Wspólny stół wigilijny

     Mimo, że nie jestem katolikiem (chrześcijaninem), muzułmaninem czy wyznania judejskiego, to jednak 24 grudnia i dni następne są dla mnie szczególne. To właśnie wtedy cała moja rodzina, rozproszona w Europie, spotyka się w jednym miejscu o jednej porze. To właśnie wtedy jesteśmy zcaleni. Tworzymy monolit i nic nie jest w stanie Nas rozłączyć. Ale w tym roku będzie inaczej. Ja nie odwiedzę siostry, moi rodzice nie przyjadą, a druga siostra zabiera brata z sobą do swojego chłopaka w Hiszpanii. Te święta spędzę SAM...

 

     Jest taka piękna tradycja, w czasie świąt Bożego Narodzenia, że jedno miejsce jest wolne. Od dziecka mi się to podobało, że zawsze jakiś zgubiony wędrowiec zapuka do drzwi i zostanie ugoszczony. Że w tym kimś będzie mieszkał Chrystus i ześle błogosławieństwo na Mój dom. Uwierz, drogi czytelniku, że prawdziwie w to wierzyłem...aż do dziś rana.

 

      Mimo tego, że jestem sam, chciałem ten dzień spędzić z innymi ludźmi. Wpisałem w google: wigilia, samotni, wrocław. I pierwszy link jaki się pojawił to:

http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/349087,nie-w-kazdym-domu-czekalo-miejsce,id,t.html

     Aż mnie krew o mały włos nie zalała, bo jedna z wymienionych ulic jest mi dobrze znana. Mieszkam tam. Jestem członkiem tej spółdzielni mieszkaniowej i czuję się za tę wspólnotę odpowiedzialny. Jest mi wstyd za to, że odmówiono gościnności w tak szczególnym dniu. Czy te wolne miejsce jest robione tylko na pokaz?

 

     Tak się teraz zastanawiam, co ja bym zrobił w takiej sytuacji. Przyjąłbym tę osobę czy odprawił z kwitkiem? Nigdy nie byłem postawiony w takiej sytuacji więc nie potrafię dać jednoznacznej odpowiedzi, ale chyba bym się zachował jak ten pan, który przyjął gościa ze względu na alkohol... A Ty, czytelniku, co byś zrobił, zaprosiłbyś do środka czy zastrzasnął drzwi???