Spotkanie z Diabłem Maxwella.

Wielu jest Szatanów na tym pięknym Świecie..

Długo nosiłem się z zamiarem napisania o Diable Maxwella. Poszukiwałem właściwej formuły.
Ostatecznie podzieliłem ten temat na dwie części. Część pierwsza ukazała się pt: "Ósmego dnia Bóg stworzył piekło" Spotkała się ona z pozytywnym odbiorem większości czytelników.


Temat diabelski jest ściśle związany z powstaniem Piekła. Dlatego warto również przeczytać tamten artykuł, żeby uzyskać pełną wiedzę na temat działalności Diabła Maxwella.


Diabeł Maxwella zajmuje się robieniem piekła na Ziemi.
Robi to w bardzo sprytny sposób:
W Roju znajdują się Elementy posiadające bardzo różną energię. Diabeł Maxwella buduje pomieszczenie pułapkę.  
Do tego pomieszczenia wejście prowadzi przez bramkę. Diabeł Maxwella, zwany przez niektórych Demonem Maxwella stoi na bramce i przepuszcza jedynie najgorętsze Elementy. Temperatura w pomieszczeniu pułapce rośnie gwałtownie. Tak powstaje Piekło Maxwella. Precyzyjna selekcja wpuszczanych przez bramkę powoduje, że w Piekle robi się niezwykle gorąco.

Czy Diabeł Maxwella istnieje naprawdę?
James Clerck Maxwell twierdził, że istnieje.
Nie był to byle kto. James Clerc Maxwel był geniuszem fizyki i matematyki. Jednym z największych geniuszy jacy urodzili się do tej pory.
Dzięki jego równaniom, które doprawdy nikt nie wie skąd wziął, mamy wszystko co ludzie stworzyli w wyniku zrozumienia zasad rozchodzenia się fal elektromagnetycznych, czyli światła, fal radiowych, promieni Roentgena...
Dzięki temu, że znamy równania Maxwella mamy radio, telewizję, telefony komórkowe i inne i internet.
I co?
Okazuje się, że J.C. Maxwell wierzył w Diabła.
Jestem przekonany, że się mylił.

„Piekło prawdziwe” znajduje się podobno we wnętrzu Ziemi. Wnętrze Ziemi jest bardzo gorące, co wynika z nauki Kościoła Katolickiego.
Dowody naukowe (science) na wysokie temperatury występujące we wnętrzu Ziemi też są podawane, ale mnie nie przekonują.
Natomiast. Są przesłanki, wskazujące na to, że wysokie temperatury występują we wnętrzu Ziemi jedynie lokalnie, czyli analogicznie jak w doświadczeniu myślowym Maxwella.

Model gorącego wnętrza, w sposób trwały otoczonego zimną skorupą jest absurdalny. Jest niezgodny z tym wszystkim, co wiemy na temat termodynamiki.
Gdy podczas nocy polarnej nie docierają promienie słoneczne, temperatura powierzchni Ziemi spada na biegunach do minus kilkudziesięciu stopni.
Gdyby Słońce zgasło, to temperatura powierzchni Ziemi w krótkim czasie spadła by do minus dwustu-kilkudziesięciu stopni Celsjusza.
A co wtedy z wnętrzem Ziemi?
 Dlaczego te temperatury mają się nie wyrównywać, skoro wszędzie, we wszystkich znanych fizykom i niefizykom przypadkach temperatury dążą w naturalny sposób do wyrównania.

Skąd zatem gorące wulkany? Są też inne „dowody” na to, że wnętrze Ziemi jest gorące.

Energia wulkanów to skutek ruchu płyt tektonicznych. Ruch ten spowodowany jest  oddziaływaniem sąsiednich obiektów astronomicznych. Głównie Księżyca i Słońca, ale również z udziałem innych planet.
Udział innych planet ma charakter wyzwalający nagromadzoną energią. Znamy korelację miedzy nadzwyczajnymi położeniami planet, a trzęsieniami ziemi i wybuchami wulkanów.

Argumentem na rzecz teorii gorącego wnętrza Ziemi jest to, że w kopalniach temperatura rośnie wraz z głębokością.
Ale:
Nie dotyczy to kopalni soli i głębokich jaskiń. W kopalniach soli i głębokich jaskiniach jest zimniej niż na powierzchni. Kto tam był, ten wie.
 
Trzeci koronny argument ma charakter doświadczalny: Płaszcz Ziemi istnieje. Warstwa powierzchniowa jest inaczej zbudowana niż to, co znajduje się głębiej. Fale dźwiękowe odbijają się na głębokości kilkunastu kilometrów, a to świadczy, że głębiej jest coś innego.
I zgoda:
Jest coś innego. Ale dlaczego ta granica ma być granicą między warstwami o różnej temperaturze?
Jest w przyrodzie ogólna reguła, że warstwa zewnętrzna różni się od tego co jest w środku.
Jabłka, pomarańcze i w ogóle wszystkie owoce i ziarna mają skórkę wyraźnie różną od wnętrza.

Wymyśliłem sposób w jaki mógł powstać płaszcz ziemi.
A było to tak:
Gotowałam zupę pieczarkową. Na wierzchu tworzył się kożuch. Pomyślałem tak: Jeżeli, po ostudzaniu, wstawię tę zupę do lodówki, to w lodówce ujawni się rozwarstwienie. Podobnie jest z każdą zupą. Rosół wyjęty z lodówki, ma na wierzchu warstwę tłuszczu różniącą się składem i konsystencją od reszty.

Jeśli Ziemia była kiedyś gorąca i stygła powoli jak zupa pozostawiona na wyłączonej kuchence, to na powierzchnię wypłynęło coś nieprzypadkowego i innego od reszty. Tak jak żużle wypływają na wierzch podczas wytopu stali.

Jak widać przekonanie, że gorące Piekło znajduje się we wnętrzu Ziemi budzi bardzo uzasadnione wątpliwości.
Podobnie mam wątpliwości co do teorii przypisujących nadzwyczajnie wysokie temperatury centralnym obszarom gwiazd podobnych do Słońca.

 

Adam Jezierski




Przeczytaj: Ósmego dnia Bóg stworzył piekło

.

...