Polak zbudował rewelacyjny samolot bo zdenerwował się w korku.

Polak zbudował rewelacyjny samolot, bo zdenerwował się w korku. Gwiazdy rocka chcą go już mieć

 

 

 

Ten samolot powstał tylko dlatego, że żona jego twórcy, miała dosyć stania w korkach na autostradzie.
Ten samolot powstał tylko dlatego, że żona jego twórcy, miała dosyć stania w korkach na autostradzie. Foto:Strona producenta
Tego samolotu nie byłoby, gdyby nie korek na niemieckiej autostradzie. I oczywiście żona Rafała Ładzińskiego, która zirytowana postojem powiedziała: "Mógłbyś coś wymyślić, żeby go ominąć. Ile tu będziemy stać?". I w pewnym sensie słowo stało się ciałem. Samolot jest na tyle rewelacyjny, że jeszcze przed uzyskaniem wymaganych certyfikatów, jest gotowa lista kupców. Na jego widok wokalista Irion Maiden Bruce Dikinson zareagował tylko słowami: "jest super" i "chcę go mieć".

 


W pewnym sensie Rafał Ładziński miał ułatwioną drogę przy projektowaniu i konstrukcji Flarisa. Miał chęć i motywację do zrobienia czegoś, co jego żona Sylwia, określała mianem "wymyśl coś, żeby ominąć korki". Ładziński nie znał się na samolotach, ale znał się za to na produkcji podzespołów do samochodów i innowacjach. Potrafił się też poruszać w świecie skomplikowanych przepisów, biurokracji i wiedział jak uzyskuje się dotacje.
Części samochodowe i dźwigi
– Wciąż brakowało czasu, by skutecznie realizować plany zawodowe i osobiste. Musimy być w wielu odległych miejscach, a to wciąż zabiera zbyt wiele czasu i pieniędzy. Dlatego zaprojektowaliśmy i przygotowaliśmy do produkcji seryjnej ultralekki samolot odrzutowy Flaris LAR 1. Jest wyjątkowo ekonomiczny - kilometr lotu kosztuje jedynie 20 groszy w przeliczeniu na jednego pasażera – wyjaśnia małżeństwo Ładzińskich na swoje stornie. Prowadzą biznes wspólnie.

Zrobili pieniądze dzięki innowacjom i wynalazkom, które wprowadzali w firmie Metal Master od 2000 roku, od tego bowiem czasu funkcjonują na rynku. Nie, nie mieli wcześniej nic wspólnego z lotnictwem. Działali w branży samochodowej. Kontrahenci dziwili się czasami, kiedy sprawdzali jej adres. Niewiele mówiła im nazwa Podgórzyn. Ot, zapadła miejscowość, jakich tysiące na mapie Polski. Dzisiaj w świecie lotniczym każdy wie, gdzie to jest.

Zróbmy coś fajnego
Kiedy Ładzińscy wrócili w końcu z podróży niemiecką autostradą, Filip rzucił w pracy hasło: "A może tak byśmy coś zrobili fajnego" - i zaczęło się. Burza mózgów, jedna, druga, trzecia. Poszukiwania inspiracji i pomysłów, jak ominąć te znienawidzone przez Sylwię korki. Tak narodził się Flaris. 

Znali swoje ograniczenia i wiedzieli, że sami nie dadzą rady. Potrzebowali fachowców z innej branży, niż ich własny biznes. A znają się przede wszystkim na produkcji części do samochodów i dźwigów. No i, rzecz jasna, pieniędzy. Najważniejsza jednak była idea. – Nie chcieliśmy powielać klasyki, ale tworzyć nową klasę ultralekkich odrzutowców. Słowem samolot dla użytku prywatnego, małego biznesu i wielkiej turystyki – mówił Rafał Ładziński w wywiadzie dla branżowego portalu dlapilota.pl.
Flaris jet
Dotacje i genialny konstruktor
Potem poszli tam, gdzie wiedza jest chlebem powszednim. Zaczęli rozmowy z z Politechniką Warszawską, Instytutem Lotnictwa i Wojskową Akademią Techniczną. No bo gdzie jak nie tam, mógł trafić z prośbą o współpracę, absolwent technikum mechanicznego w Jeleniej Górze, a później student Wydziału Mechanicznego (Konstrukcja i Eksploatacja Maszyn) Politechniki Wrocławskiej. 

– Z czasem luźny koncept nabrał realnych kształtów. Wtedy też napisałem biznesplan, który przedstawiłem w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Powiedziałem sobie wtedy, że jeśli ktoś tam się nim zainteresuje, zaczniemy poważne prace – wspomina przedsiębiorca w rozmowie z Forbsem.

Zainteresował się i prace ruszyły niemal z kopyta, rzecz jasna jak na polskie warunki. Genialną wręcz decyzją było zaprzęgniecie do projektu Andrzeja Frydrychewicza. To człowiek legenda w branży. To spod jego ręki wyszła Wilga, Kruk czy Orlik. Potem przyszedł najtrudniejszy moment. Finansowanie projektu. Własne środki nie były wystarczające. Jednak umiejętność poruszania się w gęszczu skomplikowanych przepisów i dotacji, Ładziński doprowadził do perfekcji. Dlatego, nie ma się co dziwić, że dostał pieniądze z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka poprzezNCBiR.
Flaris czeka tylko na odpowiednie certyfikaty, dopuszczające do sprzedaży.
Flaris czeka tylko na odpowiednie certyfikaty, dopuszczające do sprzedaży.Foto:Youtube/WorldAvia.Net
Inny niż wszystkie
Prace trwały blisko cztery lata. Tak narodziła się maszyna, której pilotaż jest tak prosty, że do jej prowadzenia wystarczy licencja amatorska. FLARIS LAR 1 ma być samolotem wyprzedzającym pod wieloma względami istniejące rozwiązania, a przede wszystkim łatwością użytkowania i bezpieczeństwem – piszą Ładzińscy na stronie projektu.
RAFAŁ ŁADZIŃSKI

Zgodnie z założeniami konstruktorów, samolot ma wybaczać pilotowi wiele błędów oraz pozwalać operować nawet z trawiastych lotnisk. Można nim transportować pięć osób. Zmieści się w większym garażu. Gwarantuje niskie zużycie paliwa i możliwość lądowania w terenie przygodnym. Samolot posiada właściwości zapobiegające wpadaniu w korkociąg, jest intuicyjny w pilotażu, wybacza błędy, a przez to przeznaczony dla pilota amatora.

Wystarczy 200 metrów trawy, by oderwać go od ziemi. Ładziński wie, co mówi, bo chcąc nie chcąc stał się ekspertem lotniczym. W końcu członkostwo w Radzie Klastra „General Aviation” przy Wojskowej Akademii Technicznej i Rady Klastra „Technologiczne wsparcie innowacyjnych projektów lotniczych” przy Instytucie Lotnictwa w Warszawie oraz Aeroklubu Jeleniogórskiego, do czegoś zobowiązuje.

Samolot jest gotowy. Czeka na ostanie certyfikaty. Podczas tegorocznego salonu lotniczego w Paryżu, na jego widok wokalista Irion Maiden Bruce Dikinson mruknął tylko: - Jej! Wygląda super. Jestem zainteresowany samolotami tego typu. To naprawdę świetna maszyna. 

I zadeklarował, że chce go mieć.