Podróżuje się do ludzi

Praca przyzwyczaiła mnie do ciągłego pośpiechu i bycia wszędzie przejazdem. Jedna podróż zmieniła wszystko. Dziś nie mogę uwierzyć, że na początku wcale nie chciałem tam jechać.

 

Delegacje nigdy nie należały do moich ulubionych obowiązków służbowych. Godziny spędzone w samolotach i mnóstwo odwiedzonych miejsc, którymi zwykle nie ma czasu się nacieszyć. Jako przedstawiciel międzynarodowej firmy zwiedzam świat głównie od strony lotnisk, hoteli i gabinetów w biurowcach. Po trzech tego typu podróżach w miesiącu, poziom mojej frustracji sięgał szczytu. Dlatego na wiadomość o kolejnym wyjeździe nie zareagowałem zbyt entuzjastycznie. Chwilowo miałem dość.

Kierunek Wrocław

Jeśli moja mina odzwierciedlała mój nastrój podczas wsiadania do samolotu, dziwne, że w ogóle odważyli się wpuścić mnie na pokład. Byłem zły na cały świat. Lot dłużył się niemiłosiernie, za to pierwsze chwile we Wrocławiu minęły w zawrotnym tempie. Drogi z lotniska do hotelu nawet nie pamiętam. Zamiast w okno taksówki, zapatrzony byłem jak zwykle w ekran komputera, przygotowując się do popołudniowej prezentacji. Ciągły pośpiech był moim nieodłącznym towarzyszem. Jednak nie wszystkim się spieszyło.

Jeden dzień w prezencie

Na miejscu okazało się, że jeden z głównych organizatorów naszego spotkania, oczywiście z przyczyn od niego niezależnych, nie dojechał. Konferencja została przeniesiona na następny dzień. Nie sądziłem, że tym, co poprawi mi tego dnia humor, będzie jego niespodziewana dezorganizacja. Dla mnie to było jak prezent. Trochę wolnego czasu. Tego mi wtedy brakowało. Wreszcie mogłem się nacieszyć urokami nowego dla mnie miasta.

Delegacja z Frankfurtu

Nie musiałem długo szukać towarzystwa do wspólnego zwiedzania. Tym bardziej, że byliśmy w samym centrum Wrocławia. Z hotelu Sofitel, w którym się zatrzymaliśmy, do Rynku Głównego było jakieś 150 metrów. Wśród niemieckiej delegacji znalazła się nawet przewodniczka. Przy integracyjnej kawie okazało się, że dziadek Anny pochodził z Wrocławia. Choć ona sama od dziecka mieszka we Frankfurcie, zawsze interesowała się swoimi polskimi korzeniami. Historię miasta miała w małym palcu, a o wielu miejscach, o których ja nawet nie słyszałem, potrafiła opowiedzieć legendy. Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie nie mniejsze wrażenie, niż wrocławskie zabytki.

Miasto spotkań

Wiele w życiu widziałem i byłem pewien, że trudno mnie już czymkolwiek zachwycić. We Wrocławiu serce zabiło mi jednak szybciej. Może sprawiła to aura miasta, o której tyle słyszałem, a może niezwykła charyzma Anny, z którą wprost nie mogłem się nagadać. Przez moment zapomniałem zupełnie, że przyjechałem tam do pracy. Oczekiwanie na przełożoną konferencję szybko zamieniło się w bardzo sympatyczne spotkanie towarzyskie, które w nastrojowej, hotelowej restauracji nieco się przeciągnęło. Tematów do zażartych dyskusji nie było końca. Okazało się, że łączą nas nie tylko interesy.

Są rzeczy, których kupić nie można

Nie wiem, jak wpłynęłoby to gospodarkę, ale gdyby konferencje były przekładane częściej, byłyby z pewnością dużo przyjemniejsze. Trudno mi wymyślić coś, co mogłoby wpłynąć na jej przebieg lepiej, niż niezaplanowany wieczór integracyjny. Muszę przyznać, że mina spóźnionego organizatora, który najwyraźniej zachodził w głowę jak na międzynarodowym zjeździe znalazło się tylu dobrych znajomych, była naprawdę bezcenna. Nie mniej niż nawiązane dzięki konferencji znajomości. Z niektórych wynikły udane kontrakty, a z kilku innych przyjaźnie. Bez wątpienia wszyscy przywieźliśmy stamtąd miłe wspomnienia. Ja się we Wrocławiu po prostu zakochałem.

Trochę wolniej

Życie niejednokrotnie zmusza nas do biegu. Przygotowujemy się do tego od dziecka. Dwie szkoły, napięty grafik zajęć pozalekcyjnych. Walka o pracę, pozycję, podwyżkę, awans. Świat stawia przed nami tak wiele wyzwań i oczekiwań. Więcej, szybciej, wydajniej. Warto jednak czasami na chwilę wyhamować. Rozejrzeć się dookoła. Dostrzec piękno świata, który nas otacza. Odwiedzić piękne miejsca, które są często bardzo blisko nas. Zauważyć ludzi, których codziennie mijamy. Zatrzymać się, porozmawiać. Nacieszyć chwilą. Znaleźć trochę czasu, by po prostu pożyć, posmakować życie, zamiast biec na oślep przed siebie, zapominając często dokąd biegniemy.