Samotni.

Niezłączeni w pary. Samotni. Ich dusze błąkają się po drogach tego świata a oni sami wsłuchują się w zachwyt zakochanych...

 

     Ileż to par wokół teraz się wytworzyło. Każdy przyjaciel, bliższy czy dalszy kogoś ma. Chodzą tacy sparowani, szczęśliwi. Pocieszają, lecz sami nie pamiętają tego bólu. Ich każdą cząstkę zapełnia druga osoba. Ich koncentracja spada. W każdym momencie ich egzystencji z tyłu głowy coś jest. Ktoś. Samotna wpatruję się w nich na ulicy. Słyszę o nich w muzyce, życiu. Sama zaczynam szukać, lecz to nie proste zadanie. Ale jak to nie proste skoro każdy w około kogoś ma? Czy to ze mną coś nie tak? Mam za duże wymagania? A może to ja nie spełniam żadnych wymagań?

     Podobne pytania zadaje sobie wielu samotnych. Odpowiedzi na nie są zazwyczaj twierdzące... lecz tak na prawdę czemu jesteśmy winni? Temu, że los tak chciał byśmy byli sami? Nie jesteśmy niczemu winni. Owszem pewnie straciliśmy nie jedną szanse na miłość z własnej winy.  Czasem nasza głupota, czasem strach zadecydował o tym, że dziś nie jesteśmy z osobami, które kochaliśmy czy też kochamy dalej...

    Strachu sami nie przezwyciężymy. Druga osoba musi uwierzyć, że chcemy jej, lecz nie potrafimy. Musi nam pomóc przezwyciężyć strach przed "kochaniem", dawaniem siebie. Musi nauczyć też nas tego, że branie to żaden wstyd. Nasz brak pewności siebie wszystko tylko wydłuża i potęguje. I gdzie tu naszej winy? Ani my, ani osoby, które  kochamy nie są winne temu, że się boimy. A razem nie jesteśmy przez to, że oboje straciliśmy cierpliwość... Niestety o  miłość trzeba walczyć... nieliczni dostają ja za nic.

    Tak wiec samotni trwają w swej samotności. Wieczory spędzają na zawodowych sprawach, oglądaniu telewizji bądź zabawie z psem. Czasem wyjdą w towarzystwie przyjaciół gdzieś... i widzą te zakochane, szczęśliwe twarze, które mówią "I na ciebie przyjdzie czas". W takich chwilach myślę "ty gówno wiesz". Masz teraz kogoś kto wie o tobie więcej niż ty sam, masz kogo przytulic w sobotni wieczór, masz komu opowiedzieć co ci wyszło a co nie. Ja jedynie mam pustą połowę łóżka, jeden kubek na stole i zwierzaka/pluszaka do którego nawijam wieczorami gdy reszta śpi...

    To nie jest tak, że nie cieszę się ze szczęścia zakochanych. Broń boże... Na prawdę ciesze się, że moi bliscy kochają i są kochani. Ich szczęście jest moim szczęściem, lecz każdy z nas ma swoje wewnętrzne szczęście, które też musi posiadać. Inni nie zapełnią mi życia. Nie moge... nie chce żyć czyimś szczęściem. Chce też posiadać własne. Zapewne wielu pomyśli, że szczęście można odnaleźć w inny sposób np. praca, przyjaciele, pasja... zgodzę się,lecz każda kategoria ma swój worek szczęścia... swój rozmiar. Dla większości tym największym workiem szczęścia jest miłość. Niektórzy również mogą pomyśleć, że szczęście zależy tylko od nas. Od naszego myślenia, nastawienia itd. Zgadzam się, lecz nie w 100%. Gdyby moje szczęście zależało tylko ode mnie to nie zależało by mi na innych. Moje przekonania, myślenie i nastawienie było by najważniejsze. Nikt nie mógłby go zakłócić. Myślenie i zdanie innych w tym momencie mnie nie dotyczy. Tak żyć nie chcę... 

    Samotni będą istnieć zawsze... dlatego też póki będę  należeć do tej grupy będę o nich pisać. Już za niedługo rozpocznę cykl pisania o samotnych w... mieście, samotnych w szkole. 

www.wypisana.pl