Prawdziwa historia Kopciuszka

Co jest najważniejszym elementem tej bajki? Fakt, że biedna sierota pogardzana przez macochę i jej wredne córki – spotyka księcia, który cudownym sposobem odmienia jej los.

 

Za oknem monotonnie sypie śnieg (pisałem to jakiś czas temu, dyskusję można zobaczyć pod tym linkiem). Co jakiś czas chodzimy na zmianę pod wiatę podlać koniowatym wody (na szczęście – kran już od ponad doby nie zamarza) albo podrzucić siana. Poza tym – nie ma KOMPLETNIE NIC do roboty. Chętnie bym się upił, ale nie mam czym…

 

W tej sytuacji, w związku z niesłusznym zwąpieniem koleżanki – blogerki Agniechy w realność Kopciuszka – zadałem sobie odrobinę trudu i posługując się:
- „Historią życia prywatnego“ tom. 2, „Od Europy feudalnej do renesansu“
- „Historią Bizancjum“ Kazimierza Zakrzewskiego,
- anglojęzyczną Wikipedią
zrekonstruowałem prawdziwą historię tej archetypicznej postaci.

 

Co jest najważniejszym elementem tej bajki? Oczywiście fakt, że dziewczyna biedna, kuchenny kocmołuch, sierota pogardzana przez macochę i jej wredne, paskudne córki – spotyka księcia, który cudownym sposobem odmienia jej los. W czym niebagatelną rolę odgrywa Dobra Wróżka oraz zagubiony pantofelek (i stąd asocjacja z porannym wpisem o szpilkach…).

 

a2f0758dbecb1138e4bd472497358306.jpg
ja tam nic nie wiem, ale to zdjęcie było podpisane "Kopciuszek"...

 

Tylko – Drogie Czytelniczki – zanim zrosicie swoje jedwabne chusteczki nadobnymi ślozy, pozwólcie na małe wyjaśnienia. Tak ładnie to wygląda tylko w tych nowoczesnych, disneyowskich, uładzonych wersjach klasycznej przecież bajki. Nie tyle zakłamujących, co – pomijających milczeniem kontekst sytuacyjny.

 

A kontekst sytuacyjny jest taki, że książę (w innych wersjach – jego Szanowni Rodzice) wydaje bal, na który zaproszone są córki lokalnych notabli po to, aby WYBRAĆ SOBIE ŻONĘ.

 

Cóż to jest takiego..? Ano zwyczaj, określany w języku angielskim jako „bride show“, w polskim wykładany zwykle jako „konkurs piękności“. Zwyczaj, jak najbardziej – autentyczny, rzeczywiście praktykowany czasem w Bizancjum i w Rosji.

 

Po raz pierwszy wybrała w ten sposób żonę dla swojego, 17-letniego podówczas syna, Konstantyna VI cesarzowa Irena – w roku 788. Tyle wiemy. Są historycy, którzy twierdzą, że sama Irena – w ten właśnie sposób została małżonką cesarza Leona IV już w roku 769.

 

c7163483ab3dd0136017e6a69ee0d555.jpg
Solid cesarzowej Ireny. Która, jako jedyna w dziejach Bizancjum kobieta - pretendowała do samodzielnych rządów. Dzięki czemu, nie uznający jej tytułu do władzy papież: mógł koronować Karola Wielkiego na nowego Augusta Zachodu...

 

Legendy zaś – przypisują wynalazek tego „konkursu piękności“ Pulcherii, starszej siostrze cesarza Teodozjusza II, która miała była – wedle pewnych interpretacji – tak wybrać dla niego na żonę piękną i mądrą Athenais.

 

Athenais to rzeczywiście – prawdziwy Kopciuszek wśród cesarzowych. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby to właśnie jej historia była pierwowzorem znanej bajki.

 

Athenais, urodzona około roku 400, była ukochaną córką Leontinusa, wykładowcy retoryki w antiocheńskiej Akademii, podówczas – jednej z najsłynniejszych w cywilizowanym świecie. Przy tym: człowieka zamożnego, który swojej rodzinie potrafił zapewnić najwyższy dostępny wówczas komfort, z obszerną, pełną ksiąg i służby rezydencją na czele. Miała dwóch braci. Kiedy umarła ich matka, w roku 412 – Athenais, którą od maleńkości cechowała wybitna pamięć i nieprzeciętne zdolności, została uczennicą i najbliższym powiernikiem swojego ojca – zarządzając też rodzinną rezydencją i pełniąc honory pani domu.

 

Niestety, Leontinus umarł w 420 roku, pozostawiając cały majątek synom – Athenais otrzymała tylko 100 monet i ezofową przepowiednię w testamencie ojca, że to zupełnie wystarczy, aby wypełniło się jej przeznaczenie – najwspanialsze, jakiego może dostąpić kobieta.

 

Bracia natychmiast wygnali siostrę z domu. Zatrzymała się u ciotki. Ciotka (pierwowzór Dobrej Wróżki…), poradziła jej szukać sprawiedliwości w Konstantynopolu.

 

Młody cesarz Teodozjusz II skończył właśnie 20 lat i poprosił swoją siostrę Pulcherię, by znalazła mu odpowiednią towarzyszkę życia. Ponieważ Athenais antyszambrowała w pałacu za swoją sprawą, te dwie panie – po prostu: musiały się ze sobą spotkać. Pulcheria była pod tak głębokim wrażeniem urody i inteligencji młodej petentki, że od razu pobiegła do brata z radosną wieścią, że – znalazała mu żonę.

 

W ten sposób: testament Leontinusa wypełnił się co do joty. Istotnie bowiem – ów uwłaczający legat 100 monet, jako powód wyjazdu do Konstantynopola, zupełnie wystarczył do tego, aby jego ukochana córka została cesarzową.

 

Źli bracia na wieść o wyniesieniu siostry – wzięli co prędzej nogi za pas pewni, że teraz czeka ich hańbiąca i bolesna śmierć. Athenais, którą właśnie pośpiesznie ochrzczono i odtąd znana była jako cesarzowa Aelia Eudocja – nie tylko jednak, nie próbowała się mścić na rodzeństwie, ale wręcz odwrotnie – załatwiła braciom intratne i zaszczytne urzędy.

 

61aaf32ebeb90924e4d34e4b673b3982.jpg
Cesarzowa Aelia Eudocja

 

Czyż nie jest to piękna opowieść?

 

No nie do końca. Co prawda, NIE MOŻNA WYKLUCZYĆ, że Athenais tak samo zakochała się od pierwszego wrażenia w młodym Teodozjuszu, jak on w niej (koniec końców – władza to silny afrodyzjak, nasz etatowy ekspert w „tych sprawach“ mógłby coś na ten temat na pewno powiedzieć…).

 

Generalnie jednak – nie o to w tego rodzaju cesarskich zalotach chodziło. Powinniśmy pamiętać, że jeszcze całkiem niedawno – miłość między małżonkami wcale nie uchodziła za KONIECZNY WARUNEK szczęśliwego małżeństwa!

 

Małżeństwo to była sprawa bytowa. Kościół wymagał wprawdzie, aby młodzi wyrazili swoją zgodną wolę – ale też: nie miał nic przeciwko temu, aby ich rodziny tę wolę do zgody taką lub inną perswazją doprowadziły (niejedna święta swój wieniec niebieski – oślim zaiste sprzeciwem wobec mądrości ojca i matki w tej akurat sprawie – zdobyła…).

 

Małżeństwo to była sprawa bytowa – nie tylko dla panny młodej czy pana młodego, ale także – dla obu w ten sposób wchodzących w koligację rodzin. Czego właśnie los braci Athenais – jest najlepszym dowodem. Jeśli nie zakochała się w Teodozjuszu, to: poświęciła się nie dla kogo innego – jak właśnie – dla swoich (wyrodnych!) braci, którzy jej poświęceniu zawdzięczali własne wyniesienie…

 

Małżeństwo to była sprawa bytowa. I jako taka – należała do kategorii spraw codziennych, praktycznych i rzeczywistych. Jak jedzenie, picie, spanie – jak śmierć. Każdy musi jeść, pić, spać. Każdy umrze. I każdy musi się ożenić lub wyjść za mąż – bo tego wymaga życiowa konieczność.

 

Natomiast miłość? Miłość to sprawa odświętna, niecodzienna, boska (albo demoniczna…). Miłość może się przytrafić – ale gwarancji na to, przecież – nikt nie da. Jeśli miłość pojawi się w małżeństwie – jest to znak łaski boskiej. Jeśli poza małżeństwem – no cóż: i tak bywa – i wcale to małżeństwu, samo w sobie, szkodzić jeszcze nie musi…

 

Czekać z małżeństwem na miłość – to jak czekać z jedzeniem na Gordona Ramseya. Owszem: są tacy – których stać. Ale przecież – wielu ich chyba nie ma..?

 

Taki był sposób myślenia o małżeństwie i miłości – jeszcze całkiem niedawno. Dla Was, Drodzy Czytelnicy, pewnie to dziwne. A może nawet – skandaliczne. Zapewniam Was: jeszcze naszym pradziadom – skandalicznym wydawało się „małżeństwo z miłości“…

 

„Konkursy piękności“ to był raczej niezwykły sposób aranżowania małżeństw. Nawet w Bizancjum – zdarzały się wyjątkowo. Częściej cesarze (a bywało, że – cesarzowe…) dobierali sobie małżonki kierując się polityczną i dynastyczną rachubą.

 

Charakterystyczne jest, że już zachodnioeuropejskie średniowiecze dostrzegło pewną niepokojącą asymetryczność „konkursu piękności“. Oto w Roman du comte de Poitiers cesarz w obecności trzydziestu młodych panien wydaje polecenie, by każda została obnażona i była tak naga, jak wówczas gdy opuszczała łono swoje matki, po czym dodaje: To nie prośba, lecz rozkaz![1]

 

Zauważcie – że nie przyszło mu do głowy samemu się obnażyć, żeby i one nie kupowały kota w worku.[2]

 

270bc3b8a10db00ecfdede1c1215c5fa.jpg
tak sobie "konkurs piękności" wyobrażano w rzekomo fundamentalistycznym Średniowieczu

 

No cóż: tą są właśnie uroki władzy – nieprawdaż..? Statystyka nam mówi, że skoro miłość między przyszłymi małżonkami nie była istotną przesłanką do zawierania małżeństw, to średnio tak samo często młodej pannie trafiał się stary i obleśny cap – co nadobnemu młodzieńcowi przejrzała wdowa. Albo i nie wdowa i nie przejrzała, ale też – kaszalot.[3]

 

A tu proszę: jeden cesarz ma ten przywilej, że mu taki dyskomfort nie grozi…

 

dae4b5d3fed9eff65145ed2810350e2a.jpg
a tak w prawdziwie pruderyjnym wieku XIX...

 

Co zresztą – bynajmniej niczego nie gwarantowało! Wspomnianemu już Konstantynowi VI wybrana mu przez matkę w „konkursie piękności“ Maria z Amni i tak się nie spodobała, wziął sobie kochankę, żonę wysłał do klasztoru, kochankę koronował na cesarzową – i aż do lokalnej schizmy kościelnej doprowadził, tak się przy tym wyborze upierał


[1] „Historia życia prywatnego“, tom 2, str. 463
[2] Jeśli wierzyć Długoszowi, problem ten dostrzegł i rozwiązał Jagiełło, który przed zaręczeniem się z Jadwigą – poszedł do łaźni z jej posłem, aby ten zdał młodej królowej wiarygodną relację z cielesnych kształtów przyszłego małżonka…
[3] Nie znam autorytatywnych wyników badań, ale „na czuja“ – wysoka śmiertelność kobiet w połogu, przynajmniej w warstwach uprzywilejowanych, gdzie i sprawy majątkowe miały większe znaczenie – co najmniej równoważona była częstymi zgonami mężczyzn w boju. Równie często więc wydawano „dla chleba i kariery“ młode dziewczyny za starszych panów, jak i młodych – bo często: młodszych, nie dziedziczących rodowego majątku – chłopców za podstarzałe dziedziczki…

 

Źródło: http://boskawola.blogspot.com/2013/04/prawdziwa-historia-kopciuszka.html