Wystarczy być (mamą)

Posiadanie dziecka to luksus – mawiali moi znajomi z pokolenia moich rodziców, którzy doczekali się dwóch latorośli. Wraz z wiekiem wymaga coraz większych nakładów finansowych ...

 

Matka i dziecko

Moda na świadome macierzyństwo

Posiadanie dziecka to luksus – mawiali moi bliscy znajomi z pokolenia moich rodziców, którzy doczekali się dwóch latorośli. Wraz z wiekiem wymaga coraz większych nakładów finansowych – argumentowali – dlatego decyzja o nim powinna być świadoma, przemyślana i dojrzała. Poza chęcią posiadania dziecka powinno się wziąć pod uwagę sytuację materialną, aby móc zapewnić mu wszystko, co potrzebne na każdym etapie rozwoju. Trzeba przygotować się na możliwe choroby i drogie wizyty u specjalistów, ponadto… (i tu zaczynała się długa wyliczanka wydatków na dziecko od urodzenia do momentu opuszczenia gniazda). Ci sami ludzie zauważają, że „teraz młodzi ludzie są bardziej świadomi, szczególnie kobiety, ostrożniej podchodzą do tematu macierzyństwa i lepiej wiedzą, jakie konsekwencje ono za sobą pociąga”.

Wszystko się ułoży?

Czy to oznacza, że moje dzieciństwo przypadało na czasy, kiedy ludzie rozmnażali się przypadkowo i bezmyślnie? Nie było wtedy Superniani, tylu programów edukacyjnych, a jednak ludzie mieli potomstwo i potrafili je wychować. Co więcej, to potomstwo to obecnie moi rówieśnicy, którzy mają się w swojej młodej dorosłości całkiem nieźle. Nie jestem pewna, czy w chwili poczęcia dziecka każda para rodziców dokładnie wiedziała, że ich na nie „stać”. Wielu ludzi wspomina, że radość z posiadania córki czy syna była większa, niż chłodne kalkulacje, a jednocześnie determinująca do zdobycia potrzebnych środków. Pewna znajoma, dziś matka uroczych bliźniaków w wieku szkolnym, powiedziała mi kiedyś: „Gdy przychodzą dzieci, wszystko się układa. Życie się bardzo zmienia, ale w taki sposób, że znajduje się przestrzeń dla dzieci, znajdują się środki i sprzyjające okoliczności, takie jak opieka dziadków”. A dziś? Dziś moi rówieśnicy opóźniają decyzję o powiększeniu rodziny ze względu na finanse, nie chcąc dopuścić do sytuacji, w której musieliby czegoś dziecku odmówić. Czekają na moment, kiedy będą na dobre „ustawieni”. Nikt nie pozwoli sobie na taki akt „nieodpowiedzialności” i łudzenia się, że samo się wszystko ułoży. Twierdzą, że nic się nie ułoży, jeśli o to wcześniej nie zadbamy.

Do niedawna takie podejście wydawało mi się jedynie słuszne. Rozsądne, logiczne i dojrzałe. Żal było mi tych wszystkich dzieci z biednych, wielodzietnych, często patologicznych rodzin, które „same się na świat nie prosiły”. Wydawało mi się, że nie mogą mieć szczęśliwego dzieciństwa, nie mówiąc już o jakiejkolwiek radości rodziców z rodzicielstwa.

Mama vs. reszta świata

Jakiś czas temu na moim przystanku spotkałam kobietę znajomą jedynie z widzenia, która przyjeżdżała do swojej mamy mieszkającej na moim osiedlu. Blada, ziemista cera, podkrążone oczy, brak kilku zębów, ubogie odzienie. Wsiadła z córką do tego samego autobusu co ja, tak że miałam je w zasięgu wzroku. Wyciągnęłam gazetę, ale zupełnie nie mogłam się skupić na tym, co czytałam – moje myśli krążyły wokół matki z dzieckiem. Zaczęłam się intensywnie zastanawiać nad ich sytuacją życiową, a dokładniej nad warunkami rozwoju tego dziecka. Czy rodzice pracują, czy żyją z zasiłku? Pomyślałam, że to jedna z tych rodzin, w której facet jest damskim bokserem (podejrzewałam, że w ten sposób kobieta straciła zęby, które miała jeszcze wtedy, gdy widziałam ją poprzednim razem). Być może w grę wchodził też problem alkoholowy, jak często w takich rodzinach bywa. Raz po raz spoglądałam na jej córkę i wyobrażałam sobie, że jej dzieciństwo musi znacznie odbiegać od tego, jakie chciałabym zapewnić swoim dzieciom.

Matka z córką wysiadły na osiedlu i przez chwilę szłam za nimi.
– A co to był za autobus? – zapytała mała z właściwą dzieciom dociekliwością.
– Jedynka, córciu – odpowiedziała matka słabym, ale ciepłym i cierpliwym głosem.
– Ostatnio nie jechałyśmy tym autobusem – zauważyła dziewczynka.
– Tak, bo do babci od nas jeździ więcej autobusów. Pamiętasz jakie to numery? – ciągnęła matka, zachęcając do rozmowy.
– Jee-dyyyn-kaaa.
– I jaki jeszcze? Czwó…?
– Czwórka! – wykrzyknęła dziewczynka radośnie. – I czternaście i czterysta!

Jeszcze przez chwilę dobiegały mnie dźwięki rozmowy i śmiechu obu z nich. Trudno opisać, jakie emocje wywołał we mnie ten dysonans. Miałam wrażenie, że wersja audio nie pasuje do obrazu video, a rozmowa mogła być co najwyżej dubbingiem do filmu o rodzinie, w której nikomu niczego nie brakuje. W tamtej chwili byłam prawie pewna, że dziewczynka otrzymała od matki wszystko, czego mały człowiek potrzebuje: miłość, czułość, troskę i przede wszystkim uwagę.

Wystarczy być

Całkiem niedawno byłam odwiedzić przyjaciółkę, która urodziła drugie dziecko. Obserwowałam, jak starszy syn adoruje mamę, gdy ta karmiła młodszego brata i robi wszystko, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. Podchodził do niej z każdej strony, starając się znaleźć na jej ciele kawałek „wolnego miejsca” do którego mógłby przyłożyć głowę. Nie odstępował jej na krok, a kiedy wreszcie skończyła karmić, wskoczył jej na kolana i zaczął przytulać, ściskać, uśmiechać się. Niezmiernie poruszył mnie ten obrazek, dlatego zapytałam:
- Co takiego robisz, że on Cię tak kocha?
Ewa serdecznie się roześmiała mówiąc:
- Nic. Wystarczy, że jesteś mamą :)

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że obie scenki rodzajowe odmieniły moje podejście do macierzyństwa. Zaczęłam rozumieć, że matka natura nie mogła się mylić, a zatem hormony przygotują każdą kobietę do tej roli i pozwolą jej wypełniać ją jak najlepiej – niezależnie od zewnętrznych okoliczności. Oczywiście byłoby idealnie, gdyby zawsze za chęcią posiadania potomstwa szły równolegle możliwości ekonomiczne. Niestety nie mamy pewności, że w szybkim czasie osiągniemy założony pułap finansowy, a zegar biologiczny tyka….

A co Wy o tym sądzicie, drogie Czytelniczki? Zachęcam do dyskusji obecne i przyszłe mamy!

Magda

 

Źródło: http://lesstravelledblog.wordpress.com/2011/10/26/wystarczy-byc-mama/