━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Wiecie jakie są plusy posiadania prywatnej strzelnicy na obrzeżach miasta? Że jest na obrzeżach i jest prywatna, a co za tym idzie nikt nie będzie cię sprawdzał, pilnował, a już tym bardziej nie najdzie cię kiedy spokojnie strzelając do celów z nowego typu broni, przy okazji postanowiłeś sobie zaruchać. Nieee, w ogóle właśnie nie wykonuję serii z Glock'a 45 milimetra, a przy okazji zaspokajam siebie i dziwkę, ale to tak tylko przy okazji. Zagłębiając się coraz mocniej i szybciej we wnętrzu swojego aktualnego, chwilowego partnera ostatecznie odłożyłem broń, któryś raz z kolei zerując magazynek. Początkowo oparłem dłonie po obu stronach ciała mężczyzny przyspieszając ruchy swoich bioder z satysfakcją rejestrując, że jego jęki przebijają się nawet przez zatyczki do uszu, które wyciągnąłem, żeby jednak mógł w pełni słyszeć jego jęki. JiNi... chyba tak miał na imię... Nie pamiętam... Wydawał z siebie tak urocze dźwięki, że na mojej twarzyczce cały czas gościł tryumfalny uśmiech. W końcu poczułem jak oboje zbliżamy się do orgazmu, więc podniosłem go przyciskając jego plecy do swojej klatki piersiowej, przyspieszyłem swoje ruchy, ustami zaczynając dopieszczać ustami jego szyję. [...] Wysuwając się z niego jedynie z satysfakcją spoglądałem jak ledwo trzyma się na nogach kurczowo trzymając stolika. Ogarnąłem się, zapłaciłem... i jak gdyby nigdy nic wyszedłem spoglądając jeszcze na zegarek. Dobrze, mam jeszcze czas.
Wróciłem do domu, a po odbębnieniu codziennej, standardowej kłótni z żoną, przebrałem się w garnitur... w końcu wybieram się do renomowanej galerii sztuki, trzeba więc jakoś wyglądać... zapiąłem czarną koszulę srebrnymi spinkami, ubrałem pas z kaburą i pistoletem, a na to matowa marynarkę garnituru. Syn od zawsze uwielbiał widzieć mnie w garniturze... szkoda, że przy tym równie często patrzy na swoją płaczącą matkę i na nasze kłótnie... W całym tym życiu żałuję tego małżeństwa, do którego i tak zostałem zmuszony, ale teraz jest taki plus, że mam dobrą przykrywkę. Mojej... kobiety... mi nie szkoda... szkoda mi w tym wszystkim jedynie syna. Zaczesałem jego ciemne włoski i wyszedłem udając się od razu do czarnego samochodu... Zdecydowanie za dużo mam czarnych rzeczy. Przydało by się jakąś tęczę gdzieś pierdolnąć, bo dlaczego by nie. Droga do galerii nie zajęła mi dużo czasu i po kilku minutach wszedłem w wystawne mury w obstawie dwóch ochroniarzy, nie rzucających się na pierwszy rzut oka. Ot zwykli znajomi, znawcy sztuki, lekko wątłej budowie ciała, brązowym garniturze i okularach lenonkach. Idealni do wtopienia się w tłum i do towarzystwa przy czasie oczekiwania na sprzedawcę.
Po dość długiej dyskusji odbytej przy obrazie nieznanego mi malarza, zdążyli zaśmiecić mój umysł wszelkimi teoriami, interpretacjami i motywami podobnymi do pierdyliarda innych twórców. Prawda, nigdy nie doceniałem sztuki w tym aspekcie, od momentu jak uderzenie brudnym pędzlem o płótno wywyższało je na noszące dzieło sztuki i sprzedawane za miliony dolarów. Odszedłem kawałek i zatrzymałem się przy obrazie słoneczników... które widywałem bardzo często tutaj.
- Van Gogh zawsze miał ciekawe podejście do rzeczywistości.
- Dla mnie i tak nie umywa się do Da Vinci'ego - odparłem dalej jednak z zaciekawieniem przyglądając się obrazowi, którego tematyka była tak zwyczajna, ale motyw zawsze na tej ścianie nie odbiegała od słoneczników. Ciekawiło mnie to po prostu dlaczego. Spojrzałem jednak w końcu na podstarzałego mężczyznę, który przywitał mój wzrok życzliwym spojrzeniem.
- Możemy? - zapytał zapraszając mnie ruchem ręki w stronę przejścia do drugiego pomieszczenia. Skinąłem głową i skierowałem swoje kroki za mężczyzną. Przeszliśmy przejściem dla pracowników, a potem schodami do prowizorycznej piwnicy, gdzie poukładanych było sporo drewnianych skrzyń. W większości i tak były bardzo dobrze zabezpieczone działa sztuki, relikty i inne szmery bajery. Mnie interesowały tylko konkretne skrzynie, w których już czekały na mnie i moich ludzi nowiutkie Springfield'y M1903.
- Jesteśmy dogadani?
- Jak zawsze przyjacielu... O ile się sprawiłeś jak zawsze - spoglądnąłem na mężczyznę, który odsunął pokrywę jednej z większych skrzyń, a pod obrazem znajdowała się broń. Wziąłem jedną z nich i przyglądnąłem... przymierzyłem, sprawdziłem wejście na pociski...
- Wygląda dobrze... ale więcej dowiem się jak pójdą w obieg - odparłem, z zaraz mój wzrok padł na chłopaka, który zaczął schodzić po schodach, przez co załadowałem trzymaną w ręce broń i wymierzyłem w stronę schodów.
- Spokojnie panie Park, to tylko mój syn. Proszę mu się dobrze przyjrzeć i zapamiętać, bo pewnego dnia to z nim będzie Pan robił interesy. - jego słowa mnie nieco uspokoiły, przez co opuściłem broń... I tak jak powiedział mężczyzna... przyjrzałem się jego synowi... Jego delikatna uroda mnie urzekła. Maił ładną twarz ubrudzoną lekko kolorową farbą i pędzel z zaschniętym włosiem wepchnięty za uchem.



━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━