Widziane oczami dziesięcioletniego świadka.

I potem przez lata gnębiło mnie pytanie, jak można było dopuścić do takiego szaleństwa? Jaka była tego przyczyna i kto za to jest odpowiedzialny?

 

 

7a59b0d91232dc075cb68a7630dc6b57.jpgZ powodu kolejnej rocznicy "krwawej jatki", czyli

 

Powstania Warszawskiego ukazało się na eiobie

 

kilka artykułów. Nie jestem historykiem. Nie silę się

 

więc tu na ocenianie przywódców Powstania, jego

 

przyczyn i skutków. Ale chciałbym zapoznać

 

czytelników ze znalezionym w sieci wspomnieniem

 

dziesięcioletniego świadka tych wydarzeń.

 

Wspomnienie to mówi wiele. Bardzo wiele...


 

 

 

 

 

 

 

 

Mieszkaliśmy na Flory nr 7. Pierwszego sierpnia o 5-tej z sąsiedniego domu
Flory 9 (róg Bagateli) wybiegło 98 chłopaków z rewolwerami w ręce, aby
zaatakować gmachy SS na Szucha. Tam były bunkry, zasieki i czołgi. Rozpętała
się strzelanina i zaraz do naszej piwnicy zaczęli napływać ranni. Pamiętam ich do
dziś, jakby to było wczoraj.

 

 

 

Układano ich na węglu lub na stole w pralni, mojamama dawała poduszki. Jeden miał w trzech miejscach przestrzelone lewe płuco, ale żył.

 

Przyszedł dozorca, pan Wakuliński i powiedział z zachwytem, że
“nasi jak koty skaczą po dachach”. Ja miałem tylko 10 lat, ale zrozumiałem, że
jest źle, bo znaczy, że nie opanowali nawet Bagateli. Ruch powstańców i
sanitariuszek odbywał się piwnicami, przez przebite w murach otwory. Po
godzinie strzelanina zaczęła cichnąć. Wtedy oficer, do którego zwracano się
“panie rotmistrzu” (był to Lech Głuchowski, d-ca dywizjonu Jeleń) – zapytał
moją mamę (sic!): “Czy pod 9-ką są już Niemcy?” – wykazując tym kompletny
brak rozeznania sytuacji. Zrozumieliśmy co się dzieje i uciekliśmy na 5 piętro. 

Po ulicy zaczął jeździć niemiecki samochód, z którego przez megafon zapowiadano,
że jeśli z jakiegoś domu padnie strzał, to wszyscy mieszkańcy będą rozstrzelani.
Ale pojedyncze już strzały padały nadal, choć dowódca musiał zdawać sobie
sprawę, że atak się załamał, kończy się amunicja i dalsza walka jest bez sensu.

 

nastaniem zmroku weszli Niemcy, zabrali i rozstrzelali tylko mężczyzn, w tym
dwóch synów dozorcy (16 i 18 lat). Nas 5-go sierpnia wyprowadzili na Szucha.
Siedząc na placu na Rozdrożu byliśmy świadkami jak uformowali kolumnę z
kobiet i popędzili je przed czołgami w kierunku Piusa, gdzie próbowali zdobyć
powstańczą barykadę.

 

Potem trzymali nas dobę bez jedzenia i picia na
podwórku gestapo, gdzie leżały zwęglone zwłoki powstańców. Dozorczyni
przebrała trzeciego 14-to letniego syna za dziewczynkę. Rozpoznali, zabrali i
rozstrzelali.

 

Drugiego dnia przegnali nas płonącą Marszałkowską do barykad
powstańczych na placu Zbawiciela. Idąc Marszałkowską, pod apteką na
Oleandrów widzieliśmy stos trupów rozstrzelanych mężczyzn, a na placu
Zbawiciela leżały trupy, przez które należało przeskakiwać. 

Po przeskoczeniu barykady powstańczej przywitali nas roześmiani ludzie, zapewniając nas
radośnie, ŻE TU NIEMCÓW NIE MA !Idąc dalej przez podwórka i przebite
przejścia udaliśmy się do rodziny na Hożą 47. 

Na tym skrawku miasta, oswobodzonym od Niemców, mimo że pociski
spadały na głowę, panowała niepowtarzalna atmosfera jakiejś euforii. Wisiały
polskie flagi, działały różne polskie organizacje, kolportowano prasę
powstańczą. Niestety ten nastrój euforii pomału gasł, w miarę jak na podwórku
przybywało mogił, a domy zamieniały się w sterty gruzów.
Po powstaniu dowiedziałem się, że z atakującego Szucha dywizjonu Jeleń
(przedwojenni Ułani Lubelscy) na 98 żołnierzy ocalało siedmiu. Przed
wycofaniem się w nocy na Mokotów, zrobili jeszcze zasadzkę na Niemców
wchodzących do domu Flory 5, zabijając kilku. 

W efekcie Niemcy rozstrzelali natychmiast wszystkich mieszkańców Flory 9 i Flory 5, 
w tym moich 9-letnichkolegów ze szkoły. Dobili bagnetami wszystkich rannych i zastrzelili pozostałe z
nimi sanitariuszki. Myśmy ocaleli przez przypadek. Już po wojnie dowiedziałem
się, że w dniach 5-6 sierpnia Niemcy przebijali się przez Wolę, torując sobie
przejście do mostu Kierbedzia i mordując masowo mieszkańców (5 sierpnia
rozstrzelali 38 tysięcy ludzi). 5-go sierpnia dowództwo przejął generał SS Bach-
Zelewski który zauważył, że masowe rozstrzeliwania połączone z rabunkami
odrywają żołnierzy od walki i powodują nadmierne zużycie amunicji. Rozkazał
więc rozstrzeliwać tylko mężczyzn i młodzież męska od lat 14. 

Nas wygarnęli z domu 5 sierpnia, gdy obowiązywał już nowy rozkaz.

Okazało się też, że rejon Szucha, gdzie stacjonowało około 1500 uzbrojonych
po zęby Niemców, atakowało z różnych stron około 500 powstańców,
uzbrojonych głównie w rewolwery i granaty własnej produkcji. Około stu
żołnierzy Dywizjonu Jeleń, atakujących od Bagateli, za uzbrojenie miało
kilkanaście własnych rewolwerów, kilkanaście granatów zaczepnych, dwa
granaty obronne angielskie, jeden sten z magazynkiem i 200 sztuk amunicji bez
urządzenia do ładowania magazynków.

Zginęło ponad 400 powstańców, w tym cała kompania, której udało się
zdobyć Kasyno Oficerskie. Na Polu Mokotowskim zginęła Krystyna Krahelska
(kompozytorka pieśni powstańczych). Z ulic Bagatela, Flory, Chocimska,
Marszałkowska, Oleandrów, Litewska – Niemcy wygarnęli i rozstrzelali w
ogródku jordanowskim na Bagateli, koło apteki na Oleandrów i w ruinach GISZu
ok. 3000 mieszkańców. 

Taka była cena tej fanfaronady.

To tyle wspomnień i ujawnionych potem faktów.

I potem przez lata gnębiło mnie pytanie, jak można było dopuścić do takiego
szaleństwa? Jaka była tego przyczyna i kto za to jest odpowiedzialny?

 

Autor: Jan Sidorowicz

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne - bez utworów zależnych