JustPaste.it

Cʜʏʙᴀ ᴍᴀᴍ ᴊᴜż ᴏʙsᴇsᴊę
ɴᴀ ᴘᴜɴᴋᴄɪᴇ ʙʀᴏɴɪ﹐ ʜᴜᴋᴜ﹐ sᴛʀᴢᴀłᴜ
Cʜᴏć ʙʀᴏɴɪłᴇᴍ sɪę ᴢᴀᴡᴢɪęᴄɪᴇ
ᴘᴏᴅᴄᴢᴀs ᴡɪᴢʏᴛ ᴡ WKU

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Nigdy nie przepadałem za milionerami i miliarderami. W większości okazywali się zwykłymi pustymi osobami z nadmiarami czasu i zdecydowanie za dużym budżetem, z którym już sami nie wiedzą co mają robić. Z mojej perspektywy, chłopaka, który od małego borykał się z brakiem jakichkolwiek środków do życia, takie wyrzucanie pieniędzy na zachcianki było bezsensowne i głupie. I przez bardzo długi czas tak myślałem i tylko ujmowałem pieniędzy ze skromnej kupki, by kupić coś co było niezbędne do życia mi i bratu. Sporo czasu minęło zanim to się zmieniło i nie musiałem zastanawiać się po kilka razy, czy wystarczy mi na to, czy powinienem kupić to, czy może jednak zaczekać. Teraz, kiedy spełnianie własnych zachcianek przychodzi mi łatwiej to zdanie o osobach ze zbyt dużą ilością zer na koncie się nie zmieniło. Cóż, może wychodzi ze mnie hipokryta, ale przynajmniej na swoje zarobiłem ciężką pracą, często strachem, krwią i zbyt wysoką ceną, a nie 'bo tatuś jest bogaty'. Dlatego właśnie tylko przewróciłem oczami dostrzegając w aktach nazwisko jednego z przedstawicieli londyńskiej elity pieniężnej. Ehh, oni naprawdę nie wiedzą co robić z tymi pieniędzmi. Zgarnąłem papiery z biurka i zebrałem się w drogę do bazy. W końcu już długo mnie tam nie było. Całe trzynaście godzin i jakieś dwadzieścia minut, tak na oko licząc. Ziewnąłem wsiadając do auta i tak po części modląc się bym bezpiecznie dojechał na miejsce. Zbyt duże natężenie zleceń niestety robi swoje, a jak na złość zapowiada się ich jeszcze więcej.

Po ponad kwadransie byłem już na miejscu i z niezadowolonym spojrzeniem wlepionym w budynek skierowałem się do jego wejścia. Na dzień dobry oczywiście pojawili się ochroniarze, ale kiedy tylko mnie poznali, bez słowa wpuścili do środka. W bazie, tak zasadniczo, bywam rzadko, chyba, że sytuacja jest na tyle poważna, że nie mam innego wyjścia. W innych przypadkach wszyscy są dostępni na telefon, a w centrali są tylko ci co nie mają innego wyjścia. Miedzy innymi są to najlepsi informatycy, którzy zamiast krwi w żyłach mają już kawę i napoje energetyczne. Wszedłem na odpowiednie piętro i od razu nacisnąłem klamkę do odpowiedniego pokoju. Hmm, dziwne. Drzwi były zamknięte co nie wróżyło dla mnie nic dobrego, szczególnie, że czas tak trochę mnie goni. - Hej, wiesz gdzie jest Charlie? - zapytałem wychudzonego wręcz mężczyzny w okularach i plikiem teczek w ręce, który wychodził z pomieszczenia na przeciwko. - Dostała zadanie od samego lidera, coś ważnego, ale nie wyszła dawno, może jeszcze zdążysz ją złapać na telefon. - podziękowałem skinieniem głowy i zbiegłem po schodach, a następnie na zewnątrz, gdzie znów zająłem miejsce za kierownica, tym razem udając się do domu. Wybrałem numer i na głośniku czekałem, aż odbierze. Odebrała jak zawsze szybko, już po drugim sygnale. - Nie mogę teraz, jadę na zlecenie. - rzuciła wyjątkowo bez przywitania. - Cholera jasna, a kiedy wrócisz? Potrzebuję, żebyś mi kogoś znalazła i do niego zaprowadziła. - skierowałem spojrzenie na wyświetlacz telefonu, jakby to cokolwiek miało dać. - Wracam za dwa tygodnie, wybacz. - przekląłem pod nosem. - To nic. Powodzenia. - rozłączyłem się jak zawsze bez pożegnania. W takim wypadku będę musiał poradzić sobie sam, albo poprosić innego z informatyków, co i tak mi się nie uśmiecha. Zanim jednak dotarłem do domu, Charlie przysłała mi wiadomość: Nie lubię Cię tak zostawiać na lodzie. Tu masz namiary na dobrego hakera. Powodzenia. Samoistnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zawsze wiedziałem, że mogę liczyć na tę kobietę. Bez zbędnego przeciągania, wybrałem podany numer.

»»————- ★ ————-««

Zaufanie do obcych w kryminalnym półświatku jest bardzo często kwestią sporną, ale jeśli nie obdarzymy obcego choć jego odrobiną, czasami daleko nie zajdziemy. Przez bite dwie godziny do czasu spotkania z poleconym hakerem, który z głosu okazał się być przedstawicielka płci pięknej, zastanawiałem się kogo on mi może przypominać. Przeszukiwania mojej pamięci jednak spełzły na niczym, a ja już musiałem zbierać dupę w troki, by zdążyć na czas. Turystyczna część Londynu, w której znajdował się London Bridge, jak zawsze cieszył się tłumem turystów, co z jednej strony było dość pomocne, ale z drugiej, jak zawsze utrudniało życie takim jak ja. Jednak to nie ode mnie zależało miejsce spotkania, więc tylko zaparkowałem samochód na pierwszym wolnym miejscu i spacerem przebyłem resztę drogi. Rozglądałem się uważnie w poszukiwaniu odpowiedniej ławki, ale osoby na niej siedzące, albo nie były kobietą, albie nie miały w ręce wspomnianej książki. W końcu jednak dostrzegłem samotnie siedzącą dziewczynę z książką opartą o dłonie i psem śpiącym u jej nóg. Czyżby to była ona? Przekonajmy się. Stanąłem naprzeciw niej, a kiedy podniosła wzrok, usiadłem obok i ściągnąłem swoje okulary przeciwsłoneczne. Początkowo jej nie poznałem, ale kiedy na jej twarzy zagościł uśmiech i się odezwała, właściwe wspomnienie, jakby samo przyszło. - Lizzie. - odparłem i na mojej twarzy pojawił się drobny uśmiech. - Trzeba było tak się zestarzeć, by przypadkiem się spotkać. W porządku, choć dużo spraw się zmieniło od ostatniego razu. A Mezo jak to Mezo, gdzie się nie pojawi tam sobie nagrabi. - ponownie założyłem okulary, bo słońce było dzisiaj wyjątkowo złośliwe. - U ciebie też się sporo zmieniło, co? Nie pamiętam, żebyś bawiła się w komputery i to na takim poziomie. - dziewczyna pewnie doskonale zdawała sobie sprawę, że nie chcę jej w żaden sposób ubliżyć czy obrazić, szczególnie w kwestii hakerstwa. To było po prostu spostrzeżenie starego przyjaciela, jeśli w ogóle mogliśmy się tak nawzajem nazywać.

- Można tak powiedzieć - zacząłem. - Potrzebuję kogoś odszukać. Straciłem kontakt ze starym znajomym, a wiesz jak jest. - powiedziałem tak trochę wymijająco, ale to tylko na wypadek gdyby ktoś nas podsłuchiwał. Nikt nie musi wiedzieć, że planuję morderstwo. - Normalnie bym cie o to nie prosił, ale mam nikogo dostępnego, kto mógłby to dla mnie zrobić, a słyszałem, że ty jesteś niezła w te klocki. - puściłem jej porozumiewawcze oczko i wstałem wyciągając rękę w jej stronę. - Przejdziemy się? - zaproponowałem z miłym uśmiechem, a kiedy wstała i chwyciła mnie pod ramię udaliśmy się w stronę przeciwną do tej, z której przyszedłem. - Chodzi o Milesa, tego Milesa, więc sprawa jest dość delikatna, sama wiesz. Sam dostałem informację, że aktualnie nie ma go w Londynie, jest na wyjeździe służbowym gdzieś na południu. - kontynuowałem co jakiś czas przerywając i rozglądając się na boki. - Muszę go znaleźć i możliwe, że będę potrzebował pomocy, by się w ogóle do niego zbliżyć. Mój informatyk jest zajęty, a mnie goni czas, więc muszę poprosić ciebie. Pieniądze nie grają roli, to zadanie priorytetowe. - zatrzymałem się i spojrzałem w oczy dziewczyny. - Wchodzisz w to? 

 

2b1069092155bc930d3655d4c20c2f2b.jpg93101cab7f862f3cc41a2ed50602b522.jpg9cb47f40696b1e38dec91bc58f5438cc.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━