━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
-To było dawno i nie prawda - odpowiedziałem z rozbawieniem. - Z chęcią się zrewanżuję, dziadku. - lekko tyrpnąłem chłopaka barkiem szybko jednak wracając do poprzedniego tematu, który musi zostać zamknięty. I to jak najszybciej. Najlepiej dzisiaj. . Nastała chwila ciszy, w której oboje staraliśmy się zebrać myśli. Ja zastanawiałem się, czy przyjmie propozycję. On pewnie też o tym myślał, bo w końcu pokiwał głową i przystał na propozycję. Kamień spadł mi z serca. Miałem odpowiedzieć, ale coś mi nie pasowało. Milczałem jeszcze przez chwilę. - Nie teraz - powiedziałem, a po chwili powiedziałem nieco ciszej. - Twoje ściany mają uszy. - spojrzałem na chłopaka, który lustrował mnie spojrzeniem, a po dosłownie sekundzie zza drzwi dobiegło nas skrzypienie podłogi wycofującej się dziewczyny. Spojrzałem na niego wymownie.
Po chwili było słychać już normalne kroki, następnie ciche pukanie, aż w końcu drzwi się uchyliła i nieśmiało wyjrzała z nich ciemnowłosa dziewczyna. - Co się stało Alex? - spytałem wyprzedzając tym samym Nathaniela. - Haniel miał mnie zawieść do przyjaciółki. Zostaję u nich na dwa dni. - powiedziała ze szczęśliwym uśmiechem. Spojrzałem na Nate'a, który nie za bardzo rwał się do tego. - Wyręczę cie. - posłałem mu uśmiech i wstałem. - Zbieraj się młoda. - poczekałem aż wybiegnie prawie podskakując z radości i ponownie zwróciłem się cicho do chłopaka. - Przygotuj się tak jak zwykle. Resztę ci załatwię, albo weźmiemy od reszty. I obudź się, popatrz jaki piękny dzień. Nie można go zmarnować. - uśmiechnąłem się mówiąc ostatnie dwa zdania normalnie.
Ubrałem buty i kurtkę po czym wziąłem dużą torbę z rzeczami dziewczyny. - Widzimy się za godzinę. - pożegnałem go skinieniem głowy i wyszedłem z jego siostrą. Trochę zaokrągliłem tę godzinę i to dość sporo, bo ostatecznie okazało się, że rodzina u której będzie przez najbliższe dwa dni spędzać czas mieszka całkiem niedaleko mnie. Wspaniale...- Co będziecie robić? - ciszę przerwał zainteresowany głos dziewczynki. - Nic takiego, pewnie trochę poćwiczymy, pójdziemy na miasto. Wypijemy coś. Spokojnie będziemy grzeczni - zaśmiałem się cicho, nietrzeźwi ale grzeczni. Porównanie niczym Goliata do Dawida. Ale coś w końcu powiedzieć musiałem. - Aha, a o co prosiłeś Haniela? - kolejne dosadne pytanie, ale to znaczy, że nie słyszała wszystkiego. - Mam mały problem w pracy, poprosiłem go o pomoc. - jak ja się ciesze, że dość dosadne mijanie się z prawdą wychodzi mi niczym mówienie prawdy. - A jaką masz pracę? - jak ja się ciesze, że zaraz będziemy na miejscu. - Zajmuję się zapewnieniem pracy policjantom. - spojrzała na mnie z śmiechem - Dajesz im zadania? - zatrzymaliśmy się przed domem i wręczyłem jej torbę. - Mniej więcej. A teraz już leć. Przyjaciółka już pewnie czeka. - skinąłem głową do rodziców dziewczyny. - Bądź grzeczna, któryś z nas po ciebie jutro wieczorem przyjdzie. - przytuliłem ją i poczekałem, aż zniknie za drzwiami budynku.
Szybko znalazłem się w swoim domu, jeszcze szybciej w pomieszczeniu, gdzie trzymam większość swojej kolekcji różnego rodzaju broni. Wyciągnąłem pojemną czarną torbę i położyłem ją na stół. Po kolei sprawdzałem i chowałem w niej dwa karabiny, kilka pistoletów, kilka sztuk broni białej i pełno potrzebnych magazynków. Tak w razie czego. Wychodząc, wziąłem snajperkę. Przeszedłem do, na szczęście połączonego, garażu i schowałem wszystko do bagażnika. Po czym wsiadłem i od razu pojechałem pod dom przyjaciela, łącząc się jeszcze z szefem całej akcji, moim ojcem, rzuciłem o mikrofonu szybkie "wchodzimy" i rozłączyłem się. Zaparkowałem kilka przecznic obok domu Nate'a i przeszedłem do niego na piechotę. Po chwili byłem na miejscu. Wszedłem do domu i zastałem chłopaka gotowego do wyjścia. - Gotowy? - zapytałem. Niby do akcji zostało kilkanaście godzin, warto się przed nią jeszcze przygotować, a z perspektywy mojego przyjaciela - podszkolić w strzelaniu.