Prasa versus polityka

"Prasa powinna służyć rządzonym, a nie rządzącym"

 

4-ta_small.jpg

„Czwarta władza” reż. Steven Spielberg

Swój nowy film reżyser rozpoczyna w 1966 w Wietnamie. Walkę obserwuje specjalny wysłannik, który ma ocenić jakie szanse mają Amerykanie na wygranie wojny. On mówi, że żadną, polityk publicznie kłamie, że idzie im wspaniale.

Przechodzimy do 1971 roku na teren gazety „Washington Post”, która walczy o przetrwanie na rynku prasowym. Szefową gazety jest Kay Graham (świetna Meryl  Streep w okropnej fryzurze).

Była panią domu i matką trojga dzieci gdy mąż kierujący „Postem” , nie wiadomo dlaczego, popełnia samobójstwo i ona chcąc nie chcąc obejmuje stanowisko, bo  jest to rodzinny interes. Nowa sytuacja wiąże się z dramatycznymi często decyzjami, znoszeniem lekceważenia  zarozumiałych i pewnych siebie mężczyzn, odpowiedzialnością za utrzymanie na rynku i za pracowników.

Jest świadoma jak ją wszyscy traktują: „Kiedy kobieta wyraża jakąś myśl jest jak pies stojący na tylnych łapach – tak samo słabo jej to wychodzi”.

Większość filmu dzieje się we wnętrzach i za pomocą gadających głów. Na szczęście Spielberg wie jak nie zanudzić widza, choć momentami ktoś niezorientowany w mechanizmach działania mediów może się pogubić.

Osią akcji jest dylemat czy gazeta może opublikować treść tajnych dokumentów na temat oceny szans na wygranie wojny w Wietnamie jakie „wyciekły” dzięki pewnemu pacyfiście.

To nie tylko problem moralny, czyli walka dobra ze złem ale i walka o przetrwanie na rynku medialnym, czyli o pieniądze.

Tylko jeden dziennikarz Ben Bradlee (Tom Hanks) jest za ujawnieniem zakłamania władzy, pozostali mężczyźni, przestraszeni utratą dochodów, odwodzą Kay od ryzykownej decyzji.

A demonstranci stoją na ulicy z naiwnym hasłem „Nie chcemy polityki tylko przyzwoitości”.

„Czwarta władza” opowiada fragment  historii Stanów Zjednoczonych dotyczącej manipulujących opinią publiczną, zakłamanych politykach. O lekceważącym traktowaniu społeczeństwa, w tym kobiet. Bo dla utrzymania wszystkie chwyty są dozwolone. Nixon jednak przekonał się, że nie wszystkie.

O brataniu się dziennikarzy i polityków co tym pierwszym wiązało ręce i zamykało usta.

O tym, że w tym kraju najbardziej liczy się władza i pieniądze a nie życie obywateli, których można wysyłać na śmierć, bo politycy boją się upokorzenia związanego z przyznaniem się do klęski.

Reżyser pokazuje nam też techniczną stronę powstawania gazety w tamtych latach – maszyny do pisania a nie komputery, zecerzy, maszyny drukujące i składające pismo, pasy transmisyjne przewożące gotowy produkt i sposoby dystrybucji.

Polecam.