Poprawianie patologii

Kolejny artykuł o absurdach polskiego systemu edukacji

 

To, co się niewinnie nazywa "nową podstawą programową", jest w istocie bardzo groźnym procesem, który, niestety, po raz kolejny zakończy się fiaskiem. Ministerstwo zakłada bowiem, że nauka w liceum czy technikum będzie kontynuacją działań edukacyjnych prowadzonych w gimnazjum. Założenie to jest błędne! Mojego przekonania nie generuje żadna, taka czy inna, teoria, ale ponaddwudziestoletnia praktyka. Wiedza i umiejętności, z jakimi przychodzili do szkoły średniej młodzi ludzie po ośmioklasowej szkole podstawowej, były nieporównywalnie większe niż wiedza i umiejętności absolwentów gimnazjów. Nie wiem, jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy; potrzebne byłyby gruntowne przebadanie problemu. Faktem jest jednak, że nauka trwa jeden rok dłużej, zanim uczniowie trafią do szkół średnich, a efekty edukacyjne gorsze.

Kolejne rządy i kolejni ministrowie oświaty albo nie dostrzegają problemu, albo udają, że go nie widzą. Trwa ciągłe "naprawianie" czegoś, co od początku było patologią, a "poprawianie" patologii" prowadzić może tylko do absurdu. Absurdem jest zatem w tym momencie cały system. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejne tzw. etapy reform mają generują naciski lobby wydawniczego, bo przecież trzeba wydrukować nowe podręczniki, a to wszak gratka nie lada. Książkę można kupić, można jej nie kupić - dla wydawnictwa to zawsze ryzyko, zwłaszcza w dobie kryzysu, podręcznik kupić trzeba i ani uczniowie, ani rodzice nie mają nic do gadania. Tym bardziej nauczyciele! Armie edukatorów także muszą mieć zajęcie!

Szkoła niczego tak bardzo nie potrzebuje jak stabilizacji. Tymczasem od piętnastu lat funkcjonujemy w stanie ciągłej turbulencji.