Wojna Wegusiów z Ochłapożercami

“Jaja kobyły” – słynny slogan komunistycznego ministra Urbana niespodziewanie przechodzi drugą młodość, a to za sprawą naszej słynnej koniny udającej wołu. Lecz końska afera…

 

3f8b6c5d43a46a29b7c0bf23a7adc2e2.png

Lecz końska afera sprawiła również, że na nowo odgrzana została odwieczna wojna między jedzącymi, a niejedzącymi mięso.

 

Wymiana wiedzy oraz otwarta dyskusja są tym, co popchnęło (i nadal popycha) naszą cywilizację do przodu. Oczywiste jest, że nie zawsze argumenty każdego znajdą zrozumienie u wszystkich, lecz w takich wypadkach ratuje nas uniwersalny wytrych: szacunek dla innych. Niby truizm, lecz to właśnie poszanowaniem czyichś decyzji możemy najłatwiej (a jednocześnie najpiękniej) okazać szacunek drugiej osobie.

3808f34e8659807bde959d6a3448685e.png

Tego szacunku nie widać jednak w “rozmowach” mięsożerców z wegetarianami. Ich dyskusje nie są pełne argumentów, a epitetów: “Krwiożercze Mięsojady!”, “Nadęte Króliki!” – żeby przytoczyć tylko te cenzuralne.
Mimo iż dyskusja zaczyna się zwykle od dietetyki jako nauki, to - ponieważ jest de facto wojną - szybko przenosi się na takie zagadnienia jak Etyka, Teoria Ewolucji czy nawet Bóg. Człowiek czasami aż ma ochotę stanąć z boku, słuchać i podziwiać obie strony za ich zapalczywość: oto z obozu Ochłapożerców słyszymy ryki w stylu “Mamy kły po to, żeby rozrywać mięso!”, a bojówki Wegusiów odcinają się argumentem etycznym - “Nie jem mięsa, bo nie chcę wspierać mordu zwierząt jak wy, mordercy!”. Gdzieżby tam jedni chcieli zrozumieć drugich? Gdzieżby tam chociaż sprawdzili merytoryczną spójność własnych słów?

 

f4782fa924b33da6f31c096ee411a92c.png

f0401d479b5235e4e5e2fdf8718d2149.png

***

3dacabfdb3cf7234118effed519b330d.png

A przecież można spokojniej i zdecydowanie prościej.
Ci, co krzyczą “mordercy” niech najpierw upewnią się czy ich spodni nie podtrzymuje pasek ze zwierza; Ci, co nie jedzą jajek niech upewnią się czy do zniesienia jajka potrzeba kury żywej, czy martwej; zaś ci “od kłów” niech wybiorą się na spacer do zoo i podziwiają tam imponujące kły goryla, który jest …weganinem. To tak na dobry początek.

 

Inna sprawa to świat, w jakim przyszło nam żyć.
Zewsząd zalewani jesteśmy reklamami wmawiającymi nam co dobre, a co niekoniecznie. Człowiekowi pojawia się więc czasami taka refleksja: gdyby mięsko (tak nachalnie reklamowane) miało w sobie rzeczywiście tyle dobroczynnych składników jak utrzymują jego producenci oraz różnorakie "centra badawcze", wszyscy mięsożercy powinni być zdrowi jak rydze i do osiemdziesiątki śmigać rowerami!

Ale jak wiadomo, diabeł tkwi zazwyczaj w szczegółach.
Znane mi są przypadki dwóch pracujących fizycznie wegetarian, gdzie jeden stał się nim z rozsądku (czytaj: świadomie) i teraz ma najwięcej siły na całej fabryce, a drugi stał się nim z mody i swoją pracę stracił, bo opadł z sił.

 

Dlatego życzyłbym tak sobie jak i Tobie, Drogi Czytelniku, byśmy - jeśli już walczyć musimy - walczmy na sensowne argumenty i to o nich rozmawiajmy – bez wzajemnego obrzucania się ideologicznym, bezwartościowym błotem.

Jaja kobyły mięsojad o to uprzejmie postuluję.

1f220218953ed3903065174beb9c1577.png

c4e717c0b074b2ac8d1c990b3896d4ee.png

 

images  © Google.com

Licencja: Creative Commons