W oczekiwaniu na pełnoletność.

  Spojrzałem na ekran swojego smartfona. Jeszcze sto dni, pomyślałem. Czy  to przypadkiem nie zakrawa na obsesję? Specjalnie zainstalowałem widżet, który na bieżąco informuje mnie ile jeszcze muszę wyczekiwać do tej magicznej daty.    
   To w zasadzie mogłoby być całkiem zgodne z prawdą, bo przecież ów obsesja jest uzasadniona. W moim przypadku przeżycie osiemnastu lat oznacza początek życia na własny rachunek i uchylenie bramy do tak upragnionej przeze mnie wolności. Patrząc na to z mojego punktu, osiągnięcie pełnoletności ma zupełnie głębszy wydźwięk niż w większości przypadków, jest końcem patrzenia na życie poprzez pryzmat przeszłości i wspomnień. To egzystencjalne apogeum zmian, dobrych zmian. Pewnie teraz się zastanawiasz co chcę przez to powiedzieć, mianowicie to że wracam do swojego dawnego miasta, w którym tkwi pochowany przeze mnie sentyment, i właśnie ten układ liczb w moim wieku sprawia, że ta perspektywa nie jest już marzeniem a czystym realizmem. Gdy pozostał miesiąc przestałem liczyć dni,ta ''chwila'' była już tylko błogostanem i zwiastowała rychłe nadejście tego na co tak długo oczekiwałem. Siedząc wygodnie i czytając powieść Kinga zerknąłem na zegarek który pokazywał 22. Ostatnie dwie godziny i w końcu byłem pełnoletni. Momentalnie poczułem ulgę połączoną z barwnym optymizmem. Tak, to ten dzień! I właśnie w ten dzień zdecydowałem się napisać ten tekst, żeby choć część tych emocji została uwieczniona. Poruszam się po domu tanecznym krokiem, i ciągle myślę jak wiele znaczy dla mnie ta chwila i jak wiele wkrótce zmieni się w moim życiu. Do końca tego wyjątkowego dnia zostało jeszcze niecałe pięć i pół godziny, mam zamiar delektować się nim jak najdroższym winem, do samego końca, a tym tekstem pragnę pokazać że pełnoletność jest bardzo względna, i w życiu jednych nie zmienia praktycznie nic poza otrzymaniem dowodu osobistego, zaś u innych diametralnie zmienia wszystko.

 

 

 

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne - bez utworów zależnych