Rodzina, ach rodzina

Z rodziną najlepiej wychodzi się na fotografii

 

0494a22d7acd76ba1f4d9471016d1677.jpg

 

„Za jakie grzechy dobry Boże?” reż. Philippe de Chauveron

Francja widocznie ma coraz większy problem z imigrantami dlatego twórcy postanowili obśmiać ten problem.

Małżeństwo Marie i Claude Verneuil (Christian Clavier I Chantal Lauby) ma cztery córki.

Tatuś to konserwatysta i tak naprawdę straszny zacofaniec, a trzy córeczki rok po roku zrobiły mu wbrew. Matce także.

No i mają zięciów: Żyda, Araba i Chińczyka. Ten ostatni jest wyższy od zarówno od teścia jak i od szwagrów.

Rodzinne spotkania to istna masakra, bo tolerancja młodych mężczyzn też jest ograniczona. Więc odbywa się bitwa na stereotypy, dogryzanie sobie na każdy temat.

Usuwanie napletka wnuka to kolejna okazja do zestresowania dziadka i babci. Tylko ich pies się niczym nie przejmuje i załatwia sprawę jednym chapnięciem.

Nadzieję na normalność państwo Verneuil pokładają w czwartej córce licząc, że wyjdzie za mąż za białego Francuza i katolika.

Jak nietrudno przewidzieć zawiodą się okrutnie, bo do wyboru mamy jeszcze Słowianina pijaka, Eskimosa śmierdzącego rybami, Indianina skalpującego, Afrykanina ludożercę i Bóg wie jeszcze kogo, może ET?

Trzy pary młodych postanawiają nie dopuścić do małżeństwa najmłodszej siostry z jakimś obcym. Biorą się za to z wdziękiem ślepego i kulawego mamuta.

Jest w filmie parę zabawnych scen, bo aktorzy robią co mogą ale mnie nie przekonali.

I jest on trochę feministyczny, to kobiety obu pokoleń łatwiej godzą się na zmiany jakie niesie współczesność, za to starsi mężczyźni tkwią uparcie przy swoim.

Problemy rozwiązuje wspólne picie alkoholu i łowienie ryb.

I jak to w komedii mamy happy end na starej zasadzie: „Zgoda! Zgoda! A Bóg wtedy rękę poda”.