Przybieżeli do Carrefouru...

Kto dziś, zaprzątnięty myślami o tym, co kupić pod choinkę czy na stół świąteczny, zwraca uwagę na to, co płynie zewsząd ze sklepowych głośników — na treść kolęd?

 

Jesteśmy na finiszu przedświątecznej gorączki zakupów. Przez megasklepy przewalają się tłumy w poszukiwaniu prezentów dla najbliższych. Od Carrefouru, przez Tesco, po Real i wszystkie inne z głośników zewsząd słychać znane melodie pięknych polskich kolęd: Bóg się rodzi, Przybieżeli do Betlejem, Cicha noc, Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi. Handlowcy prześcigają się w tworzeniu tej swoiście świątecznej atmosfery, którą najchętniej zaczęliby tuż po święcie zmarłych. Jest tylko jedno ale... Kto dziś, zaprzątnięty myślami o tym, co kupić pod choinkę czy na stół świąteczny, zwraca uwagę na to, co płynie z głośników — na treść kolęd?

Do tego szumu przyłączają się jeszcze radio i telewizja, prezentujące w tym samym czasie nagrania artystów na co dzień może mało religijnych, ale za to w grudniu bardzo — przynajmniej sądząc z... kolędowego repertuaru.

W tym sklepowo-medialnym hałasie nie tylko gubi się niezwykle istotna treść kolęd, ale wręcz nam powszednieje. Mam wrażenie, że przeciętny Polak, wysłuchawszy w grudniu po raz tysięczny, że Bóg się rodzi, nie pomyśli: po co?, ale: no i co z tego?

Żeby jednak choć nieco ocalić od spowszednienia treść kolęd, zwrócę uwagę na niezwykle istotną, moim zdaniem, treść tylko jednej z nich — właśnie tej: Bóg się rodzi, moc truchleje.  Po to, byśmy — gdy ją usłyszymy lub sami zaśpiewamy — mogli zastanowić się, co jej autor chciał nam przekazać.

Przypomnijmy ją sobie: Bóg się rodzi moc truchleje / Pan niebiosów obnażony / Ogień krzepnie blask ciemnieje / Ma granice nieskończony / Wzgardzony okryty chwałą / Śmiertelny król nad wiekami / A słowo ciałem się stało / I mieszkało między nami // Cóż masz niebo nad Ziemiany / Bóg porzucił szczęście swoje / Wszedł między lud ukochany / Dzieląc z nim trudy i znoje / Niemało cierpiał niemało, / Żeśmy byli winni sami / A słowo ...// W nędznej szopie urodzony / Żłób mu za kolebkę dano / Cóż jest, czym był otoczony / Bydło pasterze i siano / Ubodzy, was to spotkało / Witać Go przed bogaczami / A słowo...// Podnieś rękę Boże dziecię / Błogosław ojczyznę miłą / W dobrych radach w dobrym bycie / Wspieraj jej siłę swą siłą / Dom nasz i majętność całą / I wszystkie wioski z miastami / A słowo...//.

Co to znaczy, że jakaś moc drżała ze strachu, gdy rodził się Chrystus? Widocznie ktoś miał powód, by się bać tego wydarzenia. Ktoś, kto wiedział, że Ten, który się narodzi, zagrozi jego potędze, a może nawet położy kres jego panowaniu. Najprościej można byłoby wskazać na króla Heroda — gdy dowiedział się, że według proroctw właśnie narodził się nowy król żydowski, kazał wymordować w Betlejem wszystkich niedawno narodzonych chłopców. Ale można też sięgnąć głębiej i wskazać na szatana i jego demony od wieków walczące z Bogiem i Jego ludem. Apostoł Paweł pisze o nich, że „bój toczymy nie z krwią i z ciałem [czyli ludźmi — red.], lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” [1]. Szatan tak bardzo bał się pojawienia na świecie Chrystusa, że nie tylko postanowił doprowadzić do zabicia Go tuż po narodzeniu, ale próbował nawet wcześniej tym narodzinom zapobiec. Wiedząc, że Zbawiciel miał przyjść na świat w narodzie izraelskim, podejmował próby zniszczenia całego narodu, by nie mógł się z niego narodzić Ten, który miał go pozbawić panowania na ziemi. W czasach Mojżesza i pobytu Izraelitów w Egipcie faraon również nakazał zabijanie wszystkich nowo narodzonych chłopców żydowskich. W czasach perskich, po niewoli babilońskiej narodu żydowskiego, na skutek pałacowych intryg doszło do wydania dekretu nakazującego zabicie wszystkich Żydów w całym imperium. Tak, szatan miał powód, by się bać narodzenia tego dziecka. Wiedział, że według proroctwa Izajasza, „władza spocznie na jego ramieniu i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny i Książę Pokoju” [2].

Dalsza część kolędy zwraca naszą uwagę na istotę planu zbawienia, na zwycięstwo nad złem przez samouniżenie się Boga. Jeśli bowiem zło ma swój początek w samowywyższeniu się stworzenia, które chciało zrównać się ze Stwórcą [3], to kres złu mogło położyć jedynie odwrotne działanie Boga. Bóg dokonał tego poprzez swojego Syna, o którym napisano, że „chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” [4]. Dlatego w kolędzie mówi się o Panu niebiosów, Nieskończonym, Królu nad wiekami, który jednak porzucił szczęście niebiańskiego bytowania, chwałę, która Go okrywała, i wraz z przyjęciem ciała nadał swej boskości granice — stał się śmiertelny, a tym samym narażony na trudy i znoje, a także wzgardę, czyli odrzucenie przez tych, których przyszedł ratować. O tym właśnie czytamy w Ewangelii Jana — że „do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli” [5]. Tam też czytamy, że Słowo, które było na początku u Boga i które było Bogiem, „ciałem się stało i zamieszkało wśród nas i ujrzeliśmy chwałę jego, jaką ma jedyny Syn od Ojca” [6]. Bóg zdecydował się posłać swego Syna między lud ukochany, gdyż „tak umiłował świat, że syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” [7].

Dalej kolęda mówi, że Jezus cierpiał niemało, choć to my sami byliśmy winni. Autor słów niemal cytuje tu Izajasza, który zapowiadał, że Mesjasz „nasze cierpienia wziął na siebie” i został „zraniony (...) za występki nasze, starty za winy nasze”. Jednak miało się to stać „dla naszego zbawienia” [8].

Pamiętajmy o tym, gdy ponownie usłyszymy lub będziemy śpiewać tę kolędę.

Andrzej Siciński

 

[1] Ef 6,12. [2] Iz 9,5. [3] To właśnie uczynił Lucyfer, który mówił: „Wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże (...) zrównam się z Najwyższym” — Iz 14,13-14. [4] Flp 2,6-8. [5] J 1,11. [6] J 1,1.14. [7] J 3,16. [8] Iz 53,4-5.