JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Beacon Hills zwykle było postrzegane za niezwykłe miasteczko, głównie przez ilość nadprzyrodzonych istot, które je zamieszkują lub od tak do niego przyjeżdżają. Pewnie to wina Nemetonu i całej tej akcji z Nogitsune, że można spotkać więcej takich istot. Albo młodego, prawdziwego alfy, na którego życie czyha nie jeden. Jednak wbrew pozorom nie pokazują się w mieście jedynie wilkołaki. W tamtej chwili nie wiedziałem kim jest nowa, ciemnowłosa uczennica. Ani ja, ani Scott nie mogliśmy odgadnąć kim jest, a raczej żaden z nas nie kwapił się, by do niej podejść i wyjechać z tekstem w stylu: Cześć, jestem wilkołakiem, a ty? Przyszyta metka wariata murowana. W zasadzie to na prośbę Scott'a zacząłem mieć na oku dziewczynę. Lillith, bo tak ma na imię ciemnowłosa, nie różniła się wiele od normalnej licealistki.

Uczęszczała na większość lekcji, a po nich miała treningi równolegle z drużyną lacrosse. Tyle, że ona należała do cheerleaderek. Obserwowałem ją tak przez kilka dni, a po tym czasie jednogłośnie uznaliśmy, że dziewczyna nie jest jedną z nas. Sprawa została zamknięta, a ja wróciłem do swojego starego trybu dnia. To jednak i tak nie trwało zbyt długo. Względny spokój panujący między członkami stada przerwała wizja Lydii. Kolejna osoba miała dokonać żywota w najbliższym czasie. Wiedzieliśmy kto, ale już nikt ani nic nie pomoże nam jej zlokalizować. Zapowiadały się naprawdę długie dwadzieścia cztery godziny. Jest tego jeden plus. Wiedzieliśmy, że źle oceniliśmy dziewczynę i jednak należy do świata nadprzyrodzonego. 

Zbliżał się już wieczór, a słońce znacznie chyliło się ku zachodowi, więc na zewnątrz robiło się powoli szaro. Oczywiście w lesie i tak było znacznie ciemniej. Przez gęsty las niewiele już mogłem zobaczyć. Robiło się chłodno, a zmęczony umysł zaczął płatać figle. Wysunąłem pazury i wbiłem je sobie w ramię, by się ożywić i zacząć trochę trzeźwiej myśleć. Ruszyłem dalej w głąb lasu nasłuchując i obserwując okolicę wilczymi oczyma. Po pewnym czasie zaczął padać deszcz. Początkowo był krople deszczu ledwie dawały o sobie znać, jednak z biegiem czasu coraz bardziej się nasilały. Nie za bardzo pomagało to w wytropieniu dziewczyny, bo deszcz zmywał całkowicie jej zapach. Nie żebym wcześniej dał radę go wyczuć. Przekląłem w myślach idąc dalej.

W pewnym momencie wysilając słuch słyszałem dalekie odgłosy zaciętej przepychanki. Jedną z osób był wilkołak, albo ktoś z tego gatunku. Ruszyłem biegiem w tamtą stronę, tym razem nie informując o moich zamiarach reszty. Niewiele czasu zajęło mi dotarcie na miejsce. Na dosłownie sekundę zatrzymałem się, by ogarnąć spojrzeniem całą sytuację. Dziewczyna, której w zasadzie szukało całe stado, leżała na ziemi starając się odsunąć, od stojącej nad nią kobietą. Zaryczałem wysuwając kły i rzuciłem się na ową kobietę tym samym ją powalając. Nawiązała się miedzy nami zaciekła walka, bo każde z nas chciało dostać dziewczynę, tylko nie koniecznie do tego samego. Ja chciałem ją ocalić, kobieta zabić. A jak to mówią, ciężko jest oszukać przeznaczenie. W końcu kiedy oboje byliśmy poranieni, w mniejszym czy większym stopniu kobieta przerwała walkę. Konkretniej rzecz ujmując uciekła. Starałem się ją dogonić, ale szybko zniknęła w deszczu i gęsto usianymi pniami drzew. Zawyłem.

Powróciłem do leżącej i zapewne przerażonej dziewczyny, leżącej na mokrej ziemi. Bez słowa podszedłem do niej, ale widząc jej reakcję zastygłem w miejscu. W tym momencie mogłem ją tak zostawić, ale widząc jak mdleje, szybko ją złapałem. Głowa Lillith bezwładnie zwisała i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie coś się zmieni. Westchnąłem tylko i ruszyłem w drogę powrotną ciągle trzymając bezwładne ciało dziewczyny na rękach. Zaniosłem ją do siebie, jak na razie, najbezpieczniejszego i najbliższego miejsca. Położyłem ją na łóżku i szczelnie okryłem kocem, była cała mokra ode deszczu, więc pewnie i wyziębiona, bo noc nie należała do najcieplejszych. W końcu jest końcówka jesieni. Sam nie mniej przemoczony i poharatany wyszedłem po schodach i przebrałem się w coś suchego. Zanim znów znalazłem się piętro niżej dałem znać Scottowi co się stało i gdzie ewentualnie może szukać napastniczki. Nie minęło dziesięć minut kiedy byłem z powrotem przy nieprzytomnej dziewczynie. Westchnąłem cicho i usiadłem na najniższym stopniu schodów i czekałem. Niby co lepszego miałem do roboty.

 

e309a3e64e5ad14c276bb8a2c4f980b3.jpg     4501303d9b0537721564eed86d74ee42.jpg     ea0047cf232443fc5b21d779a9b40b46.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━