Ściana

poemat bezsenny, może się nie podobać

 

C:\Users\piwer\Dane aplikacji\Desktop\Wszystkie ZDJĘCIA\moja Łódź\DSC00585.jpg kop.jpg

 

 

poemat bezsenny

 

 

Gdy nad Ojczyzną dobra noc

magiczną talię kart rozkłada

milkną ulice, mruczy kot,

lecz ściany zaczynają gadać:

 

„Spadaj złamasie, won w tej chwili

jak tyle lat się mogłam mylić

wynoś się zaraz stąd w cholerę

byłeś i zawsze będziesz zerem

Co ty za gówno masz w rozumie

że pracy znaleźć se nie umiesz

I nie obchodzi mnie co powiesz

bo jesteś gnój co żyje z kobiet

Za wszystkie lata mego życia

ty się nadajesz do zabicia

Nie będziesz już bezczelny draniu

siedział na moim utrzymaniu

idź teraz szukać innej głupiej

a jak cię życie kopnie w dupę

spadniesz w przytułku na dno dna

wtedy niech  państwo jeść ci da

 

Byłeś przez lata przemądrzały

więc niech cię karmią ideały

Komornik zrobi z ciebie dziada

wejdzie do domu powie - spadaj

za długi zamkną cię i kwita

nikt o zasługi nie zapyta

A jak twej dumie zmarznie tyłek

to wreszcie pójdziesz po zasiłek

 

Leć do kolesiów w siną dal

do tych co pili za  twój szmal

jak se poszukasz ich ze świecą

może ze złudzeń cię wyleczą

 

I poco robisz głupią minę

zanieś ją tam na wolny rynek

próbuj zarobić nią na chleb

a jak nie umiesz strzel se w łeb

tylko nie tu bo teraz w kraju

nawet na trumnę już nie dają

Możesz do lustra się pożalić

że wywalczyłeś kapitalizm

tam powytrzeszczaj sobie gały

na włosy co ci wyleciały

a nie tu na mnie jak na bladź

tam idź się gap - ja idę spać

 

Zrób głośniej trochę  telewizor

bo ci na górze znów się gryzą

już nie wie czego chce ta baba

bo gdybyś tak jak on zarabiał

to bym ci nie mówiła nic

a jej się nie zamyka pysk

 

 

I pościel wreszcie na tapczanie

bo mnie zmęczyłeś tym gadaniem"

 

Potem już nastąpiła cisza

którą i sąsiad pewnie słyszał

i dobry Pan Bóg się ucieszył

bo ten kto zasnął już nie grzeszy