
Nie podobała mu się myśl, że musiał prosić kogoś o pomoc. Nawet Rocky'ego, jednak dziś musiał to zrobić. Oczywiście będzie miał zamiar mu oddać kasę za chińszczyznę dla Alex, ale znając życie, Rocky jej nie będzie chciał. Zawsze Montrose odmawiał przyjęcia pieniędzy, zaś Fitzroy dziwnie się czuł, gdy przyjaciel kupował dla niego cokolwiek. Taka była ich specyfika przyjaźni. Na prawdę był wdzieczny, ze ma takiego kumpla, szczególnie teraz, gdy życie dawało mu po dupie z podwójną, ba!, z potrójną siłą. Szkoła się skończyła, powinien iść na studia, chciał tego, ale nie mógł zostawić chorej matki samej w domu z jego młodszą siostrą. Podjął się więc pracy, czasem nawet dwóch by mieć na wszystko co potrzebne. Mógł poprosić o pożyczenie kasy Rocky'ego, ale to było zbyt dużo dla niego. Nie potrafił prosić o pomoc.
Leżał rozłożony na łóżku z kołdrą zakrywajacą jedną nogę, reszta pościeli leżała na podłodze. W poduszce miał ukrytą połowę twarzy, zaś jednym okiem zerkał w stronę drzwi. Słyszał jak po domu chodzi marudząca Alexandra. Była o siedem lat młodsza od Nathaniela i o dziwo od razu polubiła jego przyjaciela. Uśmiechnął się zmęczony pod nosem, słysząc jak rozmawia sama ze sobą. W domu byli tylko oni, kilka dni temu bowiem matka rodzeństwa Fitzroy po raz kolejny trafiła do szpitala. Rokowania nie były najlepsze, ale chłopak nic nie mówił o tym siostrze, nie chciał jej straszyć. Był w szpitalu jak wracał z nocnej zmiany , obiecał matce, że później przyprowadzić Alex. Czuł jednak, że nie będzie w stanie podnieść się z łóżka. Była sobota, dzień zapowiadał się pracowity. Najpierw trening z Rockym, potem miał zawieść Alex do jej znajomych u których miała spędzić weekend, potem teoretycznie miał mieć wolne - nigdy nie był pewny kiedy zadzwonią po niego do pracy czy do szpitala. Musiał w końcu też ogarnąć tę ruderę, którą zwał domem. Wszystko się sypało jak domek z kart.
Miał jeszcze conajmniej pół godziny zanim wpadnie do niego przyjaciel. Uprzedził siostrę, by nie ważyła się dotykać czegokolwiek w kuchni. Talentu kulinarnego to dziecko niestety nie posiadało, a on nie miał zamiaru po raz kolejny wydawać pieniędzy na nowe naczynia, bo Alex spali coś gdy będzie chciała usmażyć jajka. Przytulił twarz do poduszki i zamknął oczy, chwilowo rozkoszując się ostatnimi chwilami błogiego spokoju. Udało mu się nawet nieco przysnąć, gdy z półsnu wybudził go dźwięk dzwonka. Nie otwierał nawet oczu, wiedząc kto to. Po za tym ten pisk radości jego siostry mówił wszystko. Ta dziewczyna wyjątkowo uwielbiała młodego Montrose.
W pokoju Nathaniela jak zawsze panował lekki chaos. Poduszki i kołdra leżały na podłodze, przykrywając jedynie prawą nogę chłopaka. On sam leżał na brzuchu z twarzą częściowo ukrytą w poduszce. Zasłonięte okno odgradzało go od światła dnia codziennego. Kubki po kawie, puszki po napojach energetycznych piętrzyły się na biurku obok stosu papierów i książek. To było jedyne pomieszczenie w domu - po za pokojem młodej - gdzie panował chaos. Reszta domu była uporządkowana. Słysząc głos przyjaciela, miał ochotę prychnąć. Do nozdrzy chłopaka doleciał przyjemny zapach jedzenia.
- Na pewno sypiam lepiej niż Ty - odpowiedział, niechętnie zerkając na przyjaciela, gdy ten odsłonił okno.
Zmusił się do wstania. Usiadł na łóżku, przejeżdżając dłonią po twarzy by się dobudzić. Zdecydowanie potrzebował mocnej kawy i co najmniej pół dnia snu by się ogarnąć do życia. Wziął jednak jedzenie, które przyniósł mu Rocky. Spojrzał na niego, kręcąc głową.
- Miałeś przynieść cos dla młodej, nie dla mnie - rzucił, ale i tak zaczął jeść. Słysząc o matce, spojrzał na przyjaciela, potem zerknął w stronę drzwi, upewniając się, że A siedzi daleko od jego pokoju.
- Byłem u niej dziś rano, jak wracałem z nocki. Jest nieco lepiej, ale nie ma szans, by wyszła ze szpitala w tym tygodniu. Lekarz uprzedził by szykować się na najgorsze, nie mówiłem o tym młodej, nie chcę by się martwiła. - przejechał dłonią po włosach i spojrzał na przyjaciela z bladym uśmiechem.
Przewrócił oczami, widząc, że ten znów je sałatkę.
- Stary, zamieniasz się w królika, wiesz? - zapytał z lekkim rozbawieniem - Oczywiście, że jestem lepszy, w końcu żywię się czymś lepszym niż zielenina, która wygląda jakbyś ukradł ją komuś z ogródka. - mogło to się wydawać wrednym komentowaniem, ale kąśliwe uwagi, były czymś normalnym w ich relacji.