Rozwój duchowy? Ale chłam...

Wszędzie dokoła widać coraz większy szał i modę na "Rozwój Duchowy". Czy aby na pewno wszyscy są zdrowi?

 

Spoglądając ostatnimi czasy w odległe strony polskiego (nie tylko) internetu i książki, doszedłem do ciekawych wniosków, którymi chciałbym się teraz z Wami podzielić, a które będą idealnym wstępem do poniższego artykułu.

Gospodarka. Czymże jest ten fantastyczny i tajemniczy twór rodem z uniwersum fantasy? Jak każdy z nas wie, a przynajmniej powinien wiedzieć bo tak nas uczono w szkole, ogólnie gospodarkę podzielić możemy na kilka głównych sektorów:

    - Rolnictwo
    - Wydobycie
    - Przemysł
    - Zaopatrzenie surowcowe
    - Handel, usługi
    - Informacja
    - Transport

I to by było na tyle (tak w dużym zaokrągleniu). W tym momencie jednak chciałem się oficjalnie pochwalić moim nowym odkryciem i pomimo że nie jestem ekonomistą, to uważam że znalazłem całkiem nową gałąź gospodarczą, która być może niedługo załata Czarną Dziurę Budżetową (proszę nie odbierać właściwości czarnej dziury jako aluzji...). Owym Nowym Graczem pędzącym do celu po trupach jest (fanfary) Rozwój Duchowy, który można szybko i prosto opisać hasłem: Rozbuduj nasz portfel a rozwiniesz się duchowo.

Nie trzeba być Sherlockiem żeby zauważyć wszechobecne książki, czasopisma i wyskakujące w coraz to większej liczbie, jak grzyby po deszczu, nowe strony internetowe i fora poświęcone Rozwojowi Duchowemu. I choć na niektórych można znaleźć czasem jakiś sensowny tekst czy coś tam innego, to z wielkim żalem (no może nie takim wielkim) muszę przyznać że 99% z nich, to zwykłe pasożyty żywiące się jedynie ludzką naiwnością i głupotą, która nie zna żadnych granic (prawie jak wszechświat). No, są też wyjątki, których konsekwencje mogą być jeszcze gorsze – to wartości intelektualne prezentowane przez ludzi, którzy w nie wierzą i dzielnie szerzą swoją krucjatę głupoty jak świat długi i szeroki, wykorzystując jedynie krótkotrwały efekt placebo swoich „wyznawców”

O ile Ci pierwsi tylko głupich udają i bardzo mądrze zarabiają na tym pieniądze, o tyle Ci drudzy są niczym nisko położeni księża w czasach średniowiecza, szerzący ze szczerym sercem ciemnotę. Ale cóż można o tym powiedzieć? To nie ich wina, sami musieli zostać kiedyś Nawróceni.

Artykuł ten to nie żadna przestroga. Raczej zwykła informacja albo ujadanie zażenowanego obserwatora. I choć zazwyczaj pisuję na stronie która porusza tematy "nadzwyczajne" to muszę przyznać że nie jest poświęcona Rozwojowi Duchowemu, choć wiele osób może tak sądzić (bardzo mi przykro). Zanim jednak przejdziemy do tego Dlaczego, porozmawiajmy chwilkę o samym znaczeniu tego magicznego zwrotu – Rozwój Duchowy.

Czymże jest ten wspaniały twór? Skąd się wziął? Najpierw zastanówmy się nad znaczeniem słowa Rozwój. Jak zapewne wiecie jest to wzrastanie z jakiegoś punktu do jakiegoś celu co samo w sobie jest już pozbawione jakiegokolwiek sensu. A do czego niby mamy wzrastać? Do Nieba? Do Raju? Do wyższej gęstości czy może bycia lepszym człowiekiem? Oczywiście wielcy Duchowi Nauczyciele doskonale wiedzą dokąd macie wzrastać i wiecie co? Powiedzą Wam to! Ale pod warunkiem...

A czy Wy tak naprawdę wiecie do czego macie wzrastać? Dokąd zmierzacie? Nikt tak naprawdę tego nie wie, ponieważ przyszłość jest jedynie naszym marzeniem, które zmienia się w zależności od nastroju czy danej sytuacji życiowej. Tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak przyszłość, zatem większość wysiłków osób idących ścieżką Rozwoju Duchowego jest po prostu śpiewaniem w izolatce. Nikt ich nigdy nie usłyszy ale marzą żeby być piosenkarzem. Tak naprawdę większość tych Rozwojowców robi to co robi dla korzyści jakie mają pojawić się w przyszłości. Medytują żeby... Modlą się żeby... Ćwiczą żeby... Przyszłość, przyszłość, przyszłość. Trzeba się rozwijać żeby STAĆ się lepszym. Trzeba robić setki głupich rzeczy, kupować miliony idiotycznych książek, których przedmowa zazwyczaj zamyka się w słowach „Odkryłem inny świat, rób co każę to też będziesz szczęśliwy, bo to co robiłeś do tej pory jest złe i niedobre”. Co za hipokryzja... Tak naprawdę szczęśliwy człowiek nie napisałby takiego steku bzdur jakim zazwyczaj są tego typu książki („Jak być szczęśliwym” „Jak nie być nieszczęśliwym” i „Jak nie być nieszczęśliwym żeby być szczęśliwym kiedy jest się nieszczęśliwym”).

Dlaczego? Bo człowiek naprawdę szczęśliwy albo książek nie pisze, bo mu szkoda czasu swojego i innych, a jeśli już bardzo zależy mu na podzieleniu się dobrem intelektualnym to nie zniża się do poziomu szantażu emocjonalnego (baza kampanii reklamowych 99,9% książek dla Rozwojowców) tylko po to żeby zrobić sobie fundamenty pod kolejne książki mające pomóc zakłopotanym ludziom, którzy są po prostu smutni przez własną głupotę.

Oczywiście w tym momencie niektórzy z Was mogą poczuć się mocno urażeni (zwłaszcza Ci którzy czytają nas od niedawna). Cóż, nie da się zadowolić każdego. Jednak chcę zaznaczyć jedno. To że w ten sposób podchodzę do fascynacji Rozwojem Duchowym nie znaczy że tej fascynacji nie rozumiem. Prawda jest taka że każdy przez to przechodzi. Żeby dotrzeć do miejsca w którym Rozum i Droga Środka wracają do łask, trzeba przebrnąć, czy to szybciej czy to wolniej, przez bagno Rozwoju Duchowego.

Co zapędza ludzi do takiego podejścia do sprawy? Odpowiedź: Fascynacja. Ludzkość jest znudzona i szuka czegoś nowego. Każdy ma dość pracy robota i szuka rozrywki. Bum! Pojawia się Rozwój Duchowy. Joga, medytacja, 2012, alternatywy dla religii i inne takie rzeczy sprawiają że człowiek staje się zafascynowany pewnym segmentem wartości i brnie w nie ślepo szukając cały czas coraz więcej (i będąc ślepo przekonanym że dzięki temu osiągnie Coś Tam, jak by powiedział Kubuś Puchatek).

Sam byłem kiedyś zafascynowany różnymi sprawami z szeroko pojętego Rozwoju Duchowego. Pisalłem na ten temat, rozważałem godzinami. I wtedy była z tego frajda, to jest plus. Ale z perspektywy czasu uśmiech maluje się na twarzy kiedy przypominamy sobie moje poglądy i doświadczenia, które nierzadko były po prostu tym czego chciałem doświadczać (naginanie rzeczywistości do własnych oczekiwań, postrzeganie życzeniowe).

Wyobraźcie sobie że jakiś sporszy kawałek czasu temu przebudziłem się pewnej nocy i zobaczyłem światło w przedpokoju. Byłem tym niesamowicie zszokowany a wyobraźnia szybko zaczęła działać. Wziąłem za „UFO” przyjaciółkę mojej żony, która została na noc i wstała napić się czegoś a otwierając lodówkę rozświetliła przedpokój. O zgrozo! Ludzka głupota nie zna granic (teraz się już leczę). Niestety ten komiczny przykład pokazuje co dzieje się z ludźmi tak mocno zafascynowanymi czymkolwiek – zatracają oni obiektywizm postrzegania i zdolność wykorzystywania Rozumu.

Mówiąc (pisząc) Rozum nie mam na myśli podejścia starego i niezadowolonego z życia naukowca, który jako Pożeracz Umysłów zna całą prawdę wszechświata, łącznie z tym jakiego papieru toaletowego używa katolicki Bóg i zwłaszcza sobie prawo do negowania wszystkiego co mu się nie podoba (czyt. co jest niewygodne do ponownego zbadania). Przez kierowanie się tym wspaniałym tworem jakim jest Rozum, mam na myśli sprawdzanie WSZYSTKIEGO co wpada mi w ręce z zachowaniem zdrowego podejścia. Traktowanie wszystkiego na równi i testowanie czy może przyczynić się to do szczęścia mojego i innych czy nie. Obojętne czy będzie to medytacja, hipnoza, channeling czy jedzenie kanapki z suszonym pomidorem (w zalewie są pyszne).

Prawdziwy Rozum niczego nie neguje i niczego nie potwierdza. Rozum w przeciwieństwie do naukowego rozumu nie kieruje się wiedzą, czyli czymś nabytym i przejętym od innych, a mądrością, która jest po prostu zdolnością do postrzegania chwili i widzenia rzeczy takimi jakimi są (przynajmniej jakimi się wydają).

Skupmy się teraz na drugim członie zwrotu Rozwój Duchowy. Wyjaśni mi ktoś dlaczego „Duchowy”? Co to ma związanego z człowiekiem? Oczywiście nic, ponieważ jest to jedynie pozostałość po tym o czym mówiliśmy już wcześniej, czyli kierowaniem się przyszłymi korzyściami. Ludzie rozdzielają Duchowość i Cielesność jakby to były dwie odrębne rzeczy ale czy są? Czy ciało naprawdę jest odsunięte od ducha? Cała zabawa w dzielenie wzięła się stąd że przecież ciało umiera a dusza żyje. Niech świadomość sobie istnieje dalej, proszę bardzo, kto jej broni? Ale niestety fakty (z którymi nie wszyscy potrafią się pogodzić) są takie że w trakcie doświadczania tego życia nasza (choć wątpię czy „nasza”) świadomość łączy się z ciałem. Tak naprawdę potrafi doświadczać tylko i wyłącznie za jego pomocą. Jemy przez usta, oddychamy za pomocą płuc. Trawimy jelitami a myślimy mózgiem. Nie da się temu zaprzeczyć! Nie neguję tutaj świadomości ale zaznaczam że ona sama stworzyła ciało, więc jest ono jej częścią.

Pewnie ktoś już pomyślał sobie „Po cholerę on czepia się słówka? Duchowy to tylko nic nieznaczące słowo” (sam bym się do tego przyczepił jakbym czytał czyjeś wypociny, ale ponieważ te są moje, to jestem na uprzywilejowanej pozycji). Ale już co tchu, dzielnie niczym Supermen pędzę do tego kogoś z wyjaśnieniem, dlaczego tak dużo miejsca poświęcam słowu Duchowy.

Gdyby większość ludzi podchodziła do rzeczywistości Zdrowo i potrafiła zrozumieć że język to tylko śmieszne dźwięki wydawane przez nasze struny głosowe i odpowiadające temu szlaczki na kartce to problemu by nie było. Wtedy pewnie nie pisałbym tych artykułów bo i po cholerę? Jednak smutnym faktem (choć nieuniknionym) jest to że ludzie zbyt mocno ładują słowa emocjonalnie. Choć wydaje się to absurdalne, słowa potrafią zmieniać myśli, nastroje i ukierunkowania postrzegania pewnych zjawisk! Kilka liter sprawia że podświadomość zaczyna inaczej działać, ponieważ człowiek nie potrafi odciąć się emocjonalnie od słów. Nie umiemy podejść na chłodno do języka jako środka komunikacji ale zawsze doszukujemy się w nim ukrytych znaczeń takich jak nastrój danej osoby i to czy coś dziś się jej stało, czy jest smutna itd. Właśnie dlatego użycie odpowiedniego słowa w pewnych przypadkach naprawdę wiele zmienia.

Wracając do sedna sprawy. Słowo „Duchowy” jest dla mnie zwykłą pomyłką i cofaniem się człowieka, który rzekomo jakiegoś tam Rozwoju szuka (choć samo słowo Rozwój też jest pozbawione sensu). Jeśli jednak już ktoś upiera się przy rozwoju, to niech będzie on Rozwojem Osobistym, Rozwojem Człowieka, Rozwojem Postrzegania. A jeszcze lepiej jeśli po prostu będzie Szukaniem Radości. Bo nie ma w życiu większego sensu egzystencji jak po prostu radość. Po co dążymy do oświecenia? Żeby życie było bardziej Radosne i bardziej Prawdziwe. Po co mój ojciec idzie na grzyby do lasu o 5 rano? Bo jest wtedy radosny i prawdziwy.

Z perspektywy czasu moje postrzeganie Rozwoju Duchowego uległo diametralnej zmianie. Po pierwsze przestałem się Duchowo a co ważniejsze Rozwijać. Dlaczego? Bo Rozwojowcy są ludźmi smutnymi. Są zamknięci w swoich programach dokładnie tak samo jak katolicy, buddyści, świadkowie Jehowy czy żołnierze. Twierdzą że musza wykonywać jakieś konkretne praktyki, zadania, ćwiczenia aby osiągnąć spokój i szczęście. To ludzie po prostu grymaszący i nie potrafiący cieszyć się prostymi rzeczami.

Pracują, wychowują dzieci i są niezadowoleni. Tak bardzo chcieli by być Radośni ale nie potrafią wyjść do lasu czy zjeść dobrych lodów z mężem. Nie potrafią pozbyć się programów, które zakładają na nich kajdany i krępują im ręce, więc szukają czegoś nowego ale nie ściągając kajdanek. Chodzą jak sieroty to na jogę, to do instruktora medytacji (nagroda dla tego kto mi wyjaśni ten zwrot). Dlaczego Rozwojowcy unikają prostych rozwiązań jak na przykład kąpiel w jeziorze? Bo to za trudne i zbyt czasochłonne. Lepiej wejść na stronę SUPERROZWOJDUCHOWY.NET i zamówić sobie książkę pod tytułem „Jak odzyskać szczęście”, którą przeczyta się stojąc w korku i jadąc do pracy albo szukać informacji o 48. Międzynarodowym Końcu Świata 2012 i sikać w majtki ze strachu. Tak, myślę że to właśnie jest najważniejsze w życiu.

Zmieniając się w człowieka szukającego Radości nie trzeba kierować się żadnymi zasadami. Nie musisz medytować siedząc w pozycji lotosu, pół lotosu, czy 1/8 lotosu. Nie musisz wyginać się na zajęciach z PSEUDOjogi (bo ta gimnastyka propagowana w Polsce z jogą ma tyle wspólnego co schabowy z wegatarianami) albo czytać o tym kiedy odbędzie się kolejny festiwal końca świata. Bo jeśli ten koniec świata nadejdzie jutro (pojutrze, za tydzień – nie ważne) to umrzesz pełen żalu i smutku że zamiast żyć chwilą, celebrować to co dostajesz od życia, Ty uganiałeś się za jakimiś duchami i widmami wspaniałej i świetlanej przyszłości. Przypomni to historię człowieka odkładającego całe życie na konto po to żeby umrzeć nie wydając ani grosza.

Kiedyś pewien mistrz powiedział: "Zjedz kanapkę, weź prysznic, przytul się do małżonki. To najlepszy rozwój duchowy."

I nie myślcie sobie że neguje jakikolwiek wysiłek w dążeniu do szczęścia. Choć gatunek ludzki jest mistrzem w popadaniu w skrajności, to nie idźmy za tym stereotypem. Nie zawsze coś musi być czarne a coś białe (znów bez aluzji). Kiedyś znajomy powiedział że szczerze wierzy w istnienie Szarej Ścieżki. Zdrowego połączenia dwóch biegunów, które zapewni harmonie i da szczęście w życiu bez wyrzeczeń. Wtedy nie słuchałem go i wydawało mi się to dziwne. Teraz wiem że te słowa były naprawdę cenne i jak zwykle doceniam je z perspektywy czasu. Dziękuje za nie.

Na zakończenie chciałbym Wam cos pokazać (choć pewnie zna to wiele osób). Kiedyś ktoś napisał bardzo mądre słowa idealnie podsumowujące ten mały wywodzik (ponoć Budda Siakjamuni w VI wieku p.n.e choć dla mnie mogła to być Krysia 30 lat temu).

Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego co przynosi powodzenie wam i innym.

Więcej naszych artykułów znajdziesz na: thelinked.pl