Relacje stamtąd (cz. 8)

Andriej (Andreas Berglesov) był martwy przez 5 godzin. Widział niebo. Żyje bez części żołądka, odcinka jelit, trzustki i śledziony. Jego życie jest zagadką dla medycyny.

 

c53c3a10a3370d505c32fb584ec3af41.jpg

Andriej Berglesov jest pastorem[1]. Zimą 1995 roku był razem z dwoma towarzyszami na ewangelizacji w okolicach Bajkału na Syberii. Była zamieć śnieżna, Andriej prowadził auto, kiedy nagle zobaczył światła dwóch ciężarówek jadących z naprzeciwka. Jedną udało mu się ominąć, z drugą doszło do czołowego zderzenia. Uderzenie było tak silne, że pedały gazu znalazły się na wysokości siedzenia,a kierownica wgniotła go w fotel. Doznał poważnych obrażeń wewnętrznych (później okazało się,że kierowca ciężarówki był pijany). Towarzysze podróży wydostali Andrieja z auta i pierwszym nadjeżdżającym pojazdem odwieźli go do wiejskiego szpitala. Zanikał mu już puls. Podejrzewano krwawnienie wewnetrzne. Otworzono jamę brzuszną w poszukiwaniu przyczyny zaniku pulsu i... lekarze przeżyli szok! Organy były oderwane i przesunięte pod serce. Trzy litry krwi rozlały się w jamie brzusznej. W szpitalu nie było zapasów krwi do transfuzji. Lekarze nie wiedząc co robić zaryzykowali więc, wyciągnęli oderwane organy, a krew rozlaną w jamie brzusznej zbierali, filtrowali i wpompowywali z powrotem w żyły. Serce tego nie wytrzymało i stanęło - Andriej umarł. Kiedy lekarze stwierdzili zgon, włożono organy z powrotem w otwartą jamę brzuszną i spięto ją metalowymi klamrami. Ciało przygotowywano do wywiezienia do kostnicy. Tak zakończyło się życie Andrieja na ziemi. Swoje przeżycia on sam opisuje tak: „Kiedy moje serce zatrzymało się poczułem, że wychodzę z ciała i zaczynam się unosić. Unosiłem się i unosiłem, przeniknąłem sufit - nie stanowił on dla mnie żadnej przeszkody - a także przez dach szpitala. W pierwszym momencie widziałem jeszcze swoje ciało i to, jak lekarze próbują jeszcze przywrócić mi życie elektrowstrząsami. Pomyślałem wtedy: ”Po co oni to robią, ja nie chcę wracać, nic mnie nie boli, jest mi tu tak dobrze“. Kiedy tak spoglądałem na swoje ciało, usłyszałem dochodzący mnie ze wszystkich stron śpiew. Ten śpiew był wyjątkowy! Nieziemski,wspaniały! Ku mnie zbliżał się tłum ludzi ubranych w lśniące, białe szaty, oni także śpiewali. Podeszła do mnie młoda dziewczyna, wzięła mnie za rękę i spytała: ”Andriej, ty też tutaj jesteś? To wspaniale!“ Poznałem ją, była to dziewczyna z naszego zboru, która dwa miesiące wcześniej umarła na białaczkę. Nagle znalazłem się nad moim miastem, a dokładnie nad domem gdzie wcześniej z rodzicami mieszkała ta dziewczna. Widziałem wszystko co działo się w mieszkaniu, z detalami.Zobaczyłem jej matkę, siedzącą w fotelu i płaczącą. Wtem usłyszałem GŁOS który przenikał wszystko. Ten GŁOS był srogi, władczy, a jednocześnie pełen miłości. Zrozumiałem,że to mówi BÓG. On zapytał mnie: ”Co ona robi?“ Byłem zakłopotany, bo przecież widać było, że ona płacze. Bóg zapytał drugi raz:”Dlaczego?“ Nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie, milczałem. „Nie macie co robić, jak tylko siedzieć i płakać?”- padło trzecie pytanie. Potem Bóg powiedział do mnie: ”Patrz, chcę ci coś pokazać.” 

Zobaczyłem szeroką drogę, która wychodziła z mojego miasta, skręcała na lewo i niknęła za horyzontem. Były na niej tłumy ludzi. „Znasz tę drogę?” „Tak to droga do piekła” -odpowiedziałem. Potem zobaczyłem inną drogę, która też wychodziła z mojego miasta. Ta droga była wąska, unosiła się ku górze i niknęła w chmurach - było na niej tylko kilkoro ludzi. „Znasz tę drogę?” -usłyszałem ponowne pytane. „Tak, mój Panie, ta droga prowadzi do Ciebie ,do Raju” - odpowiedziałem. Bóg przemówił do mnie jeszcze raz: „Twoje życie i twoja misja na ziemi jeszcze się nie skończyły. Przedłużę twoje życie, ale musisz wiedzieć ,że czasu zostało bardzo mało. Twoim zadaniem będzie ściągnąć jak najwięcej ludzi z szerokiej drogi na tę wąską prowadzącą do  Mnie. Wykorzystaj ten czas!” Po tych słowach znowu znalazłem się w swoim ciele. Otworzyłem oczy. Coś ciemnego przykrywało moją twarz, to było prześcieradło. Od zatrzymania się mojego serca minęło 5 godzin. W tym czasie dyżurny lekarz chirurg, który chciał jeszcze raz zobaczyć moje ciało przed wywiezieniem do kostnicy, zobaczył moje otwarte oczy, przestraszył się, zaczął krzyczeć i uciekł.

Po chwili przybiegły pielęgniarki i zawiozły mnie na salę operacyjną. Międzyczasie znalazła się kobieta z tą samą grupą krwi co moja-przetoczono mi ją. Usunięto mi żołądek, jelito cienkie, trzustkę, śledzionę i pozszywano podziurawione płuca i przeponę. Lekarze powiedzieli mojej żonie żeby się ze mną pożegnała bo nie będę żył. Dwa tygodnie byłem na granicy życia i śmierci. Ja jednak wiedziałem, że będę żył bo Bóg miał dla mnie misję do wypełnienia. Tylko Bóg jest dawcą życia i tylko Bóg może je dać lub wziąć.”



[1] Relacja pochodzi ze strony: http://www.gottes-wort.org/dokumente/zeugnis_pl.html. Poddałem ją edycji stylistyczno - interpunkcyjnej. Jest również dostępna na YouTube w pełnej wersji, w języku polskim ("Andreas Berglesov - człowiek bez narządów" [ 

Video thumb
 ].