JustPaste.it

Nathaniel niespiesznie jadł swój posiłek. Nawet nie wiedział, że tak zgłodniał. Obserwował Rocky;ego co jakiś czas. Znał go już na tyle, że wiedział kiedy nie przesypiał nocy - wolał nie wiedzieć z jakiś dziwnych powodów - kiedy był wściekły bądź znudzony. I najważniejsze, kiedy upierał się na coś i nie zamierzał odpuścić. Najczęściej to pakowało ich w kłopoty, po których jeden nie odzywał się do drugiego, ale i tak w końcu się godzili. Taki urok ich przyjaźni. Zwykle godziła ich Alexandra, która zmyślała jakąś plotkę, byleby przyjaciele znów zaczęli ze sobą gadać. 

Odstawił puste pojemniki po jedzeniu na szafkę nocną, która i tak już wyglądała jak małe cmentarzysko pustych puszek i papierków po jakiś batonikach. Hej, każdy ma jakieś uzależnienie, a Nate uwielbiał słodycze. Na szczęście po nim tego nie widać. Przejechał dłonią po włosach, nie lubił rozmawiać o matce, nie kiedy młoda była w domu. Te dziecko miało niebywałą tendencję do podsłuchiwania  rozmów brata.  Miał nadzieję, że to co mówił Rocky będzie prawdą, że dziewczyna wybaczy i zrozumie, że ją okłamywał. Musiał to zrobić dla jej dobra.  Zaśmiał się.

- Z tego co pamietam, ostatnio powaliłem Cię na łopatki. - odparł z lekkim rozbawieniem.

Mimo iż treningi były pracochłonne i męczące, bardzo mu się przydały przez te lata. Stał się batrdziej pewny siebie, no i w końcu nikt go juz nie zaczepiał przez to jaki jest. Miał spokój. Po męczącej pracy i siedzeniu w szpitalu z matką, czasem z utęsknieniem czekał na ich wspólne treningi. Mógł się wyżyć na worku treningowym bądź podczas krótkich sparingów z Montrose.

Zmarszczył brwi, słysząc kolejne słowa padające z ust Rocky'ego. Miał niemiłe wrażenie, że ten znów zacznie o tym samym i zbytnio się Nate nie mylił. Już kilka razy wspomniał mu o tej robocie, i sam Fitzroy  zaczął się na prawdę zastanawiać nad przyjęciem propozycji.  Sporo kasy, której tak bardzo teraz potrzebował.  Słuchał Rocky'ego rozważajac każde za i przeciw. Trzymiesięczny zarobek, pewnie nawet i większy, biorąc pod uwagę jego skromną wypłatę.  Jednak akcja, przecież nie musi dołączyć do gangu, tego nikt nie oczekuje. Wiedział też, że i sam Montrose nie odpuści. Chciał mu pomóc i za cholerę nie odpuści.  Przejechał dłonią po karku, czując, że ta propozycja jest coraz bardziej kusząca. Spojrzał w stronę drzwi, słysząc jak Alex sprząta bałagan, któy przed chwilą zrobiła. Znów rozbiła talerz? Ta dziewczyna go wykończy.  Westchnął ciężko.

- Dobra, wchodzę. - powiedział po chwili milczenia -  Więc, co dokładniej miałby zrobić? - zapytał patrząc na przyjaciela.