Umieralnie w Chinach - horror za zamkniętymi drzwiami

"Ludzie są gorsi od najokrutniejszych zwierząt". / Baltazar Gracián /

 

Rzeczywistość Państwa Środka.d6c0a3800571c32e19d834b40c5ed319.jpg

O tym, że chińskie realia przesączone są terrorem i ludzkim cierpieniem nie trzeba chyba nikomu mówić, zwłaszcza w obliczu ostatnich wydarzeń. Nikt nie wątpi także w to, że jest to jedna z niewielu cywilizacji, które tak bardzo wzbogaciły dzisiejszy świat. Nie można zapominać o dokonaniach ludzi mieszkających za Chińskim Murem, bo przecież także na ich mądrości budowaliśmy świetność dzisiejszego świata. Wiemy także, że Państwo Środka bywa bardzo rygorystyczne w wielu aspektach, zwłaszcza dotyczących normalnych, zwykłych ludzi. Jest to państwo, które trzyma w garści każdego człowieka. Kraj całkowicie socjalistyczny, gdzie prym wiedzie jedna partia – Komunistyczna Partia Chin, która swoją politykę opiera m.in. na marksizmie-leninizmie i maoizmie.

Katastrofa demograficzna.

Głównym problemem, z którym borykały się (i borykają nadal) Chiny jest demografia. Władze Chińskie wprowadziły „złoty środek”, który miał spowodować zmniejszanie się przeludnienia. Wielkie billboardy na ulicach Pekinu krzyczały: Control Population improve the quality of life! (kontrolowana populacja polepszy jakość życia). Polityka jednego dziecka. Zasada mówiła, że rodzinie wolno mieć tylko jednego potomka (na wsi zezwalano na dwójkę) – chyba, że jako pierwsza urodziła się dziewczynka. Jeśli małżeństwo odważy się mieć drugie dziecko, to będzie musiało płacić bardzo wysoką karę, a „nadprogramowe” dziecko nie będzie miało prawa do nauki, ani leczenia. Ponadto taka rodzina będzie piętnowana, zostaną jej odebrane przywileje, pensja zostanie obcięta. Żeby zmusić ludzi do pozbycia się swojego kolejnego już potomka rząd ucieka się do dramatycznych metod - psychicznego znęcania się, a nawet sterylizacji. Niektóre rodziny w ogóle nie mogą mieć dzieci, bo jeden z małżonków jest niedorozwinięty, chory psychicznie, lub ma jakąś poważniejszą chorobę (także cukrzycę).

Jest też inny aspekt tej polityki. Jest to zachwianie równowagi płciowej – ponieważ dziewczynki w społeczeństwie chińskim są lekko mówiąc... niechciane. Wręcz są nieproszone. Bardzo często się zdarza, że gdy przyszli rodzice dowiedzą się, że mamusia urodzi córeczkę – decydują się na aborcję, bo przecież z dziewczynki nie ma żadnego pożytku. W Państwie Środka aborcja jest legalna oraz praktykowana na szeroką skalę i często kończy się przymusową sterylizacją. Ostatnio rząd uzmysłowił sobie, jakie skutki niesie uśmiercanie dziewczynek (szacuje się, że w 2020 roku na 100 Chinek będzie przypadać 117 Chińczyków, podczas gdy światowa norma to 100 na 104) i w 2001 roku zakazał informowania rodziców o płci dziecka przed jego narodzeniem. Prawda jest taka, że przecież jak tak dalej pójdzie, to wkrótce w Chinach zabraknie rąk do pracy, a społeczeństwo gwałtownie się zestarzeje.

Po co nam córka?

Jak już wspominałam chłopcy są bardziej pożądanymi członkami rodziny – łatwo się domyślić z jakich powodów. Pomagają w ciężkich pracach i zostają w domu pracując na rodziców, zabezpieczając ich na starość. Córka natomiast w momencie zamążpójścia znika z domu i nie ma z niej żadnego pożytku, a tylko strata, że przez tyle lat ją karmiono i uczono, a nic z tego teraz się nie ma. Niechciane są również dzieci z jakimkolwiek stopniem niedorozwoju, lub po prostu dzieci chore. W Chinach wymyślono wiele technik, aby tych niechcianych gości się pozbywać. Są pozostawiane na ulicy, topione, oddawane na wątpliwe i nieludzkie eksperymenty medyczne. Kobietom, które miały urodzić kolejne, niechciane dziecko, w brzuch wstrzykuje się substancję, która w niedługim czasie wywołuje poród martwego dziecka. „Pomocą” takim matkom służą tzw. autobusy aborcyjne, które jeżdżą po wioskach i pomagają w rozwiązaniu problemu.

d95b7d3608e170d9c98967e4611e7595.jpgTe wszystkie opisane wcześniej przeze mnie sprawy wpływają na jedną – która jest nie mniej tragiczna, jak topienie z premedytacją własnego dziecka w rzece. Chińskie sierocińce nazywane umieralniami. To fakt, mimo że władze Chińskie udają, że ich nie widzą. Niestety jest tak, że rząd przyzwala na takie traktowanie dzieci, tak jak na aborcję tylu dzieci, bo jest to im po prostu na rękę. Kontrolowana populacja, to kontrolowana populacja. Jednak wszyscy się wypierają i zaprzeczają istnieniu umieralni dla chińskich dzieci. Bardzo trudno je znaleźć. Kiedy mowa o sierocińcach wskazują te nieliczne – idealne - placówki na pokaz. A tutaj jednak horror dzieje się za zamkniętymi drzwiami, w tajemniczych, wielkich molochach, za rzekami, w miejscach, gdzie nie dociera ludzki wzrok. Najwięcej w takich sierocińcach (chociaż nie wiem czy można je tak nazywać) jest rzecz jasna dziewczynek, ale też upośledzonych chłopców. Zdrowi chłopcy nigdy się tam nie znajdują. Podobno dzieci mają stamtąd dwie drogi ucieczki: adopcję (choć to czysta fikcja, bo mało kto wie o istnieniu tych sierocińców, a jeśli ktoś decyduje się na adopcje, to dziecko bierze z tych „idealnych” domów dziecka) oraz śmierć. Dlatego te miejsca gdzie przebywają niechciane dzieci nazywa się umieralniami. Bardzo interesujący dokument o tej sprawie zrobiła brytyjska telewizja Channel 4 „The dying rooms”. To co umieścili oni na taśmie przechodzi ludzkie pojęcie o tym jak można traktować dzieci. Warto obejrzeć, ale ostrzegam – film pełen jest dobitnych, przemawiających, makabrycznych obrazów.

Za zamkniętymi drzwiami.0ce34ab4538094dca25ce7362dadf702.jpg

W chińskich sierocińcach nie można zobaczyć żadnych zabawek, ani lalek. Takie miejsca finansuje państwo, jednak są to bardzo mizerne fundusze uniemożliwiające funkcjonowanie placówki. Trudno pobyt dziecka tam nazwać życiem... Jest to czekanie na powolną śmierć. Dzieci nie otrzymują tam niczego, co jest potrzebne do godnej egzystencji. Nie są karmione, myte, nie organizuje się im czasu. Całe dnie spędzają przywiązane do krzeseł, bądź drewnianych ławek. W ubrankach mają specjalnie wycięte otwory przy narządach płciowych, żeby mogły załatwiać potrzeby fizjologiczne do miski podstawionej pod krzesło. I tak spędzają cały dzień. Kiwając się na krzesłach i próbując poluzować linki, którymi są przywiązane. Nie mogą wykonać najmniejszego ruchu nogami, ani rękami – pozostaje im kręcenie główkami i patrzenie na horror, który je otacza. To takie praktyczne... przynajmniej obsługa nie musi za nimi gonić.

Nie są karmione, wiele z nich umiera z głodu. Mogą zapomnieć o opiece medycznej, to nic, że ich części ciała zżera grzybica, czy gangrena. Tam nikt się tym nie przejmuje. Dogorywają i czekają w kolejce na swoją śmierć. Niedożywione, brudne płaczą całymi dniami i błagają o zainteresowanie. Większość z nich cierpi na chorobę sierocą, w skutek której bujają się w różne strony. 

d186792b3a7ac975a92c364bc2060b84.jpgDzieciaczki myte są niemal wrzącą wodą, bo ona najlepiej niszczy zarazki. To nic, że dziecko krzyczy i ma poparzoną skórę... Niemowlęta są traktowane jak worek ziemniaków. Przerzuca się je jak śmieci i szarpie nimi, jakby nie były istotami żywymi. Ich cały dzień polega na leżeniu na materacu. Są skrępowane pieluszkami i całe związane. Są także zabezpieczone plastikowym materiałem, żeby mocząc się nie ubrudziły prześcieradła. Wszystkie cierpią na awitaminozę, jest to niemożliwe, żeby rozwijały się normalnie. W sierocińcach znajdują się specjalne pokoje dla dogorywających dzieci, które są tam zostawiane, w ciemności, bez pożywienia – tylko po to, żeby zginęły. Niektóre już nie mają siły płakać. Inne są pozostawione same sobie, przykryte grubą pierzyną i kocem, aby nie było słychać ich płaczu, a może, żeby się udusiły? Jeszcze inne kiwają się w ławkach i na krzesełkach powiązane razem sznurkami.

To przerażające, że istoty, które nie zasłużyły sobie na takie traktowanie są uważane za śmieci. Wyrzucane, przerzucane, przepychane. Nikomu niepotrzebne i odrzucone, które w ciągu całego swojego życia nie doświadczyły czułości, ani miłości. Nie mają żadnego wyboru. Nie wiedzą, czy będą zmuszone żebrać na ulicy, czy trafić do sierocińca. I to do jakiego...? Czy tego „państwowego”, czy tego ukrytego w ciemnych zakamarkach kraju? I czy jest nikła szansa na adopcję?

Nie są niczego świadome. Ich jedyny świat jaki znają to ten, który widzą, ten w którym gasną. Ten, który jest nieludzki w każdym tego słowa znaczeniu.

 

Zdjęcia wzięłam z tej strony, gdzie można znaleźć równieź fragment transkryptu z dokumentu.