TK się nie popisał

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie sporu kompetycyjnego na linii prezydent-premier nie okazał się przełomem, bo nie rozwiązał do końca kłótni pomiędzy tymi dwoma politykami.

 

Stąd wciąż będziemy świadkami przepychanek, poklepywania po plecach. Odejdzie jedynie spór o miejsce w samolocie i udział prezydenta w szczytach UE oraz kto ma reprezentować stanowisko Polski?

Według sędziów TK prezydent jako najwyższy przedstawiciel RP może uczestniczyć w każdym szczycie Unii Europejskiej. Jednak to rząd odpowiada za rząd przygotowanie stanowiska Polski na szczyt, które prezentuje szef rządu.

Z jednej strony dobrze, że taki wyrok zapadł, ponieważ w ten sposób politycy nie będą się kłócić o samolot, także stanowisko obydwu panów, będzie musiało być jednolite, to już coś. Jednak najgorsze dopiero przed nami, ponieważ zarówno prezydent, jak i premier nie darzą się sympatią i są rywalami politycznymi, którzy popierają inne partie. Prezydent, który powinien reprezentować wszystkich Polaków często pokazuje, że najbliższy jest mu brat i jego partia. Ponadto obaj panowie, chcą startować do fotela prezydenta w 2010 roku. Stąd wciąż będziemy świadkami przepychanek i utarczek pomiędzy premierem, a prezydentem. To smutne, ale prawdziwe. 

Jak stwierdza prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista „Orzeczenie sankcjonuje remis. Mamy sytuację patową. Wiedzieliśmy przecież, że prezydent jest wolnym człowiekiem, może jeździć, gdzie chce, i uczestniczyć w obradach, jeśli go wpuszczą. Wiedzieliśmy też, że przewodniczenie delegacji należy do premiera.”

Stąd jasno możemy powiedzieć za prof. Chmajem, że TK „ nie rozstrzygnął sporu kompetencyjnego między ośrodkami władzy, lecz tylko zinterpretował konstytucję.”

Zastanawiam się tylko, co było powodem takiego orzeczenia strach przed panem prezydentem, obawa o swój sędziowski fotel, czy może upolitycznienie tej instytucji?, bo nie sądzę, że nie mógł zapaść inny werdykt. 

Warto też zaznaczyć, że teraz tylko od kultury obu panów będzie zależeć postrzeganie Polski, jako dobrego partnera i nasza pozycja na arenie międzynarodowej. Może wreszcie prezydent i premier zdaliby sobie z tego sprawę!