Świńska grypa, czyli nie poświnuszysz

Życie swingersa nie jest usłane różami. A teraz jeszcze ta świńska grypa.

 

Obiecałem to i jest - felieton ze strony www.nowakamasutra.pl Konkurs na najlepsze opowiadanie erotyczne 2009r

SWINGERSI nigdy nie mieli i nadal nie mają lekkiego życia. I nie chodzi tylko o największy lęk uczestnika grupowego seksu. Dziś, do popularnej mantry: „żeby mnie nie pominęli, żeby mnie nie pominęli” większość fanów orgii dokłada: „żeby mnie nie zarazili, żeby mnie nie zarazili. Świńską grypą, oczywiście. A niektórzy nawet rezygnują całkiem z przyjemności grupowego bzykania. AH1N1, zniechęca skuteczniej, niż inna zaraza swingersów określana równie tajemniczymi symbolami jak JP2, albo jej niemiecka mutacja B16.świnia też człowiek

Jeszcze pół roku temu portale randkowe zasypywały ogłoszenia typu: „Kochające się małżeństwo pozna kulturalnego pana/panią/parę do przyjaźni i czegoś więcej. Zboczeńcy won”. „Bzyknij moją żonę, a ja bzyknę ciebie – gdzie jesteś ogierze?”. Miód lał się na serca walczących z monogamią, gdy statystyki głosiły, że lawino wzrasta ilość klubów dla swingujących . Przeciętna żona do orgazmu zaczęła potrzebować przynajmniej trzech innych panów i jednej pani, a nowocześni mężowie byli dumni z faktu, że ich życiowa partnerka, matka ich dzieci, robi loda z połykiem pierwszemu lepszemu, który odpowiedział na annos. Nasze społeczeństwo radowało się, kopulowało zawzięcie, było szczęśliwe i tolerancyjne. I nagle wszystko trafił szlag. Przez świnie.

No, bo kto teraz wymieni się płynami ustrojowymi z obywatelem, o którym wiadomo, że przebywa często wśród tłumów, bo jest np. księdzem, posłem, albo konduktorem? Skąd wziąć dziś namiętnego, ale samotnego palacza CO? Nie ma. Wyginęli. Kolejny przykład - pani pielęgniarka (piguły statystycznie częściej niż inne grupy zawodowe lubiły seks w większym gronie), która do tej pory była najlepszą przyjaciółką rodziny, a dziś teoretycznie może wysłać na tamten świat – to kto taką zaprosi, przygarnie do wyrka. No kto? Tylko samobójcy.

A przecież swingersi nie chcą umierać. Chcą kochać i być kochanymi. Miłość – to ich cel i motto życia. A teraz jest niestety jeszcze gorzej, niż było za czasów fobii związanej z AIDS. Wtedy fani orgietek bali się mięsaka Kaposiego, pneumocystozymowego zapalenia płuc, leukoplaki włochatej jamy ustnej, kandydozy przełyku i przewlekłych owrzodzeń. Kobiety drżały po każdej kopulatce przed dysplazją raka szyjki macicy, a ponowie przed ropiejącymi wykwitami na penisie. Ale na szczęście medycyna poczyniła wiele postępów, a poza tym okazało się, że wirus HIV wcale nie jest tak inwazyjny jak początkowo przypuszczano. No i pozostała wiara, że robala łapią tylko pedały (pardon – geje) lub zboczeńcy. A swingersi to przecież wyższa klasa.

AH1N1 jest gorsza niż HIV, kiła, rzeżączka, kłykciny kończyste penisa razem załapane. Bo do zarażenia może dojść nawet bez kopulacji. Prezerwatywa nie chroni przed oddechem, kaszlnięciem, charknięciem, czy pierdnięciem. A wirus mały – ciach i już przeskoczył, a swingers dopiero odpinał pasek. I pozostaje żal, że człowiek umiera, a nawet sobie nie ulżył

9b726bac52e23f8203ebe566c75ae2ef.jpgAle jest rozwiązanie i nie trzeba sobie wstrzykiwać żadnych oszukańczych szczepionek. Z pomocą przyszła tu armia. Nie pierwszy to raz, kiedy wojsko ratuje nas przed kataklizmem. Kiedyś dzielnie i skutecznie walczyli z nudą niedzielnego teleranka, dziś wyprzedają masowo tzw OP1, czyli płaszcze i kombinezony przeciwchemiczne, które naszej nowoczesnej armii latami służyły do wypacania świeżych poborowych. Nic nie wpuszczą i nic nie wypuszczą. Zero ryzyka, potrzebna jest jeszcze tylko maska przeciwgazowa.

I drodzy państwo – nie dość, że jesteśmy bezpieczni, to nasze doświadczenie i życie erotyczne się wzbogaca, bo w profilach portali wpisujemy dodatkowo: klimaty BDSM.

I morał – z każdej grypy można mieć dodatkowy orgazm.

Larry

felieton ze strony www.nowakamasutra.pl Konkurs na najlepsze opowiadanie erotyczne 2009r