"Śmierć inteligenta"

Satyryczne spojrzenie na "etos" inteligenckiej aktywności.

 

Nie jest potrzebne opisywanie własnymi, nieudolnymi słowami zjawisk, które ktoś opisał lepiej. Diagnoza K. I. Gałczyńskiego, choć satyryczna, szydercza, jest trafną diagnozą sposobu myślenia i oglądu rzeczywistości polskiego inteligenta. Myślę, że tekst wart jest tego, aby go poznać.

K. I. Gałczyński - Śmierć inteligenta. Hagiografia.

 

Przeziębiony. Apolityczny.

Nabolały. Nostalgiczny.

Drepce w kółko. Zagłada.

 

Chciałby. Pragnąłby. Mógłby. Gdyby.

Wzrok przeciera. Patrzy przez szyby.

Biały koń? Nie, śnieg pada.

 

Wszystko krzywe. Wszystko nie takie.

Na ziemi znaki. Na niebie znaki.

Przepraszam, a gdzie kometa?

 

Cipciuś z Londynu pisał przecie

w wielkim sekrecie o komecie.

Kometa. Ale nie ta.

 

Więc obrażony. Więc zatruty.

Wszędzie za późno. O dwie minuty.

O dwie minuty. We śnie.

 

Mieli przyjść szosą. Gdzie ta szosa?

Jak gdyby włos wyrywał z nosa,

uśmiecha się boleśnie.

 

Więc leżąc krzyżem, zadecydował.

Stanął na głowie. Spuchła mu głowa.

Żegnajcie, dzieci, żono!

 

I paszkwil rąbnął na pewną pralnię,

że w pralni było niekulturalnie

i że go znieważono.

 

A teraz co? Teraz się martwi.

A może klasztor? Może do partii?

Lecz tu czy tam - migrena.

 

Boczną uliczką, zaułkiem krętym

idzie pod wiatr ten polski święty

z fortepianem Szopena.