Skok przez miotłę...

Moje już - nie ukryte marzenie !

 

 

Dawno temu leciał w polskiej telewizji serial o niewolnikach,nie pamiętam czy to była "Niewolnica Izaura" czy jakiś inny, bo oglądałam go tylko sporadycznie, będąc na odwiedzinach u mamy. Moja kochana mama, jak chyba większość starszych pan uwielbiała te seriale. Kiedy leciał "jej odcinek" nic wokoło nie istniało, nawet ukochane i tęsknie wyczekiwane wnuki.

Najlepiej się miałam ja, gdyż  wraz z odcinkiem następowała ceremonia picia kawy, wiec chcący niechcący siadałam mamie do towarzystwa. Mama pochłonięta, zapatrzona w TV, ja w nią z podziwem.

Jednak z wielkim zdziwieniem stwierdziłam, ze jedna scenę z tego serialu  moja podświadomość sobie zakodowała. I jak to ja zawsze mowie " nie ma przypadków". Zrobiło się z tego moje marzenie.

 Była to scena, bardzo skromnej i przeuroczej ceremonii ślubnej  (byłam już wtedy zdeterminowana mężatką z paroletnim stażem) zawieranej przez dwoje młodych murzyńskich niewolników.

Zebrali się oczywiście wszyscy mieszkańcy niewolniczej wioski, młoda para w najlepszych swoich ubrankach, udekorowani kwiatami. Z wyrazem szczęścia na twarzach i radością w oczach, poprowadzeni zostali przez wszystkich współmieszkańców  przy uroczystym śpiewie na środek placu.

 Na środku placu leżała MIOTŁA !

Młodzi z namaszczeniem do niej podeszli, każde z nich powiedziało coś, czego nie pamiętam. I wśród wzniosłego śpiewu mieszkańców, młoda para złapała się za ręce i  hyc przeskoczyli przez miotle ... Uszczęśliwieni wpadli sobie w ramiona. Cały czas przy uroczystym śpiewie przyjmowali gratulacje i drobne, skromne podarunki.

Po tych tak podniosłej i radosnej ceremonii ślubnej, w moim przekonaniu oczywiście , wszyscy śpiewali i tańczyli.

 Dlaczego to opisuje?

 Ciesze się swoja odzyskana wolnością, uciekłam z klatki ograniczeń i cierpień.Podjęłam krok odstąpienia od ślubów i przysiąg, które i tak nie miały wartości dla mojego partnera, a sobie uratowałam drogocenne życie.

Zycie, które dla mnie ma większą wartość, niż wiele pustych słów.

 Przyznaje, ze ciężko odpracować mi było te lata, żeby znów stać się pełnowartościowym człowiekiem. Kobieta pełną i zupełną, podchodzącą do siebie z szacunkiem. Udało mi się tego dokonać w czasie o połowę krótszym, niż spadanie na to dno rozpaczy,depresji, zwątpienia w siebie i we wszystko.

Mogę śmiało sobie pogratulować tego odważnego kroku.

Od tego czasu obiecałam sobie, ze już nigdy nie wezmę ślubu, nie podpisze cyrografu na własną dusze i to dobrowolnie.Jednak za każdym razem, gdy słyszę słowo ślub, małżeństwo itd. w moim wnętrzu pojawia się obraz tej ceremonii skoku przez miotłę.To było proste, mile i fajne, a jednak takie bardzo wzniosłe i radosne.

 I tak, moi kochani, zdradzam wam jedno z moich marzeń:   jeśli jeszcze kiedykolwiek spotkam w życiu partnera, z którym nawzajem będziemy się akceptować takimi,  jakimi jesteśmy.Jeśli to partnerstwo będzie oparte na głębokim szacunku do siebie nawzajem, na przyjaźni i zaufaniu. Gdzie każdy z nas będzie miał prawo do własnych doświadczeń. Do części swojego własnego Ja.

 To właśnie w taki sposób chciałabym ten związek przypieczętować :

 SKOKIEM PRZEZ MIOTŁE !

Miotłę, która pięknie przystrojona kolorowymi wstążkami i kwiatami,  leżała by na środku plaży nad moja ukochana zatoka, nad którą się wychowałam. W  letni, ciepły  i słoneczny dzień chciałabym być  ubrana w czerwona, zwiewna sukienkę w rozwianych włosach biały kwiat.  Złapać się z partnerem za ręce, powiedzieć sobie nawzajem coś płynącego prosto z serca i  zrobić  - radosny skok w nowe... przez miotłę.  Wokół, rodzina, gromada przyjaciół, znajomych, a nawet obcy ludzie, śpiew, muzyka,ognisko, taniec, czerwone wino hmmmm 

Brzmi jak bajka, bajka, która mi od lat towarzyszy ... Lubie ta bajkę, jest ona częścią mnie samej.

Hanna (Hanuta)a666915cc1a2ebbd72578b59d6816f85.jpg