JustPaste.it

Rodzina i sprawiedliwość ponad wszystko

6 września 2012.Ogólnokrajowy kanał BBC1 emituje program dokumentalny.Bohaterem jest rodzina pana Tomasza – obiekt niebywałej agresji ze strony dotąd bezkarnych wyrostków.

6 września 2012.Ogólnokrajowy kanał BBC1 emituje program dokumentalny.Bohaterem jest rodzina pana Tomasza – obiekt niebywałej agresji ze strony dotąd bezkarnych wyrostków.

 

Ogólnokrajowy kanał BBC1 emituje 6 września 2012r. program dokumentalny pt. ‘Neighbourhood Watched’. Bohaterem odcinka jest rodzina pana Tomasza – obiekt niebywałej agresji ze strony dotąd bezkarnych wyrostków.
Jednak "władza trzyma rękę na pulsie, a sprawne działanie policji oraz council’u doprowadza do happy‑end’u" – taki przynajmniej jest wydźwięk reportażu.

A jaka jest pełna prawda?

***

Co szósty obywatel Wlk. Brytanii mieszka w ‘council flacie’, czyli mieszkaniu oddanym lokatorowi do użytku przez państwo. Po pięciu latach, mieszkańcom przysługuje prawo do wykupu lokalu, praktycznie za kwotę dotychczasowego czynszu. Nic dziwnego, że kolejka po to ‘szczęście’ rośnie z tygodnia na tydzień. Ewie i Tomaszowi udało się.

Obiecujący start

Jest rok 2006 – Ewa i Tomasz wraz z trójką dzieci (13, 12, 9 lat) przeprowadzają się z Poznania do Manchesteru. W UK jest już siostra Pana Tomasza.
Początkowo wynajmują lokum w zgranej okolicy, bez międzysąsiedzkich kłopotów. Niestety, sam lokal jest przyciasny jak na piątkę osób. Ku uciesze rodziny, w 2008r. council przydziela im 3‑bedroom w szeregowcu na dzielnicy Irlam. Nieważne, że trzeba wyłożyć na remont. Biorą kredyt. Dzieci zmieniają szkoły. I wtedy się zaczyna…

Emigrant niepożądany

Na 11‑letniego wtedy syna, koledzy ze szkoły czekają po lekcjach, by go wyzywać, szturchać, a wreszcie regularnie bić. Kulminacją agresji jest wymalowanie synowi na czole “emigrant”. Chłopak zamyka się w sobie. Pani Ewa i pan Tomasz, mimo iż uruchamiają wiele służb i instytucji, wielokrotnie goszczą u kuratora oświaty, rozmawiają z nauczycielami i dyrekcją szkoły o problemie dzieci imigrantów, wiedzą, że jedynym sensownym rozwiązaniem jest przenieść syna do innej szkoły.

Jednak problemy pojawiają się również w nowym sąsiedztwie.

Eskalacja przemocy

 

Sąsiadami Pana Tomasza okazuje się być dość imprezowa rodzinka z ośmiorgiem dzieci: głośne party do bardzo późna, przerzucanie śmieci przez płot itp. Po grzecznym zwróceniu uwagi rodzicom ośmiorga wandali, nagle znika drzewko pani Ewy i ląduje na chodniku przed domem. Następnie na celownik idzie samochód naszych rodaków. Kończy się na słownych obelgach; sąsiadom nie podoba się odtąd, że w ogródku obok mówi się w języku polskim. W otworze na listy pojawiają się podpalone papiery, w dziurce od klucza klej, a wóz tymczasowych opiekunów domu zostaje zdemolowany. Obrywa się również Brytyjce, która jako jedyna ma czelność stanąć w obronie polskiej rodziny; w jej stronę leci telewizor. Kulminacją agresji jest Halloween 2009r., kiedy pan Tomasz przez całą noc broni domu jak warownego zamku, obleganego przez podchmielonych napastników. W okna lecą butelki, samochód zostaje zdewastowany.

 

Rano następnego dnia, pan Tomasz zdaje council’owi klucze do trefnego domu – ‘My już tam nie wrócimy’ – oświadcza stanowczo. Co na to polska ambasada? “Poza naszymi drzwiami, nie możemy zrobić dosłownie nic” – słyszy odpowiedź. Na szczęście, przygarnia ich do siebie siostra.

 

 

Dowodów brak

 

W czasie gdy pan Tomasz stoi nad głowami councilowskich urzędników, by ci postarali się o lokal zastępczy, a także gnębi policję, by ta “wreszcie coś zrobiła”, odpowiedzialni za rozbój sąsiedzi …podstawiają świadków. Całe szczęście, że jeden z fałszywie zeznających wpada na kłamstwie. To pierwszy konkretny dowód dla policji. Jednak w sądzie pada propozycja ugody. Skonsternowany pan Tomasz zdecydowanie odmawia – przecież on chciał sprawę załatwić, a nie przyklepać!

 

Z deszczu pod rynnę

Po dwóch tygodniach, nowy lokal jednak znajduje się. Pan Tomasz z rodziną oddychają z ulgą, choć zawczasu sprawdzają nową okolicę, Eccles Winton – jest ponoć czysta. Ponoć.

 

 

Druga przeprowadzka, drugi remont. Nowi sąsiedzi ściana w ścianę szybko okazują się jednak kopią poprzednich “sąsiadów z piekła”, jak określiła ich lokalna prasa.

d5aa6a34af08485e4e0bcadfe6695a91.jpg

***

Jacek Wąsowicz: Panie Tomaszu – drudzy sąsiedzi i ten sam problem? To niewiarygodne!

Dokładnie. Ale oni byli tak samo z piekła rodem i tak samo ciężko było im cokolwiek udowodnić. Dlatego my, nauczeni doświadczeniem, gdy pojawiły się pierwsze napaści, zainstalowaliśmy kamery. Cztery z frontu, dwie od ogródka, a w domu podgląd i nagrywanie wszystkiego, przez całą dobę.

 

Prywatne CCTV? Czy to dozwolone?

5b4eab11c49ada2a917034bb6b533a9f.jpg

Jak najbardziej. Ale np. Debbie, sąsiadka z naprzeciwka, poskarżyła się councilowi i policji, że ją podglądamy. Sama zaczęła nas obserwować przez lornetkę. Jest to w reportażu.

A co Pan poczuł po obejrzeniu tego dokumentu?

Szczerze mówiąc, byłem zniesmaczony. Wycięli najbardziej ostre fragmenty, np. jak mówię wprost co myślę o takiej młodzieży. Chociaż rozumiem, że gdyby tego nie wycięli, miałbym teraz na sobie wyrok śmierci.

Co w/g Pana jest głównym problemem tych wyrostków?

To, że czują się bezkarni. Kapturek na głowę i nawet w kamerze jest nie do rozpoznania. Ale też postawa innych jest temu winna. Ludzie w takich sytuacjach po prostu zmieniają domy na nowe. Nie walczą, nawet nie próbują! A inni się nie wtrącają, widząc przemoc i zło, bo się boją.

 

 

Pan jednak się nie bał…

20accf28b7fc25f10372d8223844062e.jpg

Skądże! Bałem się! Nieraz otoczyli mnie w samochodzie, banda kilkunastu gnojków, rzucali butelkami, skandowali rasistowskie hasła, to co miałem się nie bać!? Ale uznałem, że walczyć trzeba, bo takie zachowanie nie może ujść bezkarnie. Inaczej cały kraj tym sposobem rozniosą.

Co na to council i policja?

Są bezradni. Sprawiają tylko pozory, że coś robią, ale to na młodych już nie robi wrażenia. Oficer wyznał mi, że ich kamera na ulicy nie działa, tylko moje są sprawne. Np. na pierwszym adresie, ja i sąsiad, też Polak, dostaliśmy guziki policyjne – ale co z tego? On się załamał, całą rodziną wrócił do kraju. Ja walczę nadal.

O co i z kim?

O sprawiedliwość. A walczę głównie z mentalnością ludzi.

 

Ponoć sprawdzał Pan drugi adres w policyjnym rejestrze. Miał być spokojny.

046118e167205c6eb664d224b52df62a.jpg

Tak, ale sęk w tym, że te rejestry opierają się głównie na zgłoszeniach od mieszkańców, tylko jeśli nikt niczego nie zgłasza, to skąd rejestr ma być prawdziwy? I tu powraca problem mentalności: nie widzę, nie słyszę, mnie to nie dotyczy.

Skąd, w/g Pana, bierze się taka agresja?

 

Z głupoty. Przy kręceniu tego reportażu, policjant z 17‑letnim stażem powiedział mi prywatnie, że nie poznaje swych rodaków, że takiej agresji wcześniej tu nie było.

 

Czy coś zmieniło się w Waszym życiu po emisji programu?

 

Tak. Jeszcze tej samej nocy mieliśmy znowu zadymę; poleciały butelki. Ale w pracy, w szkole dzieci, a nawet na ulicy, nieznajomi zaczepiają nas, Brytyjczycy i emigranci; gratulują, dziękują. Inni opowiadają swoje historie. To dobrze, tak trzymać. Okazuje się nagle, że problem jest poważny i powszechny, tylko tego nie pokazują w mediach, zamiatają pod dywan.

20c0fc443f74987e222970160e71a072.jpg

Co słychać u syna?

Przenieśliśmy go do katolickiej szkoły – problemy jak ręką odjął. Tam się nie certolą i za byle wyskok rodzic idzie na dywanik, a jak to nie pomoże, dzieciak wylatuje ze szkoły. Jest dobrze.

Ma Pan może jakiś apel do Czytelników?

Tak. Trzeba odważyć się patrzeć na coś więcej niż czubek własnego nosa, bo warto. Nie możemy milczeć, a musimy ostrzegać się nawzajem, pisać na forum, coś robić. To dlatego dziś z Wami rozmawiam.

A my podziwiamy Pana wytrwałość w tej kilkuletniej walce i gratulujemy iście obywatelskiej postawy.

***

(oryginalna publikacja artykułu: "Polish Express" nr.399) 

 

 

Licencja: Creative Commons