Sami swoi, albo jak zostać świętym.

   Pragnienie zostania świętym nie spędza mi snu z powiek, ale lubię eksperymentować. Zastosowałem otóż wczoraj jedno ze wskazań Kościoła kat. niezbędnych do zbawienia, mianowicie samoudręczenia i pooglądałem sobie telewizję Trwam. Oglądanie to utwierdziło mnie w przekonaniu, że Kościół to bardzo mądra instytucja komercyjna. Nie ma co się zresztą dziwić, bo korzysta z dwu-tysiącletniego doświadczenia.

   Najpierw był długi wykład jakiegoś faceta w obowiązującym w tych kręgach uniformie, którego nazwisko poprzedzone było co najmniej pięcioma tytułami – proste, swojskie uczelnie chętnie rozdają tytuły swojakom w celu podniesienia ważności swojej instytucji. Facio przez pół godziny czytał jakiś elaborat o zmarłej francuskiej świętej z XVIII w., której zasługą było nie tylko utworzenie jakiegoś zakonu, ale też przykładnie, zgodnie z receptura na świętą, życie w odosobnieniu, umartwianiu się, prowadzeniu niehigienicznego trybu życia, oraz w ascezie i na klepaniu paciorków. Nic dziwnego, że z czasem popadła w obłęd i skończyła jako kompletna wariatka, co utwierdziło Kościół w przekonaniu, że trzeba ją zrobić świętą.

   A propos "święta". Otóż Kościół - mądra głowa, od jakiegoś czasu usiłuje wywindować na ołtarze słynnego – jak się o nim mówi: „papieża Hitlera” Piusa XII, mimo jego znanego stosunku do faszyzmu, sympatii dla Furera i wielu innych tego typu grzeszków. Ale co się nie robi dla swojaków. Komunizm ma swoje zasłużone w utrwalaniu ustroju „święte” Róże Luxemburg, Kościół tymi samymi kierując się kryteriami ma swoich świętych - zasłużonych w zwalczaniu konkurenta na rynku religijnym. Pius XII świętym musi być i basta -  zlecono więc swoim myślicielom aby cos wymyślili, a ci myśleli, myśleli i wymyślili.

   I oto niczym diabeł z pudełka, czy też za machnięciem czarodziejską różdżką, pojawia się jakiś habitowy, który był ponoć świadkiem jak tenże papież zakładał jakąś tajną organizację ratującą Żydów. Ani chybi PXII przewraca się w grobie.

   Gdyby jednak mimo wszystko ktoś z czytających miał jakieś ciągoty do zostania świętym, służę dekalogiem najskuteczniejszych, ba, sprawdzonych i akceptowanych przez Kościół w tym dziele sposobów:

1. Stanie na jednej nodze

2. Brak spożywania pokarmów, lub tylko minimalna ich ilość

3. Nurkowanie w lodowatej wodzie

4. Pozostanie zakopanym częściowo w ziemi

5. Spanie w celach, norach, zwanych "grobami"

6. Ciągłe przelewanie łez

7. Abstynencja seksualna

8. Biczowanie się

9. Brak higieny (nie mycie się przez kilkanaście lat jak np. Adalbert czy Franciszek z Asyżu)

10. Zakładanie włosiennicy (szorstka tkanina z końskiego włosia)

A oto przykłady takich, którzy z tej recepty skorzystali i dziś cieszą się gustowną aureolą:

   Święty Aleksy – opuścił żonę w czasie nocy poślubnej by poświęcić się Bogu, nocował na schodach kościoła, wylewano na niego pomyje, po czym jako żebrak mieszkał do śmierci pod schodami pałacu swego ojca

   Święty Antoni Wielki (zm. 338) – walczył z demonem i odparł jego ataki, mieszkał w grobie, raz dziennie skromnie jadał po zachodzie słońca

   Święty Grzegorz z Nazjanzu (zm. 389) – sypiał na gołej ziemi, noce spędzał na modlitwach i płaczach, żywił się stęchłym chlebem

   Święty Szymon Słupnik (zm. 460) – przez 12 lat mieszkał na słupie przyjmując wiernych

   Święty Benedykt z Nursji (zm. 543) – mieszkał w jaskini, odmawiał sobie pożywienia, gdy odczuwał pokusę bez lęku rzucał się pomiędzy cierniste krzewy

Święty German z Paryża (zm. 546) – nigdy nie okrywał swego ciała, nawet zimą, żył jedynie chlebem i wodą, spał na gołej ziemi, gdy tylko pozwalał sobie na odpoczynek po długich czuwaniach.

Powodzenia!