Wyznanie wyznanie wyznaniem pogania

…czyli o tym, jak zręcznie kochać bliźniego.

 

Czy przydarzyło Ci się, Drogi Czytelniku, że przeczytawszy jakieś tekst „z autorytetem“, ktoś miał zupełnie inną jego interpretację od Twojej? Jak wtedy zareagowałeś?

 

Wyznanie-3_small.png

Weźmy na tapetę jakiś znany tekst z autorytetem, np. Biblię (dla niektórych oczywiście autorytetu ona nie ma, lecz nie o tym tu mowa).
Nie musi to być konkretnie Biblia, ale załóżmy, że jest.
Załóżmy więc, że otwierasz ją. Załóżmy też, że jesteś wierzący, więc przed czytaniem zapewne pomodlisz się o zrozumienie. Zrobiwszy to, zaczynasz od razu czuć się pewniej, bo przecież właśnie zapewniłeś sobie, że „Bóg jest po Twojej stronie".
I wreszcie czytasz…

Czytasz jeden fragment, potem drugi, następnie trzeci. Porównujesz. Jednak w pewnym momencie zaczyna Ci się wydawać, że tekst czasami mówi, że 2+2=5, a jeszcze kiedy indziej, że 2+2=22. O-o!

Co wtedy robisz?

To proste: ponieważ jesteś żądny wiedzy, otwierasz chrześcijańską publikację (wydaną przez Wyznanie, do którego należysz) i wnet przychodzi ulga – przecież tam jak byk stoi, że 2+2=4! No oczywiście, jakie to proste… Jak mogłeś być aż tak nierozumny i tego wcześniej nie pojmować, jak w ogóle mogłeś w to wątpić!?

Z doznania ogromnej ulgi przechodzisz w stan szczęścia. W konsekwencji, zaczynasz czuć się dumny oraz pewny swego Zbawienia. To z kolei potraja Twoje szczęście. Nie wiesz co prawda, czy jesteś szczęśliwy bardziej z odczucia dumy, czy pewności Zbawienia, ale ten drobny dylemacik w tyle świadomości nie zmąca Twego spokoju. Co prawda nie wiesz również, czy jesteś bardziej dumny ze swego odkrycia, czy z samego siebie, lecz tak czy inaczej, jedno jest pewne: poczucie dumy rozpiera Cię. No i jest jeszcze Coś poza Dumą… Jest jeszcze Pewność. I jest to nie byle jaka pewność, tylko szczególny rodzaj Pewności: to SuperPewność z turbodoładowaniem, która od tego momentu - uwaga! - usprawiedliwiać Cię będzie do zarzucenia raz na zawsze rozmyślań, czy Twój Kościół trzyma się słusznych prawd. Trzyma się! Albo czy Twa wiara ma solidne podstawy. Ma! Przecież to jasne jak Słońce; to oczywiste jak 2+2=4!

Wyznanie-2_small.png

Z odzyskanym spokojem ducha, z przepełniającym Cię uczuciem szczęścia oraz pełen/pełna ufności w Swoje Wyznanie, pójdziesz do Swojego Kościoła na kolejną mszę/nabożeństwo (niepotrzebne skreślić). Tam zasiądziesz w jednej ławce z dobrze sobie znanymi twarzami (grunt to poczucie akceptacji stada) i wysłuchasz Waszego księdza/pastora/kaznodziei/guru (niepotrzebne skreślić), gdy ten będzie głosił kazanie – przygotowane, rzecz jasna, w oparciu o interpretację Biblii z Waszej Publikacji, wydrukowanej (rzecz jasna) zgodnie z wytycznymi Centrali Waszego Wyznania. Następnie, odśpiewacie piękny hymn na cześć Boga, po czym siostra Weronika przeczyta własnoręcznie napisany wiersz o miłości do Jezusa, który to wiersz podniesie zebranych na duchu. „Ta to dopiero musi mieć silną wiarę!“ – pomyślisz o niej w duchu (może z lekką zazdrością, ale tylko lekką).

Na koniec zaś, komunikaty przeczytają/dzwonkami zadzwonią/świece zgaszą (niepotrzebne skreślić) i Zbawienie będzie zaklepane jak co tydzień. „Msza/nabożeństwo jak marzenie - Panie, czekamy Twego przyjścia w chwale!!“ – kłapniesz gębą w błogości ducha. Lecz co najważniejsze, z owej mszy/nabożeństwa (niepotrzebne jeszcze raz skreślić) po raz kolejny wyniknie Ci, że 2+2=4.

Uff, to dopiero ulga!

A później, przy wspólnym obiedzie, a może na wspólnym spacerze, powspominacie byłego męża Siostry Weroniki, który wierzy, że 2+2=5 (notabene, właśnie przez to musiała się z nim rozejść, bidulka). Następnie, z politowaniem pokiwacie głowami nad losem córki Brata Edka, która ostatnio przystąpiła do tych, co to wierzą, że 2+2=22. „Trzeba ją czym prędzej wyrwać ze szponów innowierców!“ – dojdziecie do wspólnego wniosku. Praktyka będzie oczywiście praktyką, lecz poteoretyzować też jest miło, prawda?

 

Nagle, idąc w stronę domu z podniesionym czołem, z rozpierającą piersi dumą i SuperPewnością swego Zbawienia, staniesz oko w oko z… byłym mężem Siostry Weroniki (tym, co wierzy, że 2+2=5). O-o! W trakcie czysto kurtuazyjnej rozmowy on coś przebąknie, że być może 2+2=5, przytaczając na to odpowiedni cytat z Biblii, rzekomo to potwierdzający. Wtedy Ty popukasz się w czoło (oczywiście tylko w myślach), a na poparcie FAKTU, że 2+2 jest 4 (oraz że on się myli), zacytujesz biedakowi dobrze sobie znany, Twój ulubiony fragment z Pisma. Jednak ku Twojemu zdumieniu, rozmówca odpowie, że on rozumie ów fragment, jakoby 2+2 mogło się równać zarówno 4 jak i 5, a na potwierdzenie swoich słów przytoczy inny cytat. O-o! 

Wyznanie-55_small.png

Skonsternowany, przeczytasz swój kluczowy cytat jeszcze raz, zastanowisz się przez chwilę co odpowiedzieć, bo nie za bardzo będziesz wiedział co, bo rzeczywiście chłop chyba ma rację… Jednak, wiedziony rozsądkiem oraz umiłowaniem Swojego Wyznania i Swojej Racji (co na jedno Ci wyjdzie), sięgniesz do swojej Publikacji, w której jak byk będzie stało, że 2+2 to jednak 4, a nie 5. Czyli masz rację, a chłopa z głowy! Uff, co to będzie za ulga…

Rozejdziecie się więc bez porozumienia, bo przecież on ciemniak i odmieniec, więc nie pojmie Twojej argumentacji – a jeszcze bezczelnie powie, że będzie się za Ciebie modlił! Lecz na tym nie skończy się jednak Twoja misja głoszenia Ewangelii, o nie! Oto na drugi dzień spotkasz przypadkiem nie kogo innego, a córkę Brata Edka (na psa urok!), czyli tę, co (w/g Ciebie) wierzy, że 2+2=22. W trakcie rozmowy (niechcianej, ale przecież bliźniego trzeba miłować i być dlań miłym - tak ponoć każe Jezus), córka Brata Edka stwierdzi, że z lektury Biblii wynika jej, że 2+2=22, a na potwierdzenie swojego rozumowania przytoczy odpowiedni cytat. Lecz Ty będziesz dobrze wiedział, co z tym fantem zrobić: dziarsko otworzysz Pismo na znanej już Ci na pamięć stronie, by zacytować biedaczce swój kluczowy, swój cudowny, oklepany, wyświechtany fragment. Mógłbyś zacytować go z pamięci, lecz nie chcesz się popisywać, pamiętając, że Chrześcijanin ma się nie wynosić ponad innych (przynajmniej nie na zewnątrz). Jednak, ku Twojemu wielkiemu zdumieniu (oraz nie mniejszej irytacji), Twoja rozmówczyni ze spokojem (i uśmiechem, do cholery!) odpowie, że rozumie ten fragment, jakoby 2+2 mogło się równać zarówno 4, ale też i 22 – co podeprze innymi cytatami, że jednak 22. Jakie licho! Jakie lich…

Wyznanie-4_small.png

Tu się na moment zatniesz, coś Cię przez chwilę poruszy…

Coś w Tobie drgnie, coś Cię zastanowi…

Będzie to tylko ułamek sekundy, lecz Ty go odczujesz jak wieczność, otworzy się w Tobie dziwne, nieznane pole, na którym wcześniej nie byłeś/byłaś i wejścia na które panicznie się zawsze bałeś/bałaś. Lecz zanim na dobre dopuścisz do głosu swój Głos Wewnętrzny, by rozważyć to, co może być za zamkniętymi dotąd drzwiami, za drzwiami, do których od dawna nie chciałeś/chciałaś się zbliżyć i ich otworzyć – z rozbiegu chlapniesz myślą: “Nno, tego już za wiele! Jak ona może być taka nierozumna i oporna!? Przecież to ja, to JA mam techniczną rację!!!“

I dlatego, tym razem, coraz bardziej poirytowany, wyciągniesz nie Biblię, lecz (żeby było szybciej) Swoją Publikację, w której będzie stało jak byk że…

A w międzyczasie, Chrystus przyjdzie jak złodziej i rozgoni całe towarzystwo.

Rozgoni całe towarzystwo, włącznie z tymi, co wyliczali, że 2+2=4, lecz zabrakło im Miłości. Jakże wtedy nagle zapragniesz stać się głąbem z matematyki, oby tylko miłować bliźniego. Ale przecież to TY miałeś "techniczną rację"! Przecież głosiłeś "miłość Jezusa", czyż nie? O co mu więc pójdzie, gdy w Dzień Sądu odsunie się od Ciebie i pójdziesz w wieczną nicość…??

*********

To jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak ja Was umiłowałem. 
[Jana 15:12]

*********

„Nie każdy, kto mi mówi «Panie, Panie!», wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca (…). Lecz wtedy ja im oświadczę: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości.“  [Mt 7:21-23]

Wyznanie-6_small.png

Licencja: Creative Commons