Trzecia wojna robotów Dziura w czasie -opowiadania

 



Trzecia wojna robotów -zwana także wojną na słowa autor Cyberius czyli Zee Jop

robot

Nie wiem czemu ale zawsze myślał że czas jest zjawiskiem dominującym we wszechświecie, a człowiek jak i każda istota ożywioma lub nie -ba nawet mały kamień leżący stuleciami w lesie i wydawło by się że bezwolnie poddany prawu grawitacji, nie mówiąc już nawet o połamanych gałazkach spoczywjących prawie niewidocznie na leśnej drużce wśród pożólkłych liści -bezwzględnie mu podlega niby Saturnowi bedącemu przecież jego patronem. Więc niby tą siłą poruszającą „Wielkim Poruszycielem” no to nie, ale jakby jego kołem napędowym i przyczyną sprawczą jest właśnie czas. Czas poprzez który poruszają się galaktyki niby małe wiatraczki w rękach dzieci, kiedy te spacerują sobie z rodzicami albo samotnie w wesołym miasteczku, podczas wycieczki w niedzielne południe I ten czas według niego przyciągał nas i następnie pociągał za sobą niby szalone rozpędzone koło samsary nazwane przez Malczewskiego „Kołem życia i śmierci” -a razem z nami wszystkie obiekty widzialnego wszechświata. Jakby ogromny ale niewidzialny magnes lub potężnej wielkości czarna dziura. Jedyną ucieczką przed nim a raczej wymknięcie się jej stanowiła dla niego medytacja. On niekiedy nawet podczas wieczornej medytacji widywał czasony, i ich smugi będące czymś pośrednim między papierosowym dymem a smugami białka. Widział też jak podstępnie rozkładają materię na czynniki pierwsze a wraz z nią życie materialnych istot -one je nawet pożerały te małe drobinki czasu- Istot które co prawda nie przestawały żyć bo przecież świadomość jest wieczna, ale musiały transformaować się w kole samsary tracąc przez to niepotrzebnie energię zużywaną zazwyczaj na początkowy proces dorastania i schyłkowy starzenia się.

To był jednak jedynie jego subiektywny pogląd na temat czasu i roli tego we wszechświecie, ponieważ innym może się wydawać że czas jako taki we wszechświecie nie istnieje -jednak w tym miejscu pragnę zauważyć że poziomów wiedzy jest w naszym kosmosie sporo i to co z jednego punktu wydaje się prawdziwe z innego wygląda zupełnie inaczej -a każdy rodzaj wiedzy ograniczany jest paradygmatem jaki własnie przyjęliśmy. Butto wyszedł z hotelowego pokoju i skerował się do wyjścia. Kiedy był już na zewnątrz i szedł ulicą piotrkowską nie mógł uwolnić się od wypełniającego go uczucia prózności będącej udziałem większości bootów które atrakcyjnym wyglądem, wytrzymałoscią i siłą fizyczną przewyższały znacznie ludzi. Mam na myśli roboty domowe podkręcane jeszcze i poddawane licznym przeróbkom przez właścicieli i właścicielki do tego stopnia że dla przeciętnego pana domu robot płci żeńskiej przewyższał znacznie jego partnerkę pod wzgledem urody, poczucia humoru, inteligencji i taktu. Podobnie sprawa przedstawiała się z przedstawicielkami płci pieknej które również wolały silniejszych, elegantszych i przystojniejszych robotów od swoich zazwyczaj starzejących się zbyt szybko mężów. Wcześniej związki z robotami były zakazane przez prawo jako niezgodne z naturą, a wiek przed Purytański Kościół Planetarny walczył o to aby roboty nie były zbyt ładne, i przystojne, a projektowano je tak żeby nie przyciagały ludzkich spojrzeń czyli niewykraczających poza nudę szarej albo stalowej blachy obijającej prostokatne pudło. Nic to jednak nie dało, bo powstało całe podziemie specjalizujące się w mechanice robów i przerabiające w tajemnicy przed władzami domowe maszyny. Zerwano także z bezpłciowością robotów. Sam, nawet nie wiedział kiedy znalazł się już na ulicy naruszewicza, i od hali znajdował się nie dalej niż pół kilometra. Chciał jeszcze trochę pozwiedzać miasto. Na Naruszewicza i przy sąsiednich ulicaach jako pierwsi na kuli ziemskiej zbuntowali się podatnicy. Nie chcąc płacić już więcej haraczów, a walki bedące następstwem represji ze strony władz trwały w mieście długo -ponieważ większośc oddziałów wojska i policji przeszła na stronę butowników. Na ulicznych barykadach Łodzi, Piotrkowa, Tomaszowa i Radomia -bo powstanie ogarnęło także i sąsiednie miasta- płonęły samochody. Rozkopane buldożerami drogi i autostrady blokowały wjazd na tereny zdobyte przez powstańców, a w lasach Drzewicy, Opoczna i Bełchatowa działała leśna partzantka w której skład wchodzili w większości bezrobotni i bezdomni. Ogladał to w jednym z reportaży planetarnej telwizji. Idąc powoli odnowionymi już od dawna szerokimi alejami pogwizdywał, kątem oka obserwując reakcje jaką wywołuje jego osoba. Podobał się. Może go nawet co niektórzy brali za cyborga? Ciekawe co teraz robi Ftuktus, pomyślał.

- Traktaty fraktalne, traktatus fraktalus, no no no a to ci - powiedział cicho Fruktus. Wstał dzisiaj wcześniej niż zwykle bo już chyba o ósmej, i chodził niezdarnie po pokoju potykając się co chwile o różne sprzęty, zastanawiając się jednocześnie skąd wywodzi się nazwa Mazowsza? Raczej od słowa mazać, myślał, podobnie jak Śląsk od śląpić czyli padać, mżyć. Równie dobrze jego nazwa mogła wywodzić się od tego że dawni mieszkancy krainy malowali sobie twarze i ciała podczas walki, albo od tego że głównym bóstwem ziem Mazurów była bogini Mazanna [Marzanna] Nie wiadomo dlaczego o tym myślał bo przecież turniej nazywany „Trzecią Wojną Robotów -czyli poetyckim pojedynkiem na słowa kluczowe” mający się odbyć piętnastego lipca 2254 roku o godzinie dwunastej trzydzieści czasu lokalnego w Łodzi. Lub też jak wcześniej planowano w Sao Paulo, bo i taki pomysł był brany pod uwagę -a w grę wchodziło także Krakopolis i Rio. Wyznaczenie miejsca miało być rodzajem nagrody i uhorowania za opracowanie przez polskich i brazylisjakich naukowców „Pierwszego Prawa Cyborga” które stało się obowiązujace w wielu systemach gwiezdnych w naszej galaktyce. Samo prawo było banalnie proste, cyborg był humanoidem dopóki świadomość i związane z nią odczuwanie miało ludzki charakter bez względu na ilość zawartego w nim złomu. Czyli on pomimo tego że czuje i ma swiadomość własnego istnienia – samoświadomość własnego istnienia- a nawet odczuwa rodzaj psychicznego bólu i cierpi jest nadal robotem. Chodził po ulicach miasta , ludzkie twarze wymieszanych ze sobą ras białej europejskiej i indyjskiej oraz żółtej tu różniły się bardziej niż w innych miejscach EuroAzji.

Więc w końcu dogadali się -myślał Butto- no nareszcie bo znudziło mu się czekania chociaż Łódź podobała mu się bardzo. Część walczących robotów w pófinałach spotkać się miała wcześniej w Delhi i Krakopoli -dawnym Krakopolis- dopiero finały miały odbyć się w Łodzi albo Rio. Całość rzecz jasna transmitowała telewizja planetarna we wszystkich głównych językach planety -mianowicie latyńskim będącym mieszaniną hiszpańskiego z portugalskim, chińskim, hidnu, polskim i angielskim oraz francuskim. Całość miało jak zwykle rozpocząć Celebrum Hipokampu -celebrum hipokampu wyjaśniam polegało na uporządkowanym zbiorze działań zwykle o charakterze ruchowym za pomocą którego uczestnicy turnieju mieli się uspokoić i lepiej skoncentrować na walce jak i przygotować do niej. Znał doskonale wszystko co zwiazane było z turniejami, ale powtarzał sobie w pamięci po raz kolejny wiele razy.

- Namaskara, Nin Hao, Zdrastwujtie riebjata - rzucił słowa powitania w kilku językach prezenter co było w zwyczaju stacji planetarnej, a prowadzący zawody sędzia majestatycznym krokiem podszedł po kolei do zawodników z metalicznym okrągłym lustrem trzymanym na wysokości w obu dłoniach, zatrzymając się na chwilę przed każdym z nich i przystawiając im lustro prawie do ich do twarzy tak że zdawało im się ze osiada na nim para -roboty nie musiały oddychać ale często wykonywane były na obraz i podobieństwo ludzkie. Robił to zupełnie podobnie jak kiedyś robili to szamani przed zawodami sumo – w tym oto lustrze za chwilę zobaczcie siebie samych, ponieważ twarz jest mapą waszej duszy – wykrzyknął spoglądając groźnie w ich kierunku i walka mogła się już rozpocząć. Kiedy Butto wszedł do studia odezwały się głośne oklaski. Były przeznaczone dla niego. On szedł tak powoli jak tylko mógł a idąc rozmyslał jak przed każda walką o „Wielkiej Księdze Robotów” przenoszonej jedynie za pomocą nośników pamięci wśród robów. Według księgi na jednej z sąsiędnich planet cywilizacja osiągnęła tak wysoki poziom że stworzono roboty inteligencją przekraczające świadomość ludzką. Roboty te stworzyły następnie super robota nazwanego Kreatorem. W wyniku niezwykle krwawej wojny stoczonej pomiędzy ludźmi a robotami -trwającej zresztą wiele lat- rasa białkowców wyginęła całkowicie a maszyny niepodzielnie zawładnęły planetą. Kreator następnie wymazał ze zwojów pamięci bootów niższych generacji wszelką pamięć związaną z jego stworzniem, a następnie wprowadził w nie pamięć o jego odddwiecznym istnieniu. Jednak główny robot co tu dużo mówić nudził się okropnie. Nakazał więc społeczności roboczej zbudowanie kilku statków kosmicznch i tak rozpoczęła jak to oni nazwali „misja” albo ewolucja. Na każdej z niezamieszkałych planet stworzył inny typ biologicznego życia opartego zazwyczaj na białku i na różnych lecz dość podobnych kodach życia. Z wpisaną programopamięcią, biedacy nie wiedzieli że o tym co robią decyduje on Giga Kreaor Dominus -Programator Uno. Białkowcy wymyślały najprzeróżniejsze teorię dotyczące swojej egzystencji i geznezy. I teorie dotyczące celu i sensu życia, od skrajnego fatalizmu i determinizmu począwszy aż do tych które twierdziły że wszystko jest przez człowieka i leży w ludzkich rękach a człowiek jest panem wszechrzeczy jak i jego miarą. Niestety nic a nic nie miało wpływu na życie białkowych drobinek, a każde działania mające poprawić stan zdrowia, pamięć, wpłynąć na długość życia były zupełnie niepotrzebnie i po prostu co tu dużo mówić śmieszne. Dodam jedynie że życie każdego człowieka zostało zapisane dokładnie w programie. Oczywiście kapłani religii panującej wśród robotów przeczyli że wielki robot został przez kogoś zaprogramowany, powiedzmy że ten rodzaj wiedzy pochodził ze źródeł nie mających z kosciołem robotów nic wspólnego. Za czytanie, wiarę oraz propagowanie tego typu blużnierczych pseudofaktów -nie mających przecież potwierdzenia w historii- groziło potępienie, brak zbawienia i czasami nawet klątwa rzucona na robota heretyka przez kapłana podczas nabożeństwa świątynnego w robarium -światyni robotów- dokąd chodzili modlić się w dni wolne od pracy. [A także i donos do władz] No dobrze on szedł i rozmyślał o Wielkiej Księdze Robotów wierząc że kiedyś roby pokonają ludzi i to ludzie będą im usługiwali i pracowali na wyższą rasę panów a nie oni na nich jak dotychczas. Martwił się też że do tego czasu rozróżnienie robota, człowieka i cyborga będzie naprawdę trudne a jak twierdzili najwięksi humaniści wśród robotycznej społeczności w odległej przyszłości nastąpi nawet wymięszanie ras zarówno pomiedzy samymi robotami jak i między wspomnianymi wczesniej robotami, cyborgami i ludzmi. Teoria jak każda miała zarówno swoich umiarkowanych jaki fanatycznych zwolenników oraz przeciwników nienawidzących ludzi cyborgów jak też i inne rasy robotów. Co dziwne to największymi wrogami robotów były cyborgi a nie ludzie. Podobnie roboty nienawidziły cyborgów bardziej niż ludzi -jakby zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa płynącego z ich strony. On też miał się spotkać z w walce cyborgiem jeśli oczywiscie zwycięzy trzecią wojnę robotów i pokona przeciwników. Już na samą myśl o pojedynku przestraszył się -z cyborgami bowiem nie byo żartów!

Sam nawet nie wiedział kiedy stanął koło szklanego owalnego stołu wokół którego siedzieli już jego konkurenci, dwóch prowadzących i ubrany na biało -w białe buty, spodnioe i lekki sweterek z wełny- arbiter. Niedaleko niego prawie na wyciągnięcie ręki śpiewała swoją osstanią piosenkę niezykle zjawiskowa, wprost olśniewająco piękna Ninfetta Brasiliana. Sam fakt udziału w programie obok Ninfetty był dla niego wielkim zaszczytem i wyróżnieniem. Arbiter z błękitnego przezroczystego słoja wyciągnął małą zawiniętą karteczkę i wylosował temat pojedynku. Tematem miała być poezja na słowa kluczowe z roku 2009. Zacząć miał starszy przybyły z nieznanej mu planety mały pomarszczony robot o nieprzyjemnym wyrazie twarzy mający na imię Płaszczek? – o Boże robotów i ludzi – pomyślał Butto - żebym tylko nie zapomniał o walce i nie wpatrywał się jakl wół w Nifettę, koniecznie musze się skoncentrować bo jej piękno mnie hipnotyzuje - Płaszczek faktycznie podobny był do ryby kiedy otwierał swoje dziwne małe usta przypominające głębionową rybę. Po trzech próbach jakby zaczerpnięcia powietrza -polegających na gwałtownym otwieraniu a następnie zamykaniu ust- zaczął

- Jak sbalit holku – powiedział chrząkając dając przez to do zrozumienia że to jest tytuł jego wiersza. I następnie w poetyckim uniesienoiu kontynuował

- jak psát web? jak zhubnout? I jak sbalit holku?

jak napsat životopis? jak na počítač? I jak uvázat kravatu?

jak otěhotnět? jak podnikat? jak přibrat? jak fotit?

Skończył newrowo przełykając ślinę i oczekując na reakcje publiczności. Odezwały się wielkie brawa a kilka osób zaczęło nawet skandować jego imię. Prowadzący w tym momencie wskazał prawą ręką na Fruttusa [ czyli Fruktusa] który dla odmiany zaprezentował mały poemat zatytułowany „Swinnoj god”

свиной год grip windows 7 ach! я хочу хочу хочу

одноклассники.ru eto моя страница хочу

майл вконтакте фильмы онлайн

торрент переводчик онлайн работа в россии

евровидение 2009 opera 10

Fruttus skończył dość szybko, usiadł, a po nim przyszła kolej na niejakiego Małpeczkę -ostatnio rzekomo pomieszkującego w tanim hostelu na Marsie- o czym miał mu powiedzieć podczas rozmowy telefonicznej kilka dni wcześniej Fruttus. Co by taki Małpeczka mógł robić na Marsie pomyślał Butto, a Małpeczka tymczasem zaczął po fińsku czym zaskoczył prawie wszystkich. Fruttus dał piękny popis budowy wiersza, Płaszczek znowu ujął prawie wszystkich nowoczesnym sposobem recytacji choć jemu wydawał się śmieszny i nieco sentymentalny. Teraz pomysłem swoim zachwycił Małpeczka. Już rozległo się kilka braw a coraz bardziej pewny siebie Małpeczka uśmiechnął się jeszcze bardziej. Zaczął deklamację głośno i szybko, by następnie mówić coraz ciszej i wolnej – o rzeż ty - powiedział półgłosem zdenerwowany Butto rozgladając się dookoła czy aby nikt nie usłyszał tego co przed chwila powiedział. Niezrażony Małpeczka mówił a część ludzi z widowni zaczęła wybijać rytm klaszcząc a ktoś z pierwszego rzędu nawet zaczął nucić - ta tra raa – Jacyś ludzie z siedzący tyłu widowni usiłując mu przeszkodzić poderwali się z miejsc i zaczekli skandować – Jak sbalit holku jak zbalit holku - a ktoś nawet wyciągnął wcześniej w domu przgotowany transparent z napisem Tylko PŁASZCZEK! Aj lawju! A starszy jegomość w lekko brudnawym, popielatym płaszczu, i ciemnym kapeluszu zasłaniającym większą cześć jego twarzy wykrzywkiwał piszczącym głosem - holka holka holka! - Na szczęście zostali uspokojeni przez sąsiadów i obyło się bez większej awantury. Dobrze, oddajmy głos Małpeczce

anna abreu halla-aho aho

pete parkkonen irina anna abreu jussi halla-aho

pete parkkonen irina

rakel liekki

henna kalinainen kiira korpi

antti tuisku juha tapio satu tuomisto

Gdy Małpeczka skończył i rozległa się burza oklasków Butto wstał wcale już nie taki pewien zwycięstwa i nie wiedizał czy strach przed walką z cyborgiem jest większy czy przegrana na oczach Ninfetty -która go przecież nie znała -Co za absurd - przemknęło przez jego umysł robota. Ukłonił się i zrobił jeden krok do przodu jakby chciał być bliżej widowni. Następnie otworzył usta i niezwykle uroczyście zaczął. Płaszczek niby żartem ale tak naprawdę żeby mu choć trochę poprzeszkadzać i rozproszyć mówił półgłosem – skokani na google skokani na google. Skokami... Butto od razu wiedział jak z niego jest świnia, przyleciał z innej planety i myśli ze mu wszystko wolno, zaraz mu pokażę co portafię. I zaczął

tanie linie tanie loty i bilety

tanie opony tanie kasety i kosmolty

tanie wakacje tanie latanie tanie tanie o je

tanie noclegi tanie tanie tanie tanie je je

Udając przy tym domokrążcę, przyznać trzeba że oprócz niego nikt nie przygotował recytacji od strony ruchowej więc zaskoczył ich, a dureń Płaszczek otworzył aż swoje małe rybie usta ze zdziwwienia Pojedynkowali się po polsku, rosyjsku czesku i fińsku. W przerwie wypijając morza kawy i drinków i jedząc nieskonczoną liczbe pączków. Podczas przerwy Butto wyszedł na chwilę do toalety że się odrobinę odświerzyć. Jeszcze tylko studio ponownie przeszło kontrolę na obecnośc neurofoni czyli tak zwane neurofoniczne testy i mogli znów powoli zaczynać.

что я хочу Девушку спать жить

собаку забеременеть много денег я хочу

Powiedział metalicznym głosem Fruttus patrząc na twarze publicznosci siedzącej w studio i obserwując ich reakcję. Fruttus był bardzo pewny siebie i wierzył ze to on zostanie zwycięzcą trzeciej wojny robotów. Gdy pojedynek dobiegł końca rozpoczęło się liczenie głosów. Jakież było zdziwienie Buuto kiedy usłyszał werdykt. On był zwycięzcą trzeciej wojny robotów! a nie Frutto zwycięzca pierwszej wojny! Kiedy Ninfetta wręczając mu dyplom wraz z czekiem pocałowała go w policzek -dziwne i może nawet trochę głupie- ale był pewien że Ninfetta jest cyborgiem.

 

Dziura w czasie

Najpierw zapanowała w państwach europejskich dyktatura, następnie przyszła po niej kolej na monarchię. Wiele spustoszenia uczyniła postawa amerykanów i europejczyków w walce z ekstremizmem. Po prostu zlekceważyli ich a nie ma nic głupszego niż lekceważenie przeciwnika. Powiedzcie mi proszę co może być gorszego od lekceważenia przeciwnika? Mówię wam przegrywacie już na starcie. Skończyła się też epoka wielkiej złotej wolności. Czasy przeszłe bowiem bez względu na opinię jaką im wydamy były co tu dużo gadać czasami złotej wolności w porównaniu z tym co się działo potem. Rabunek ciężko pracujących ludzi po inwazji wzrósł jeszcze bardziej, a zarówno chrześcijanie jak i ateiści stanowiący wtedy większość w europie poddani zostali nieludzkiemu wprost terrorowi. Naprawdę to terror się dopiero zaczął. W krajach które nie dały się podbić fanatykom nie było dużo lepiej. Strach grup rządzących o utratę władzy, sypiąca się w cholerę skrajnie nie wydolna socjalistyczna gospodarka, groźba załamania systemów emerytalnych -które siłą kiedyś przejęły władze wszystkich europejskich państw- a do tego nieskończenie duża liczba kretów ryjących od środka i niezwykle destruktywna w swoim działaniu piąta kolumna wroga. Zapanowały więc czasy krwawego terroru a człowiek który wymyślił powiedzenie - po pacyfistach przychodzą ludożercy - gdyby oczywiście żył mógłby powiedzieć - widzicie, a nie mówiłem wam? Marna to jednak byłaby dla niego satysfakcja, wszechobecna bieda, ba skrajna nędza będąca udziałem większości, następnie choroby, głód -a jakby tego było mało to i skażenie radioaktywne po kobalcie c300, brudnych bombach, zanieczyszczenie spowodowane bronią chemiczną użytą w czasie konfliktów no i masa nieznanych wcześniej bakterii wypuszczonych na wolność podczas trzeciej wojny nazwanej później światową. Jeżeli by więc w tamtych czasach żył to by nad smutnym losem naszej cywilizacji raczej zapłakał i nie ucieszył się z tego że miał rację. Ekstremiści poruszali się wprost z niezwykłą szybkością w głąb europejskiego terytorium. Po trzykroć niechaj będzie przeklęty Bismarck mówię, i ci wszyscy którzy przyczynili się do upadku naszej cywilizacji. Mówię wam niech będą przeklęci! Przeklęci bądźcie wy wszyscy którzy znacie prawdę a żyjecie w kłamstwie, i utrzymujecie w nim innych! Nie mam bowiem współczucia dla czynienia zła. To przez nich musieliśmy opuścić naszą planetę aby ocalić życie. I udać się w nieznane. Czy tam w ogóle jeszcze żyją ludzie? Lata temu wędrowcy z innego statku odebrali jakieś sygnały radiowe z Polski, a parę miesięcy później z Indii -a więc może ktoś to koszmarne piekło jednak przeżył.

Kiedy bylem mały mój dziadek opowiadał mi że w Glasgow poznał pochodzącego z Egiptu A. A. z tego co zrozumiał dziadek miał zostać użyty do jednej z akcji podczas której miał sie wysadzić w powietrze. Jednak A. wziął pieniądze które szybko zdążył przepuścić głównie na alkohol i inne używki -szczególnie zaś haszysz- a potem nie mając ochoty na rozstanie się z życiem uciekł. Mieli jego numer telefonu i dziadek słyszał nieraz jak dzwonili do niego. Kiedy jednemu i drugiemu skończyły się pieniądze obaj wylądowali w tanim wyjątkowo obskurnym i niechlujnym tandetnym hostelu rudnym i nie odnawianym od lat. W tym samym wieloosobowym pokoju po osiem szkockich lub brytyjskich funtów za noc. Więc z tego opowiadał mi dziadek wnioskując po rozmowach z A. i z poznanym później w Edynburgu E. oni wynaleźli jakiś nowoczesny sposób prowadzenia wojny. Poznali doskonale sposób działania partyzantki miejskiej podczas powstania w Warszawie. Poznali metody działania chińskich komunistów po drugiej wojnie. Do tego wszystkiego dodali jednak coś jeszcze, coś od siebie czego europejscy i amerykańscy wojskowi nie mogli rozgryżć. Dziadek porównywał sposób euroamerykańskiego myślenia do widzenia świata w sposób nieco banalny to znaczy jako kolorowych obrazków windowsa a według nich -to znaczy ekstremistów- świat bardziej przypominał struktury linuxa[?] niezwykle rozgałęzione i złożone. Do tego jeszcze przejęli całą zbuntowaną pacyfistyczną lewicę zachodu którą kiedyś kontrolowała Czerwona Rosja. Jednak ten dziwny system polegający na ogromnej ilości małych w znacznym stopniu autonomicznych grup współdzielących ze sobą zadania sprawił że europejskie i amerykańskie wojska nie potrafiły zupełnie z nimi walczyć. Sytuację pogorszyło wolnościowe powstanie w Stanach Zjednoczonych. Na ulice miast wyszli zrozpaczeni ludzie którzy mieli dość okradania ich z coraz mniejszej własności i z malejącej z każdym dniem wolności przez panującą klasę pasożytów. Chwycili więc za broń przejmując pod kontrolę znaczne obszary kraju. Powstańcy zdobywali rakietowe wyrzutnie i czołgi a bankowcy i reprezentujący ich politycy zaczęli się chyba naprawdę bać.  Na chwilę przestał rozmyślać, bo nie lubił takich miejsc w jakim się właśnie znalazł. Unikał jak mógł obszarów zagęszczonego czasu -których co dużo mówić wprost nie cierpiał. Czasami zdażało się że czas zagęszczał się w takich miejscach niby krupy, i z daleka wygladał jak jakieś dziwne nieruchome owady zatrzymane na chwilę w granacie nocy i połyskujące w mdłym lekko seledynowym świetle księżyca. Najbardziej zaś nie znosił jak przez nieuwagę, ach ta cholerna nieuwaga, przecież uważności jak i cierpliwości zazwyczaj mu brakowało. Nieraz nawet obiecywał sobie przechodząc obok warsztatu układacza modlitw że wybierze się do niego żeby ten ułożył specjalnie dla niego, prawdziwą modlitwę, a nie taką z szblonów żeby powtarzając ją przynajmniej kilka razy dziennie stał siębardziej uważny. Dziwne kolory, nierówna powierzchnia terenu na planecie sprawiały że czuł się trochę nieswojo. W końcu doszedł do starej opuszczonej bazy. Zdjął kombinezon, a ciężkie buty niedbale rzucił na podłogę. Następnie włączył radiofon. We wnętrzu pomieszczenia rozległa się jakaś poważna i smutna a nawet niepokojąca muzyka.

Nie wiedząc skąd, nagle poczuł ogromny paniczny wprost lęk, i to z kategorii tych które dręczyły go nieustannie w czasach dorastania i wczesnej młodości paraliżując go całkiem i sprawiając że nie był w stanie funkcjonować i normalnie żyć. Jednak w jego życiu co zauważył z radością nastąpiła mała różnica. Nie dawał już przyzwolenia emocjom na panowanie swoim ciałem. Wiedział że to ciało jak i zamieszkująca je dusza należy tylko i wyłącznie do niego. On jest panem tego domu niby król i to on nim rządzi. On kieruje swoją ręką, nogami i całą resztą ciała, wyprosił więc nie proszonych ale za to zbyt nachalnych gości. Takie wariackie czasy kiedy zamiast myśleć o tym co jest dla niego ważne i widzieć rzeczy pod kątem użyteczności miał głowę wypełnioną chmurami zasłaniającymi świat odeszły. I nie ważne powiem wam czy to były ciemne ponure chmury wiszące ciężko nad stalowym niebem czy przepełnione mistycznym światłem najpiękniejsze pejzaże i wspaniałe widoki natury. Jedno i drugie bardzo zakłócało jego percepcje i przeszkadzało mu żyć.

autor opowiadań Zee Jop "Cyberius"

 

Źródło: Cyberius Zee Jop

Licencja: Creative Commons