Tęsknota za komuną?

Czy dzisiaj, po niespełna 30 latach od transformacji ustrojowej, z punktu widzenia szarego obywatela, żyje nam się lepiej niż w komunie?

 

Gdy dzisiaj porównać poziom życia, ale też dostępność: deputatów, pożyczek zakładowych, przydziału mieszkań zakładowych, żłobków zakładowych, przedszkoli zakładowych, wczasów zakładowych (w zakładowych domach wczasowych), masowej kultury (w zakładowych domach kultury), udzielania się w sporcie (zespoły zakładowe), wycieczek (autokarami zakładowymi) po Polsce i na grzybobrania, płatne 100 procent zwolnienia lekarskie, 6-procentowe odsetki od naszych oszczędności itp., komuna jawi się nam jako raj na ziemi.

 

Raj na ziemi, (pomimo aparatu represji i cenzury, nie mającej jednak większego wpływu na codzienne życie szarego obywatela), w którym długi umierały razem ze śmiercią dłużnika, w którym każdego pracownika (bezrobocie nie istniało) było stać na coroczne dwutygodniowe wczasy w atrakcyjnych miejscowościach w Polsce), na zakładowe żłobki i przedszkola, na darmowy udział w imprezach kulturalnych (w zakładowych domach kultury), na wycieczki po Polsce (w ramach Oddziału zakładowego PTTK), na pożyczki z funduszu zakładowego (bez oprocentowania) i wiele, wiele innych.

 

Manifestem PKWN uwłaszczono polskie społeczeństwo. Rolnicy stali się właścicielami uprawianej ziemi, robotnicy (pracownicy) właścicielami zakładów, w których pracowali. Dlatego pracownicy zgadzali się na odbieranie części swoich zarobków (dochodów zakładu), na budowę bazy socjalnej zakładów: domów wczasowych, domów kultury, żłobków, przedszkoli, itp. bo wiedzieli, że to także ich majątek (z którego zresztą korzystali za niską opłatnością).

 

Strajki robotnicze w 1980 i 1988 roku doprowadziły do zmian ustrojowych, reformy gospodarczo-ustrojowej (tzw. planu Balcerowicza). Szczególnie - ustawa o gospodarce finansowej przedsiębiorstw państwowych, ustawa o podatku od wzrostu wynagrodzeń, których jednym z negatywnych skutków było wywłaszczenie zakładów przemysłowych i ich pracowników z posiadanej bazy socjalnej, ze względu na wysokie podatki od działalności nieprodukcyjnej. Zakłady wyzbywały się za darmo lub za grosze całej bazy socjalnej, by się utrzymać, a i tak w końcu padały w realiach gospodarki rynkowej.

 

Społeczeństwo oczekiwało, że w ramach rekompensaty i równego startu otrzyma bony prywatyzacyjne, lub udziały za 45 lat pracy w PRL (m.in. słynne 100 mln złotych Lecha Wałęsy). Okazało się, że i tym razem państwo wywłaszczyło nas w białych rękawiczkach, dając na osłodę bony prywatyzacyjne wartości 20 zł. Podzieliło też społeczeństwo, dając pracownikom niektórych zakładów część akcji zakładów, czy odprawy niektórym zwalnianym pracownikom (górnicy, stoczniowcy).

 

Czy dzisiaj, po ponad 25 latach od tamtych wydarzeń, z punktu widzenia szarego obywatela żyje nam się lepiej niż w komunie?. Dzisiaj możemy podróżować po Europie i świecie bez większych ograniczeń, (jeżeli posiadamy na to środki), mamy ograniczoną wolność słowa, zniesioną cenzurę, możemy się dorabiać indywidualnego czy rodzinnego majątku. Na pewno, komfortu życia w demokratycznym państwie nie odczuwają bezrobotni, którzy nie mają za co utrzymać swojej rodziny (a co tu mówić o podróżach po Europie i świecie), emeryci i renciści, którym Balcerowicz obiecywał, że za kilkadziesiąt lat pracy będą mogli teraz odpoczywać podróżując jak na zachodzie po świecie, a rzeczywistość zmusza ich do pomocy materialnej dzieciom i wnukom.

 

Dzisiaj nikt nam nie zagwarantuje pracy, płacy na odpowiednim poziomie, tanich wczasów zakładowych, taniego żłobka czy przedszkola zakładowego, nie wspominając o darmowych imprezach w zakładowych domach kultury czy o mieszkaniach zakładowych. W pracy musimy być dyspozycyjni i zestresowani (czy nas nie zwolnią), urlop bierzemy, kiedy nam dają (najczęściej poza latem), na zwolnienia lekarskie strach iść, bo możemy stracić pracę.

 

Bezrobocie zakreśla coraz szersze kręgi (na szczęście to już przeszłość), tak samo jak społeczna bieda. A jeszcze ten brak ochrony obywatela przez państwo i wystawienie go na nękanie na każdym kroku przez oszustów, spekulantów i cwaniaków. A jeszcze te ciągłe namowy i ułatwienia w udzielaniu kredytów i możliwość sprzedania naszych długów firmom windykacyjnym, bez powiadamiania dłużników, te mordercze odsetki na poziomie lichwiarskim, (które, kilkadziesiąt razy przekraczają nasz podstawowy dług) i wystawiają nas żer komorników, którzy zarabiają na tym miliony.

 

Dzisiaj firmy skupujące długi, to państwo w państwie. Nie przestrzegają ułomnego prawa byle tylko wydoić z ostatnich groszy nieświadomych Polaków. Nieświadomych przedawnienia niektórych długów, bo żyjemy w kraju bezprawia, niczym na Dzikim Zachodzie (dziki kraj). Dzisiaj ciągły stres, że stracimy pracę, nie pozwala nam naprawdę cieszyć się z możliwości wzięcia kredytu na mieszkanie. Nie wiem też, czy szukanie stałej pracy, które może nas zmusić do opuszczenia naszego miejsca urodzenia, zamieszkania i rodziny, a nawet województwa, kraju, daje nam komfort psychiczny życia w tym demokratycznym kraju.

 

Przyznam się, że nieraz zdarza mi się tęsknić za stylem (sposobem) życia w komunie, za corocznym wyjazdem na dwutygodniowe wczasy zakładowe, za wspólnymi wycieczkowymi wyjazdami po Polsce, czy chociażby na grzyby. A najbardziej tęsknię za świadomością, że to wszystko było nasze (zakład pracy, żłobki, przedszkola, domy wczasowe, domy kultury), za przyjacielską integracją pracowników (dzisiaj jeden by utopił drugiego w łyżce wody, gdyby od tego zależał awans, czy podwyżka).