresztą z wzajemnością, ale na wizji poda mu rękę i będzie z nim konwersował. Dla dobra Polski - oczywiście.

5. Hipokryzja

Kiedy pojawi się dylemat, czy pokazać materiał, który może zaszkodzić komuś niewinnemu albo dobru śledztwa, przeważnie zwycięża opcja - pokazać. Bo przecież wykonujemy zawód służebny, a opinia publiczna ma prawo wiedzieć. Otrzymujemy taki oto przekaz: wszystkie środowiska zawodowe w tym kraju są skażone i zdemoralizowane - nauczyciele, prokuratorzy, sędziowie, politycy, lekarze, tylko dziennikarze są święci.

6. Gwiazdorstwo

Gwiazdorzy większość dziennikarzy telewizyjnych. Objawia się ono najczęściej lekceważeniem zaproszonego gościa, przerywaniem mu w momencie, kiedy ma on coś naprawdę ciekawego do powiedzenia (a zdarzają się i tacy), udowadnianiem mu niekompetencji. Ambicją wszystkich młodych dziennikarzy jest dorównać w tym względzie Monice Olejnik, której bezczelność czasem równa jest ignorancji.

7. Język i styl

Pleniące się neologizmy, coraz częstszy akcent inicjalny, żargon dziennikarskiej nowomowy. A zdarzają się błędy składniowe, fleksyjne i ortofoniczne.

autor - Jan Stasica