━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
-Cóż..to jest bardzo prawdopodobne - zaśmiałem się w duchu, bo chłopak miał stuprocentową rację jeśli chodzi o moje spanie. W końcu nie narzekam na brak zajęć, a złapać mnie można dosłownie o każdej porze dnia i nocy. Po tylu latach tak się przyzwyczaiłem, że przestałem zwracać na to większą uwagę, a zaczęli to robić wszyscy dookoła. Głównie Nate, na drugim miejscu - jego siostra. Moi rodzice mieli i w sumie ciągle mają na to zupełnie wywalone. Nie jestem nawet pewien, czy jeszcze w ogóle pamiętają, że też jestem częścią tej ich pieprzonej rodziny. Chociaż...byłoby lepiej dla nas wszystkich, żeby o mnie zapomnieli.
-Wiem - wziąłem do ust kolejną porcję zieleniny. - Ale wiedziałem, że skoro mnie już o to poprosiłeś, nie jesteś wstanie zadbać też o siebie. - wzruszyłem ramionami. Między mną a Nathanielem jest bardzo, ale to na prawdę bardzo dziwna wieź. Potrafimy się strasznie pokłócić, o byle pierdołę, taki szczegół, że nie zauważyłaby tego, żadna przeciętna osoba. Przez to często się do siebie nie odzywamy, unikamy, ale jeśli tylko dojdzie nas chociażby plotka, niepewna informacja, że ten drugi ma kłopoty rzucamy wszystko i biegniemy wyciągnąć go z kłopotów. Zresztą, było to u nas na porządku dziennym. A nawet taka błahostka jaką jest przyniesienie śniadania też się do tego powoli zalicza.
Skierowałem spojrzenie za przyjacielem, które utknęło w drzwiach, a chwila ciszy, która właśnie nastała była przerywana jedynie pojedynczymi siorbnięciami i uderzeniami widelca. Dziewczyna jest w kuchni. Znów skierowałem spojrzenie na chłopaka. Zaczął mówić znacznie ciszej. Jest bardzo troskliwy, nie ważne kim dla niego jesteś, rodziną, przyjacielem...Rozumiem go, że nie chce mówić o stanie matki przy siostrze, która jest jedyną jej rodziną. Jeszcze nie, ale w końcu tak będzie. Pokiwałem głową. Nie byłem pewny co w tym momencie czuje, trudno było mi to nawet wywnioskować. Kiedy mówi o matce jest mieszaniną różnych uczuć. - Hmm...- zwiesiłem wzrok gdzieś w dali - Dobrze zrobiłeś...-powiedziałem w końcu - Pewnie ci za to nie podziękuje, ale przynajmniej robisz to co uważasz za słuszne. - Znów nastała chwila milczenia.
- Królik nie królik.. i może nie wyspany, ale jeszcze ci może dokopać. - zaśmiałem się cicho i wyrzuciłem puste pudełko do kosza na śmieci, który stał obok drzwi. Wyjrzałem przez nie i rozglądnąłem. Alex była jeszcze w kuchni i pewnie kończyła śniadanie, ale dla bezpieczeństwa zamknąłem drzwi. W miarę cicho, żeby nie usłyszała. Odwróciłem się do chłopaka. - Nie mogę dłużej już czekać. - powiedziałem cicho lekko kręcąc na boki głową. Westchnąłem cicho i ponownie usiadłem obok przyjaciela. - Słuchaj...Wiem, że masz rodzinę na utrzymaniu, robotę. - Zacząłem. - To jest jedna robota. I jesteś ustawiony przynajmniej na trzy miesiące. Zdążysz wszystko zapłacić, starczy na leki, nowe rzeczy dla ciebie i Alex. - spojrzałem na drzwi słysząc cichy trzask, coś pewnie spadło. - Zdaję sobie sprawę, że nie powinienem cie o to prosić, ale chce ci pomóc. A nie wiem jak skoro wolisz na wszystko zarobić sam. Teraz ci to umożliwię. - przerwałem na chwilę, ale widząc jak zaczyna mieć niepewne spojrzenie dodałem szybko. - Jedno zadanie, tylko o tyle proszę. - Wiedział o tym. Tak samo, że jeśli będzie czegoś potrzebował, może w to wejść. Nie jestem jedynie pewien ile będę w stanie go kryć przed ojcem...Tyle ile będzie trzeba, pomyślałem.
Patrzyłem na chłopaka, który w milczeniu najwyraźniej rozważał wszystkie za i przeciw, zastanawia się nad propozycją, którą złożyłem mu niecały miesiąc temu. To jest łatwa robota, akcja powtarza się co miesiąc, a właśnie zbliża się odpowiedni termin. Zadanie nie jest trudne. Wystarczy przypilnować pewną przesyłkę - a tak przynajmniej będzie tym razem. Bardzo ważną, związaną z zagraniczną mafią. Podobno to jakieś plany, albo coś w tym rodzaju. Niestety nie wiem, to ściśle tajne. Jedynie świadomi zawartości przesyłki, jest mój ojciec i głowa mafii. - Wchodzisz w to? - może zlecenie jest łatwe do wykonania, ale też jest bardzo duże ryzyko w jego wykonaniu. Nie jestem pewny, czy będzie w stanie podjąć, aż tak duże ryzyko na swoje barki mając już na nich matkę i siostrę.