JustPaste.it

22132110j5e1VxJ3.png

 

Usłyszawszy jego następne słowa, w odpowiedzi jedynie kiwnęłam twierdząco głową i wsiadłam z powrotem do mojego samochodu. Naprawdę nie miałam (prawie) nic do ukrycia ani nie zamierzałam niczego kombinować, ale byłam w stanie zrozumieć jego brak zaufania w stosunku do mojej osoby. W tej branży trzeba mieć oczy dookoła głowy i zastanowić się co najmniej jakieś pięćset razy, zanim postanowi się coś komukolwiek powiedzieć. Sama nie potrafiłam w pełni zaufać członkiniom Camorry, a co dopiero komuś z zewnątrz, więc bez zbędnych przemówień odpaliłam silnik i ruszyłam prosto przed siebie. Początkowo nie miałam żadnego konkretnego pomysłu, ale już zaledwie kilka minut później przypomniałam sobie o moim starym mieszkaniu, którego już od lat nie używałam. Okolica była dość odludna, ale za to miałabym pewność, że nikt nie wpadłby na cudowny pomysł, aby mnie tam szukać... a przynajmniej dotychczas tak mi się właśnie wydawało. I wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy usłyszałam wibrację telefonu, informując mnie o przychodzącej właśnie nowej wiadomości tekstowej. Kto o tej porze może czegoś ode mnie chcieć? Kolejna reklama banku czy może po raz pięćdziesiąty wygrałam BMW?, pomyślałam zirytowana, jedną ręką odblokowując urządzenie. Przez ostatnie kilka tygodni byłam kłębkiem nerwów, a mimo to nadal starałam się normalnie funkcjonować; wykonywałam swoje codzienne obowiązki tak jak do tej pory, a nawet z jeszcze większym zaangażowaniem, żeby tylko zająć czymś myśli. Może byłoby łatwiej, gdybym mogła komuś o minionych wydarzeniach powiedzieć, ale nie chciałam nikogo niepotrzebnie narażać na niebezpieczeństwo; tym bardziej, że granica między przyjacielem a wrogiem coraz częściej się zacierała. Nawet liderka Camorry, mimo że potrafiła być miła, ostatnio sprawiała dość nieprzychylne wrażenie, dlatego nic dziwnego, że gdy usłyszałam dźwięk przychodzących kolejnych wiadomości, nie potrafiłam ukryć zdenerwowania.

 

 

Nieznany: Ohira, obserwujemy uważnie każdy Twój ruch.

Nieznany: Za pół godziny pod wskazanym adresem i ani minuty spóźnienia. [tuwpiszadres]

Nieznany: Mam nadzieję, że się rozumiemy, bo w przeciwnym razie zginiesz Ty i ten, który jedzie za Tobą również.

Wiadomości oznaczone jako przeczytane.

 

O kurwa. Tego to się nie spodziewałam. W lusterku faktycznie zauważyłam jadące zaraz za Grenardem dwa czarne vany. Miałam ochotę przybić sobie piątkę w twarz za spostrzegawczość (a raczej jej brak). Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć? Okej, musiałam szybko się uspokoić i coś sensownego wymyślić. Rozmowa z Grenardem mogła poczekać, więc uchyliłam samochodową szybę i dałam mu znak ręką, aby się wycofał, a gdy to nie pomogło, próbowałam go (i przy okazji tamte dwa auta jadące za nami również) zgubić. Znowu bezskutecznie. Ja. Się. Poddaję. Czy on jest głupi czy na tyle szalony, że nie wie co czyni? Okej. Proszę bardzo, ale żeby później nie było, że go nie ostrzegałam.

Podjeżdżając do dzielnicy w Londynie, którą zamieszkiwałam zanim dołączyłam do gangu, dopiero po kilku minutach zdecydowałam się wysiąść z samochodu.

❝ — Za mną. Szybko. Nie mam dużo czasu. — Powiedziałam cicho, gdy napotkałam spojrzenie Grenarda. Przez całą drogę od samochodu do klatki schodowej co chwilę zerkałam nerwowo w stronę dwóch czarnych vanów zaparkowanych niedaleko, których kierowcy chyba nie zamierzali wysiadać, a gdy znaleźliśmy się wewnątrz budynku, prawie biegłam po schodach aż do czwartego piętra, kiedy musiałam się zatrzymać, żeby otworzyć drzwi. — Zawsze chciałam zostać dżentelmenem i przepuszczać ludzi w drzwiach, więc proszę... — Wysiliłam się na żart, aczkolwiek mężczyźnie chyba nie bardzo było do śmiechu, jednak nie protestował i wszedł do środka, a zaraz za nim weszłam i ja, przekręcając za sobą klucz w zamku.

❝ — W innym przypadku pewnie zaproponowałabym coś do picia, ale od lat nie korzystam z tego mieszkania, więc w lodówce jest tylko światło... Niemniej jednak, chyba wystarczy tych uprzejmości i przejdę do konkretów. — Zaczęłam, natychmiast przywołując do siebie spokojny wyraz twarzy i siadając wygodnie na jednym z foteli. — Pewnie się domyślasz o czym chciałam z Tobą rozmawiać, ale może zacznę od tego, że jeśli mnie pamięć nie myli to zawieszenie broni między Camorrą a The Crips miało miejsce dawno temu. Oświeć mnie, jeśli się mylę... — Zrobiłam krótką pauzę, a kiedy nie zauważyłam żadnej reakcji z jego strony, bez wahania kontynuowałam dalej. — Czyli tak jak myślałam, tylko w takim razie czegoś tutaj nie rozumiem... Myślałam, że nikt nie atakuje bez powodu sojusznika, więc w takim razie... dlaczego strzelałeś do mojej współpracowniczki i co ma z tym wszystkim wspólnego liderka Camorry? — W tamtym momencie czułam się jak Sherlock Holmes, rozwiązujący jakąś arcyważną zagadkę, a gdy wysłuchałam jego odpowiedzi, jedyne co byłam w stanie powiedzieć to: „Ta kobieta chyba ma coś z głową”, jednak z drugiej strony ulżyło mi, że nie byłam jedyną osobą, która podejrzewała, że liderka kobiecego gangu miała drugie oblicze i Bóg wie do czego jeszcze byłaby zdolna. Już miałam otworzyć usta, aby coś jeszcze powiedzieć, kiedy nagłą ciszę przerwało pukanie (chociaż to i tak było zbyt łagodne określenie) do drzwi.

❝ — Otwieraj drzwi, Ohira. Wiem, że tam jesteś. — Do moich uszu dotarł krzyk osoby znajdującej się po drugiej stronie drzwi, na co jedynie odparłam ciche, ale nadzwyczaj zawzięte: „Po moim trupie”, zastanawiając się czy w zaistniałej sytuacji ucieczka będzie jedynym słusznym rozwiązaniem.