Wojenny dług Niemiec

„polityka historyczna Berlina odnośnie naszego kraju jest integralną częścią niemieckiej polityki wobec Rzeczpospolitej”

 

0ef69cdc000155f7408e2511fbbdee1a.jpgW ostatnich dniach doszło do dwóch ważnych wydarzeń w niemieckiej polityce historycznej wobec Polski. Warto je odnotować, bo polityka historyczna Berlina odnośnie naszego kraju jest integralną częścią niemieckiej polityki wobec Rzeczpospolitej.

Ostatecznie i formalnie już zadecydowano o powstaniu muzeum wypędzonych w stolicy RFN. Jaka będzie tam propagowana wizja przeszłości najlepiej określa zgodny chórek niemieckich mediów, mówiących, że jest to wielki osobisty sukces Eriki Steinbach (deputowanej CDU do Bundestagu i członka ścisłych władz partii Angeli Merkel). Drugi zaś strzał to wstępna koncepcja muzeum historii Europy, przygotowana na zamówienie niemieckiego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Hansa-Gerta Poetteringa, w której dziwnym trafem minimalizuje się polski wkład w pokonaniu niemieckiego totalitaryzmu podczas II wojny światowej (nie ma ani słowa o największej podziemnej armii okupowanej Europy - AK, Polacy walczyli nie do 1945 roku, ale tylko do... października 1939), ale także pomniejsza się zdecydowanie udział naszego narodu w obaleniu komunizmu, eksponując za to... obalenie Muru Berlińskiego i sugerując głównie niemieckie zasługi w zwycięstwie nad kolejnym totalitaryzmem. Inna sprawa, że na taką wizję "historii" zgodził się, pracujący w 10-osobowym zespole powołanym przez europarlament, historyk z Polski, wielokrotny stypendysta niemieckich fundacji i uczelni, prof. Włodzimierz Borodziej. Szokujące, ale prawdziwe.

Ta ofensywa niemieckiej polityki (propagandy) historycznej nie jest przypadkowa. Wszystko to dzieje się w przededniu obchodów dwóch istotnych rocznic: 70-lecia napaści Niemiec na Polskę i wybuchu II wojny światowej oraz 20-lecia symbolicznego upadku (?) komunizmu. Trzeba wiec odpowiednio spreparować wizję tych wydarzeń i odpowiednio nastawić europejską opinię publiczną.

Co może zrobić Polska? Nie spać, reagować, pokazywać prawdę historyczną na różnych międzynarodowych forach. Pokazywać fakty, konkrety, liczby. Jak choćby raport, przygotowany na wniosek ówczesnego prezydenta Warszawy prof. Lecha Kaczyńskiego przez zespół pod kierownictwem prof. Wojciecha Falkowskiego. Szacuje on niesłychanie precyzyjnie straty wojenne stolicy Polski. Poraża faktami, przedstawionymi z analityczną skrupulatnością. Raport bierze pod uwagę zniszczone nieruchomości: zarówno prywatne, jak i publiczne, całą infrastrukturę, ale także transport, łącznie z bazą tramwajową z jednej strony i prywatnymi autami, a nawet rowerami (!) z drugiej. Biorąc pod uwagę ówczesny kurs dolara USA: 5,31 złotego za 1 USD i fakt, że ówczesna waluta amerykańska była 13 razy mocniejsza niż obecnie, Falkowski i jego zespół szacuje straty Warszawy, powstałe z ręki niemieckiej na kwotę 55 miliardów dolarów USA (według współczesnego kursu - dokładnie z roku 2004)! Charakterystyczny jest czasokres, w którym niszczono stolicę Polski. Tylko 2/5 strat są wynikiem działań wojennych, reszta to metodyczne burzenie, wysadzanie, palenie przez Niemców całych dzielnic, częściowo w okresie po upadku powstania w getcie, ale przede wszystkim po kapitulacji Powstania Warszawskiego: między 2 października 1944 a 15 stycznia 1945 roku. Była to ewidentna decyzja polityczna Berlina, której celem było zrównanie Warszawy z ziemią. Na marginesie: tylko 10 % strat stolicy Polski przypadło na 1939 rok, tylko 2% na naloty i - wbrew propagandzie - zaledwie 25-30 % to efekt bezpośrednich walk w czasie dwóch miesięcy Powstania. Cała reszta to metodyczne, celowe niszczenie miasta, które powiedziało Niemcom "nie".

Warto nagłaśniać fakty tego typu. Pokazują one bowiem prawdę bardzo niechętnie widzianą na niemieckich i, po części, europejskich salonach.  Chodzi o coś więcej niż 55 miliardów USD...

Zobacz też

 

Źródło: Ryszard Czarnecki