Teleport uznał mnie za spam

Artykuł przedstawia wizję przyszłości, gdzie teleportacja stała się faktem. Przeczytaj i sprawdź, czy życie z dostępem do tej technologii rzeczywiście stało się lepsze.

 

Uwielbiam się teleportować. Często robię to dla samej przyjemności. Babcia powiada, że mam to po dziadku. Ponoć lubił jeździć dla rozrywki samochodem.

Teleportacja? Nie jest szkodliwa dla zdrowia. Przeciwnicy krzyczą, ponieważ się boją albo ich nie stać. Nie potrafię dostrzec innych przyczyn, dla których miałbym zaprzestać mych podróży. Przyjemnie jest wyskoczyć sobie na kawę do Mediolanu, by za 15 minut móc wrócić do swej pracy. Codziennie przerwa w innym miejscu. Zdrowo jest także wykonać kilka wdechów świeżego, alpejskiego powietrza przed snem. Natomiast rano, dla poprawy krążenia, wybieramy się z ukochaną na krótki spacer brzegiem Oceanu Spokojnego. Nie byliśmy jeszcze dwa razy w tym samym miejscu.

Rozważamy kupno teleportu domowego. Co prawda kabina nadal jest zbyt duża, jednak najbliższa naszemu mieszkaniu stacja z teleportem oddalona jest o około 300 metrów. Inwestycja w nowe urządzenie, na podstawie obliczeń, zwróci się w przeciągu 7 miesięcy. Myślę, że warto. Obym tylko pamiętał o uzupełnianiu zbiorników z atomami. Na stacjach robią to roboty, w domu trzeba będzie ręcznie.

Wiadomo, że nie ma idealnego sposobu przemieszczania się. Aczkolwiek teleport króluje. Przemysł usług turystycznych rozwija się w tempie wykładniczym. W związku z możliwością wystąpienia szoku termicznego należy pamiętać o zmianie stroju. Transfer z Afryki na Antarktydę zapewne zakończy się grypą. Istnieją modele teleportu z wbudowaną opcją automatycznego przebierania. Informacja o poszczególnych częściach garderoby zapisana jest w postaci wzoru i przyporządkowana danemu miejscu. Pod uwagę brane są także bieżące warunki atmosferyczne oraz lokalny czas. Teleport sam dobiera nam odpowiedni strój. Obecnie trwają prace nad wprowadzeniem możliwości personalizacji. Już bezpośrednio w sklepie internetowym podczas zakupów będzie można określić geolokalizację poszczególnych kompletów ubrań. Po akceptacji zapłaty strój trafia do naszej wirtualnej szafy, do której mają dostęp poszczególne teleporty. Koncerny odzieżowe planują już ograniczenia ilości sklepów w rzeczywistości. Ot, kolejna rewolucja.

Teleport zmienił również funkcjonalność sklepów wysyłkowych. Wchodzisz na stronę, robisz zakupy, naciskasz “wyślij”, czekasz kilka sekund i już możesz się cieszyć gorącą kawą cappucino ze śmietanką lub świeżym kabanosem w lodówce. Zadaniem domownika jest jedynie uzupełniać zbiorniki z atomami. Tablice Układu Mendelejewa należy kupować w sposób tradycyjny. Nie da się przecież przeteleportować teleportu.

Wracając do podróżowania. Czekam na podpisanie Układu z Schengen przez wszystkie państwa. Uciążliwe są te kontrole. Raz zapomniałem wizy do USA i urząd imigracyjny mnie odteleportował. Nieprzyjemna sytuacja, nie wspominając już o stracie czasu. Chociaż to nic w porównaniu z moją ostatnią przygodą.

Wielokrotnie wyobrażałem sobie to uczucie. I stało się. Skrzynki odbiorcze w Tokyo słyną z zaostrzonych praw. Podczas ostatniej teleportacji nie otrzymałem wystarczającej ilości punktów kontrolnych. Teleport uznał mnie za spam.

Spam jest nijaki. Brak w nim zapachu, kolorów. Czuć upływający czas, rytmikę uderzeń w próźnię. Nikt nie lamentuje, chociaż każdy się boi. Czyściec architekturą przypomina tunel z otworami. Mówiąc obrazowo: flet od wewnątrz. Wchodzisz, czekasz, wychodzisz. I ta bierność. Nie ma możliwości zatelefonowania do prawnika, trzeba czekać na reakcję. Jej brak oznacza najgorsze. Dlaczego? Spam posiada tylko dwie drogi wyjścia: unicestwienie w koszu lub powrót do skrzynki odbiorczej. Starsi powiadają, że dawniej nazywano je piekłem i niebiem. Pierwsze miało być czerwone, drugie zaś błękitne. Przyznaję rację. Zwiedziłem oba miejsca i są to ich właściwe barwy.

Nie ukrywam, że przygoda ta w pewnym stopniu była spełnieniem moich marzeń. Zawsze chciałem być wysłany i nie odebrany. Jak Cyber Job z filmu Kosiarz Umysłów pozostać w linii telefonicznej.

Przedruk dokonany za zgodą autora

 

Źródło: Artur Kępa