JustPaste.it

d95d26a1fb7565ed94eb8a4e1591485c.gif

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Westchnąłem widząc jak mój przyjaciel wyskakuje jak poparzony z wanny. Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, jednak nim dźwięk wypadł z moich ust chłopak znalazł się przy muszli. Zacisnąłem usta w wąską linijkę krzyżując dłonie na klace piersiowej. Oparłem się o ścianę niedaleko niego, aby w razie co móc szybko zareagować i przymknąłem na moment powieki żeby zebrać myśli.

- Jeszcze mi za to podziękujesz.- stwierdziłem od razu, po czym poklepałem ciemnowłosego po plecach. Miałem wielką ochotę zjebać go od góry do dołu, jednak widząc w jakim stanie jest odpuściłem sobie swoje moralne kazania.Gdzieś z tyłu było mi go po prostu szkoda, że doprowadził się do takiego stanu i przez to że nie było mnie tak długo nie mogłem wcześniej zareagować. Być może, gdybym pojawił się tu znacznie prędzej do czegoś takiego by nie doszło. Chociaż to, mogłoby się nie wydarzyć. Choroba matki była nie odwracalna więc nawet nie łudziłem się, że to mogłoby pomóc coś w tym przypadku. Podniosłem na niego wzrok gdy się odezwał. Na jego słowa wykręciłem jedynie teatralnie oczami, odpychając się od ściany.

- Do niedawna też tak sądziłem i teraz żałuję, że tak długo nie było mnie w domu. - wypaliłem krzywiąc się znacząco. Aż głupio było mi to przyznać.Sądziłem, że wojsko przyniesie wszystkim więcej korzyści i wynagrodzi jakoś nieobecność ojca dając lepszy dobrobyt rodzeństwu, a przede wszystkim matce, która dzięki temu miała okazję chociaż trochę odpocząć od codziennych problemów i długów których narobiła ta szuja. Teraz mogę jedynie pluć sobie w brodę, że nie korzystałem z możliwości zajrzenia do rodziny na przepustce. 

- Dość sporo rzeczy mnie tu przyciągnęło.- odpowiedziałem z początku wymijająco, bardziej skupiając swoją uwagę na nim. Strasznie wychudł, a w dodatku trząsł się jak galareta.Niewiele myśląc ściągnąłem z siebie skórzaną kurtkę i zarzuciłem mu na ramiona. 

- Twój braciszek ma niezłe wyczucie czasu i dorzucił swoje. - rzuciłem mu dość wymowne spojrzenie.. a przynajmniej się starałem.Mimo to, bardziej było przepełnione troską i ani trochę karcące - jak na złość. 

- Aż tak bardzo nie cieszysz się na mój widok? Wpadłbym dużo wcześniej może wtedy miałbym okazję,żeby skopać Ci tyłek bez wyrzutów sumienia ale..- urwałem nagle z zakłopotaniem rozmasowałem swój kark czując jak mój wzrok wlepia się na moment w czubki moich butów. 

- Margaret nie żyje. Musiałem wszystko załatwić.. no i zająć się rodzeństwem. Może nie mówią głośno ale widzę, że ledwo sobie radzą.Z resztą sam nie radzę sobie lepiej, nie umiem do nich dotrzeć za cholerę.- dodałem, sięgając do kieszeni kurtki którą mu dałem i wyciągnąłem fajki. Musiałem zapalić.Odczekałem jednak chwilę żeby mieć pewność, że Joel może samodzielnie ustać dłużej na nogach, po czym skinieniem głowy zachęciłem go żeby poszedł za mną. W salonie odsunąłem ciężkie zasłony wpuszczając do środka chociaż trochę światła. Usiadłem przy stole i wsunąłem między wargi papierosa którego później odpaliłem. Gdy niebieskooki znalazł się naprzeciwko podsunąłem w jego kierunku paczkę. 

- Ach..prawie zapomniałem. Nie uwierzysz, chyba zostanę ojcem.- wypaliłem nagle, niepewnie podnosząc wzrok w jego kierunku.Widząc minę chłopaka prawie zakrztusiłem się dymem.Darowałem sobie streszczania mu tego, jak i całej reszty z jakich powodów wróciłem.

- Ile to wszystko trwa? - spytałem już nieco oschle, zerkając wprost w jego jasne tęczówki. Musiałem wiedzieć, w jak wielkie bagno wpakował się tym razem, mimo, że jego stan zewnętrzny już wyjątkowo mocno mnie uświadomił.